Biznes powinien popierać imigrację
Politycy zyskują poparcie, atakując nowo przybyłych, ale świat przedsiębiorców musi ich docenić
Imigracja to dla polityków dziwna rzecz. Zazwyczaj zyskują poparcie społeczne, atakując nowo przybyłych. W swojej książce "Przemawiając do obrazu" Deborah Mattison, doradczyni ds. wizerunku Gordona Browna w czasie, gdy był on premierem Wielkiej Brytanii, napisała, że nic nie podnosiło temperatury w grupach fokusowych bardziej niż imigracja.
Imigracja jest oczywiście newralgiczną kwestią od dawna. Ponad sto lat temu, kiedy miliony ludzi wyjeżdżały z Europy Wschodniej, także budzili wielkie opory w nowych ojczyznach. Motywy przenoszenia się z najbiedniejszych regionów świata do najbogatszych są dziś takie same jak wtedy. Życie nowo przybyłych może być ciężkie, ale ich nowe ojczyzny oferują im większe możliwości.
Za antyimigracyjnymi nastrojami stoją prawdziwe emocje. Imigranci stanowią konkurencję do mieszkania i miejsc pracy. Niektórzy twierdzą, że, bogatym łatwo jest wzruszać ramionami: imigranci nie stanowią dla nich zagrożenia, a jednocześnie oferują tanią opiekę nad dziećmi i sprzątanie domu. To tylko częściowo prawda. Jedną z uderzających cech dzisiejszej imigracji jest to, że przenoszą się najlepiej wykształceni. To nie tylko robotnicy budowlani muszą się przepychać z nowo przybyłymi. Bankierzy i naukowcy także muszą to robić.
Nie jest też tak, że obawy o nieumiejętność imigrantów do integracji są pozbawione podstaw. Wielu się integruje, niektórzy nie. Dziś e-maile, rozmowy telefoniczne i tanie loty oznaczają, że imigranci mogą spokojnie żyć między dwoma światami, nigdy nie zrywając więzów ze starym ani nie pogrążając się całkowicie w nowym.
W USA Michael Bloomberg, burmistrz Nowego Jorku, połączył siły z prezesami firm i burmistrzami innych miast, by stworzyć "Partnerstwo dla Nowej Amerykańskiej Gospodarki". Akceptując potrzebę zabezpieczenia granic, wskazują oni, że w ciągu ostatnich 10 lat 25 procent nowych firm technologicznych w USA miało przynajmniej jednego założyciela imigranta, a amerykańskie hotele po prostu przestałyby funkcjonować bez cudzoziemców.
Demokratyczny proces decyzyjny funkcjonuje najlepiej, kiedy wyborcy mogą wysłuchać obu stron. Nie brakuje ludzi narzekających na imigrację. Na wypowiedzeniu się powinno zależeć tym, którzy z niej korzystają - firmom, które nie mogą funkcjonować bez pracy i umiejętności imigrantów. Nadszedł czas, by liderzy biznesu mówili o tym codziennie w prasie, radiu i telewizji - i to nie tylko wtedy, kiedy jeden z ich pracowników nie dostanie pozwolenia na pracę.
Tłum. TK
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved
Michael Skapinker
publicysta The Financial Times
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu