Śmiech na cenzurowanym
Tragedia smoleńska zmieniła polską telewizję. Oczywiście zmiana dotyczy tylko małego wycinka ekranowej rzeczywistości.
Nie jest tak, że telewizja jednego dnia była fatalna, a nazajutrz po katastrofie doznała oczyszczenia i naprawiła zrujnowany mniej lub bardziej wizerunek. Oferta jak była słaba, tak kiepską pozostała. Na miesiąc - przynajmniej dla mnie - poprawi się od piątku, gdy w TVP zacznie panowanie mundial w RPA. Zmiana, o której piszę, nie jest tak wyraźna, jednak nie sposób jej nie zauważyć.
Nadeszły trudne czasy dla telewizyjnych showmanów. Na murze przy warszawskiej stacji metra Politechnika zauważyłem ogromny billboard dedykowany jednej z niekwestionowanych gwiazd. Tyle że zamiast "Kuba Wojewódzki" widniało na nim "Kupa Pojebódzki". Programu Wojewódzkiego staram się nie oglądać, gdyż drażni mnie, że nie daje dojść do słowa swym gościom, zagłuszając ich średnimi zwykle dowcipami. Jednak gniewu przeciw Wojewódzkiemu nie wywołał przecież kiepski poziom jego show. Spowodowała go nagrana wspólnie z Michałem Figurskim piosenka, w której wykpiwał pochowanie na Wawelu Lecha Kaczyńskiego. Kawałek wywołał słuszne oburzenie, bo są chwile, gdy niektóre żarty stają się nie na miejscu. Istniało kiedyś w świecie sztuki pojęcie decorum. Oznaczało zgodność treści z formą i odnosiło się także do sytuacji społecznej - przypominam dla porządku. Mimo że w Polsce mamy wolność słowa, piosenkę Wojewódzkiego i Figurskiego łatwo uznać za niemądry wybryk. Ale sprawa ma szerszy wymiar. Po 10 kwietnia politycy zostali objęci nieformalną ochroną. Teraz śmiać się z nich nie wolno lub nie wypada.
Swoistym clou "Szymon Majewski Show" były do niedawna "Rozmowy w tłoku", w których aktorzy parodiowali postaci z życia publicznego, głównie polityków. Żarty były różnej jakości. Dostawało się wszystkim - od SLD do PO, choć bracia Kaczyńscy byli "Rozmów w tłoku" etatowymi bohaterami. Ludzie PiS stale pojawiali się w "Szkle kontaktowym" w TVN 24, które swój złoty czas przeżywało w okresie koalicji PiS z LPR i Samoobroną. Trudno się temu dziwić - po jednej stronie żołnierze prezesa, po drugiej Lepper, w środku Giertych z Orzechowskim... Dziś w "Rozmowach w tłoku" Majewski usiłuje śmiać się z polskich celebrytów - Dody, Górniak - ale program utracił satyryczny pazur. "Szkło kontaktowe" ciągnie siłą rozpędu. Z YouTube’a zniknęły wpadki prezydenta Kaczyńskiego, a przecież miał ich na koncie niemało.
Da się to wytłumaczyć, gdyż są w publicznym życiu chwile, gdy śmiech wydaje się niestosowny, brzmi nieprzyjemnie. Nie tęsknię do dawnych "Rozmów w tłoku", mogę żyć bez "Borubara" i "Irasiada". A jednak wycięcie w pień satyry politycznej wydaje się niewytłumaczalne. Politycy są obśmiewani w każdym normalnym kraju, bo z racji swej pozycji stają się dla śmiechu najłatwiejszym celem. I to jest naturalne, na swój sposób świadczy o zdrowiu psychicznym społeczeństwa. Dlatego śmiech z polityków prędzej czy później wróci, być może tylko cele będą inne, w końcu publiczne życie nie cierpi próżni.
Na razie na tym polu pozostaje tylko niezastąpiony Grzegorz Napieralski. Reklamującej go piosenki w stylu hip-hop po prostu trzeba posłuchać...
Jacek Wakar
jacek.wakar@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu