Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Natura wygrywa

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Człowiek zawsze marzył o tym, żeby ujarzmić naturę. Dla licznych filozofów idea postępu właśnie do tego się sprowadzała. Optymiści sądzili, że jest to tylko kwestia odpowiednich technik i wiedzy naukowej, pesymiści przestrzegali, że walka z naturą skończy się jej zwycięstwem. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że bardzo wiele pod tym względem osiągnęliśmy.

Umiemy wykorzystywać siły natury dla ludzkich potrzeb jak nikt wcześniej. Przy okazji popełniliśmy niesłychanie wiele błędów. Wystarczy wspomnieć ocieplenie klimatu czy meliorację olbrzymich terenów bagiennych w wielu krajach, która doprowadziła do bezpowrotnego zakłócenia stosunków wodnych i do pustynnienia całych obszarów. Postęp cywilizacji musiał odbywać się kosztem natury. Nie ma innego wyjścia. Mimo że wiemy teraz nieco lepiej niż dawniej, jakie mogą być negatywne konsekwencje - na przykład wydobywania gazu łupkowego - będziemy go wydobywali. Ze stosunkiem do natury jest podobnie jak ze stosunkiem moralności do nauki. Chociaż wiemy, że niektóre problemy i rozwiązania proponowane przez naukę mogą prowadzić do niebezpieczeństwa, to jednak myliłby się ten, kto by sądził, że jakiekolwiek zakazy czy wątpliwości moralne pohamują uczonych, którzy zajmują się genetyką czy nowymi formami energii.

Jednak natura, niby przez nas oswojona, w ostatnim roku z wyjątkową intensywnością okazała swoją całkowitą dominację nad człowiekiem i nad całą naszą wspaniałą cywilizacją. Najpierw straszliwa zima z tysiącami ludzi pozbawionymi prądu, z drogami odśnieżanymi i zasypywanymi na nowo. Potem zimna i deszczowa wiosna z potwornymi powodziami, ale także - tam gdzie nie było powodzi - skrócona do dwóch tygodni (tyle trwała aktywność słowików) i praktycznie zepsuta przez plagę komarów. Następnie niewiarygodnie upalne lato z nagłymi burzami i trąbami powietrznymi. Teraz wokół już początki jesieni, drzewa zrzucają liście, a ogrodu nawet podlewać nie warto, bo gleba twarda jak kamień. Na wszystkie te kolejne klęski, które w rozmaitych nieco postaciach dotknęły cały świat, nie mieliśmy niemal żadnej rady. Owszem, próbowaliśmy ocalić to, co się ocalić udawało, i czasem czyniliśmy to z powodzeniem, ale nikt nie potrafił natury ani przewidzieć, ani poskromić.

Nie idzie przy tym o poszczególne wydarzenia, bo każde ma jakieś wytłumaczenie (lepsze lub gorsze), ale poczucie bezradności w walce z naturą. My, przedstawiciele dumnej ze swoich niebywałych postępów cywilizacji, musimy przyznać, że niewiele potrafimy przewidzieć, a jeszcze mniej potrafimy z góry zaradzić. Co gorsza, nie jest tak jak w wielu innych dziedzinach, na przykład w medycynie, gdzie wiemy, że umiejętność leczenia niektórych chorób to tylko kwestia czasu i rozwoju wiedzy, że damy sobie z nimi stopniowo radę, a nawet już dajemy. Musimy przyznać, że w zakresie walki z żywiołami jesteśmy po prostu bezradni i tak zostanie.

Wprawdzie bardzo wielu ludzi na świecie trudni się, nie chcąc zrezygnować z nadziei na postęp, poszukiwaniem sposobów na opanowanie natury, ale ich wysiłki, badania i konferencje, a także wysiłki zmierzające do tak modnego dzisiaj rozwiązywania problemu globalnego ocieplenia wydają się płonne. Mamy poczucie, że w naszych związkach z żywiołami zachowujemy się tak jak ludzie pierwotni czy jak zwierzęta. Przede wszystkimi się boimy i nic nie jest nas w stanie od tego strachu uwolnić. Boimy się nie tylko dlatego, że nie potrafimy przewidzieć, kiedy uderzy burza, a kiedy nas zasypie śnieg, ale także dlatego, że poczucie bezradności jest obce naszej cywilizowanej naturze. Oburza nas ta bezradność, a okazuje się, że nie ma nią rady.

@RY1@i02/2010/165/i02.2010.165.000.011c.001.jpg@RY2@

Marcin Król

Marcin Król

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.