Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Solidarność społeczna

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Idea solidarności społecznej - bo nie piszę tu o legendzie polskiej "Solidarności" 1980 - 1981 - jest stosunkowo nowym wynalazkiem. Pojawiła się dopiero wtedy, kiedy wszyscy obywatele stali się równi wobec prawa oraz kiedy uznaliśmy, że istnieją wzajemne zobowiązania w obrębie nowoczesnego społeczeństwa (państwowego czy też międzynarodowego).

Stało się to w reakcji na brutalnie formułowane poglądy neoliberalne, wedle których los każdego z nas zależy tylko od tego, czy damy sobie radę w społeczeństwie nieustającego wyścigu i konkurencji.

Paradoksalnie to liberałowie (chociaż nie neoliberałowie gospodarczy) sformułowali najlepiej tę ideę, a nie socjaliści czy konserwatywna prawica. Solidarność społeczna polega bowiem na zapewnieniu możliwie dużej liczbie obywateli równych możliwości. Tylko przy spełnieniu tego warunku można sensownie mówić o wolności prywatnej i publicznej. Socjalistyczna idea równości prowadzi do utopii, a prawicowo-konserwatywne trzymanie się tradycji do pogłębiania podziałów.

Równe możliwości czy równe szanse oznaczają, że wszyscy są do pewnego stopnia wolni od tego fundamentalnego ograniczenia, jakim jest brak pieniędzy. Dla liberałów spod znaku sir Isaiaha Berlina czy Michaela Sandela to skandal. Miernikiem poczucia solidarności społecznej jest to, czy widząc wokół siebie biedę, czy tylko słysząc lub czytając o niej, reagujemy. Reakcja ta może być rozmaita, ale najważniejsze, żeby była, żeby nikt nie doznawał niesprawiedliwości. Można wdrażać rozmaite mechanizmy i regulacje państwowe, działać za pośrednictwem społeczeństwa obywatelskiego, dawać pieniądze na skutecznie funkcjonujące fundacje.

Solidarność społeczna nie ma nic wspólnego ani z ojczyzną, ani z patriotyzmem (chociaż cenię wysoko te idee), ani tym bardziej z tradycją czy pamięcią o przeszłości, kiedy to solidarności społecznej było znacznie mniej lub w ogóle nie istniała. Dlatego zdumiewają ideowe afiliacje związku zawodowego, który przyjął miano "Solidarności". Takiego dziwactwa nie ma w całym świecie zachodnim. Solidarni jesteśmy nie wobec społeczeństwa, lecz wobec konkretnych ludzi, którzy nie mają równych możliwości. To oni są zniewoleni i im trzeba pomagać. Liberałowie, którzy nie poszli drogą radykalnego indywidualizmu, lecz przyjęli ideę wolności indywidualnej wszystkich za swoje naczelne przesłanie, rozumieją to znakomicie.

W Polsce poziom solidarności społecznej jest wyjątkowo niski, i to z kilku powodów: egoizm nowobogackich, tradycje postkomunistyczne, ale także brak realnych więzi społecznych, które polityka i politycy potrafią tylko niszczyć, i czynnik najważniejszy, czyli po prostu niewiedza lub obojętność na ludzką niedolę. Wreszcie istotną rolę odgrywa tradycja Polski jako wspólnoty symbolicznej, a nie obywatelskiej. Współcześnie wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za dopuszczenie do trwałych rozwarstwień, które tylko się pogłębiają. Możemy apelować o Polskę solidarną, ale działanie w tym kierunku nie polega na apelach i przywoływaniu rzekomej tradycji republikańskiej, lecz na konkretnych zachowaniach wolnych ludzi w liberalnym społeczeństwie.

Trzeba zdać sobie sprawę, że Polska nigdy nie będzie nowoczesnym krajem, jeżeli nie podniesie poziomu solidarności społecznej. Słabe więzy, słaby kapitał ludzki wszędzie stanowią problem, ale nie w stopniu takim jak u nas, gdzie brak solidarności społecznej zasadniczo ogranicza wolność wielu ludzi. Należy zatem potraktować przesłanie ojców liberalizmu poważnie i powtórzyć znane z innych okoliczności sformułowanie: nie ma wolności bez solidarności - bez solidarności społecznej.

@RY1@i02/2010/095/i02.2010.095.000.016c.001.jpg@RY2@

Marcin Król

Marcin Król

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.