Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Żelazna pięść NATO skorodowała

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 14 minut

Grupa "mędrców" powołana przez sekretarza generalnego NATO przygotowała rekomendacje do nowej strategii Sojuszu. To dla Polski okazja, by utrącić pomysły podminowujące podstawowe zadanie Paktu - odparcie potencjalnej agresji. W NATO bowiem dzieje się źle.

Trzeszczą spajające go szwy, w wielu krajach wspólna obrona jest tylko hasłem bez treści, coraz głośniej brzmią za to głosy nawołujące, by Pakt rozbudował siły ekspedycyjne do wojen za morzami. NATO rozmyte, walczące z terrorem, proliferacją broni masowego rażenia, handlem narkotykami nie będzie już żelazną pięścią, przed którą drżał Związek Sowiecki.

Nie obroni nas przed atakiem.

XVIII-wieczny pałacyk pod Hagą, wokół stylowy ogród, cisza. Siedziba ośrodka analitycznego przygotowującego dla rządu Holandii ekspertyzy w zakresie bezpieczeństwa. Trzech Polaków, kilku holenderskich analityków. Zadajemy proste pytanie, na które władze odpowiedzą pokrętnie, tu jednak znajdzie ono równie prostą odpowiedź.

- Czy w wypadku rosyjskiej agresji na Polskę Holandia wywiąże się ze zobowiązań wynikających z artykułu piątego traktatu waszyngtońskiego?

Chwila ciszy.

- Nie. Konflikt zbrojny z Rosją nie leży w interesie Holandii. Nie bylibyśmy w stanie wytłumaczyć naszemu społeczeństwu takiego zaangażowania.

Artykuł piąty, trzon i sens istnienia NATO, mówi: "Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub więcej z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim i dlatego zgadzają się, że jeżeli taka zbrojna napaść nastąpi, to każda z nich, w ramach wykonywania prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, uznanego na mocy artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych, udzieli pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie, samodzielnie jak i w porozumieniu z innymi Stronami, działania, jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego".

To gwarancja bezpieczeństwa Polski. Tymczasem nie tylko w Holandii, ale też Francji, Belgii, Niemczech, Hiszpanii, Portugalii, politycy i analitycy uważają tę formułę za martwą, choć jedynie nieliczni mówią o tym publicznie.

Wraz z zanikiem sowieckiego zagrożenia zachodnioeuropejskie społeczeństwa i rządy nie czują już potrzeby angażowania się w obronę innych, o ile atak nie dotyczy także ich samych. Dlatego ważniejszy jest dla nich islamski terroryzm niż koncentracja rosyjskich wojsk w obwodzie kaliningradzkim, ataki hakerskie niż spodziewana dyslokacja rakiet Iskander na Białorusi, migracje z Afryki Północnej niż białorusko-rosyjskie manewry "Zapad". Zachodnia i wschodnia flanka NATO coraz bardziej rozjeżdżają się w ocenie zagrożeń oraz poglądach na rolę Paktu. Jedyną siłą zdolną je pogodzić są Stany Zjednoczone, ale i one potrzebują Sojuszu bardziej jako wsparcia w porządkowaniu świata niż tarczy chroniącej Europę.

Grupa "mędrców" NATO (jest w niej dwóch przedstawicieli nowych członków Paktu - Polak Daniel Rotfeld i Łotysz Aivis Ronis) kierowana przez byłą sekretarz stanu USA Madeleine Albright próbuje wypośrodkować sprzeczne interesy. Założenia i rekomendacje, jakie przygotowała, staną się materiałem do dyskusji w państwach członkowskich oraz samym NATO, jesienny szczyt Sojuszu podsumuje debatę i przyjmie nową strategię, która zastąpi dotychczasową z 1999 roku.

Dokument zawiera rekomendacje zgodne z potrzebami Polski, nasza dyplomacja musi teraz zapewnić nam sojuszników w Pakcie, by uczynić je priorytetem przyszłej strategii. Grupa Albright podkreśla fundamentalne znaczenie artykułu piątego i nawołuje do jego przedefiniowania tak, by nie budził żadnych wątpliwości i nie pozostawiał luk na interpretację. Kolejny korzystny dla nas postulat to wzmocnienie siły odstraszania NATO na terytorium państw członkowskich, poprawa planowania operacyjnego, zwiększenie częstotliwości wspólnych manewrów, wreszcie - przygotowanie planów obrony poszczególnych członków w wypadku ataku.

Wszystkie te uwagi pokrywają się z naszymi potrzebami, najbardziej jednak ostatnia. Podczas zimnej wojny reakcję NATO na agresję ułatwiały tzw. plany ewentualnościowe, czyli schemat zachowań poszczególnych państw, a nawet jednostek bojowych na wypadek ataku. W uproszczeniu, gdyby sowieckie kolumny pancerne uderzyły na północne Niemcy, dowódcy sił NATO wiedzieliby dokładnie, co, kto i kiedy ma czynić, by je odeprzeć. Obecnie Pakt nie ma planów, które obejmowałyby nowych członków Sojuszu: Polskę, Czechy, państwa bałtyckie i inne. Gdyby zatem doszło do nieszczęścia, musielibyśmy bronić się sami, licząc na to, że rządy Paktu zbiorą się, podejmą decyzję o interwencji i zechcą ją przeprowadzić. O ile dożylibyśmy tej chwili.

W sytuacji idealnej NATO powinno nie tylko opracować plany ewentualnościowe dla Polski, ale wycofać się z jednostronnego zobowiązania wobec Rosji, że na terytorium nowych państw członkowskich, w tym naszym, nie będzie znaczących instalacji wojskowych Paktu. Z polskiego punktu widzenia im bardziej zautomatyzowana odpowiedź Sojuszu na atak (na przykład w obronie swojej bazy), tym lepiej. Nasi sojusznicy nie mogą zastanawiać się nad wejściem do walki, muszą otworzyć ogień, kiedy tylko na natowskim terytorium padną pierwsze wrogie strzały. To istota Sojuszu, której powinniśmy zaciekle bronić.

"Mędrcy" w swoich rekomendacjach mają też ofertę dla zachodniej flanki NATO niewyrywającej się do ewentualnej konfrontacji z Moskwą. Pakt miałby przeciwdziałać na przykład zmianom klimatycznym i demograficznym, strzec bezpieczeństwa systemów informatycznych i szlaków morskich, walczyć z cyber- i zwykłym terroryzmem. Dla Polski zadania te mają znaczenie drugo-, a nawet trzeciorzędne. Możemy jednak poprzeć zaangażowanie Paktu na tych polach, jak obecnie w Afganistanie, ale pod warunkiem bezwzględnego potwierdzenia wagi artykułu piątego, powstania planów operacyjnych włączenia innych państw NATO do wojny na naszej ziemi, uruchomienia cyklicznych manewrów ćwiczących wojnę konwencjonalną w obronie terytoriów w Europie oraz zwiększenia budżetów obronnych europejskich członków Sojuszu, a przynajmniej osiągnięcia przez wszystkich rekomendowanych przez Pakt 2 procent PKB na cele obronne.

NATO skoncentrowane na patrolowaniu Morza Śródziemnego, walce z piratami i tłumieniu rebelii pod Hindukuszem nie jest nam do niczego potrzebne. Jeśli nowa strategia nada mu takie oblicze, znów pozostaniemy sami w obliczu przeciwnika. Na razie nie widać go na horyzoncie, ale czasy są niepewne, a przyszłość nieznana, jak poucza banalna prawda.

@RY1@i02/2010/098/i02.2010.098.000.0021.001.jpg@RY2@

Fot. Jerzy Undro/PAP

Włoska Brygada Pancerna "Pinerolo" podczas ćwiczeń na poligonie w Drawsku Pomorskim. Czy obroni nas w razie wojny?

@RY1@i02/2010/098/i02.2010.098.000.0021.002.jpg@RY2@

Andrzej Talaga

Andrzej Talaga

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.