Unia spada do drugiej ligi
Wraz z wejściem w życie traktatu lizbońskiego niektórzy przywódcy europejscy zaczęli snuć marzenia o nastaniu nowego ładu światowego. W nim Unia Europejska zostałaby uznana za światowe supermocarstwo, obok USA i Chin.
Jednak w ostatnich tygodniach Europie udało się przykuć uwagę wszystkich. Oglądanie walki o ocalenie euro z perspektywy Waszyngtonu czy Pekinu to jak gapienie się na wypadek samochodowy po drugiej stronie drogi. Do tego dochodzi jednak strach przed oberwaniem odłamkami.
Ale są też szersze konsekwencje natury politycznej. Dla internacjonalistów na całym świecie, dla zwolenników głębszej współpracy między narodami - UE jest promykiem nadziei. Jeśli europejski eksperyment zacznie się rozpadać - po ponad 60 latach żmudnych zabiegów - wtedy idee, które Europa reprezentuje, także ucierpią. Zamiast nich mogą zacząć zwyciężać przeciwne koncepcje - prymatu poszczególnych mocarstw czy despotyzmu.
Krótko przed objęciem swego urzędu japoński premier Yukio Hatoyama nawoływał do stworzenia panazjatyckiej waluty na wzór euro i cytował pierwszych zwolenników europejskiej jedności. Barack Obama jest mniej wylewny w swym podziwie dla europejskiego modelu. Tym niemniej zarówno polityka zagraniczna, jak i wewnętrzna administracji Obamy ma bardziej ,,europejski" charakter niż za kadencji Busha. I gdy administracja Busha często odnosiła się z pogardą wobec koncepcji polityki zagranicznej ,,Euroidów" (by użyć szyderczego określenia Johna Boltona, ambasadora Busha przy ONZ), urzędnicy Obamy są bardziej życzliwi.
Jednak europejski kryzys gospodarczy uprzykrza życie zwłaszcza tym Amerykanom i Azjatom, którzy chcieliby przekonać resztę świata, że powinna się uczyć od Europy. Ostatnio spotkałem przedstawiciela japońskiego establishmentu. Wyśmiał twierdzenie, że jego premier kiedykolwiek uważał, iż Europa może być wzorem dla innych.
Podczas gdy zagraniczni propagatorzy UE są teraz w defensywie, międzynarodowi eurosceptycy zyskują głos. Charles Grant, szef prounijnego think-tanku Centre for European Reform, opowiada, jak uderzyło go podczas ostatnich podróży rosnące lekceważenie wobec Europy w Delhi, Pekinie czy Waszyngtonie: ,,Postrzega się nas jako zamkniętych w pułapce zapaści gospodarczej i demograficznej. Nasze pretensje do odgrywania ważnej roli w świecie traktowane są z pogardą".
Kilka lat temu amerykański politolog Jeremy Rifkin opublikował książkę ,,Europejskie marzenie". Pisał: ,,Podczas gdy duch Ameryki upada, rodzi się nowe europejskie marzenie. Bardziej odpowiada ono kolejnemu etapowi podróży ludzkiego gatunku - obiecując doprowadzić ludzkość do stanu globalnej świadomości, bardziej przystającej do zacieśniających się więzi społecznych".
Gdy czytam dziś te słowa, nie wiem: śmiać się, czy płakać.
tłum. MR
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved
Gideon Rachman
publicysta "Financial Timesa"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu