Nie śpieszmy się w walce z kryzysem
Berlin przygotował plan zaostrzenia dyscypliny budżetowej nie tylko w krajach eurozony zagrożonych bankructwem, ale we wszystkich łamiących kryteria z Maastricht. To kolejny krok do powołania unijnego nadzoru nad narodowymi budżetami, czyli ograniczenia suwerenności państw w imię stabilizacji euro. Kryzys zmienia Europę także politycznie. Dobrze, by był to efekt przemyślanej decyzji, a nie przypadkowych ruchów.
Jednolita polityka fiskalna i kontrola budżetów krajowych wydają się niezłym sposobem na kryzys. W takim układzie jednak najwięcej do powiedzenia mieliby ci, którzy łożą najhojniej do kasy UE, zadeklarowali największe sumy na pomoc dla zagrożonych państw oraz ci, których gospodarka bazuje na eksporcie wewnątrzunijnym. We wszystkich tych kategoriach liderem są Niemcy.
Ceną za większą stabilność będzie wzrost znaczenia jednych państw kosztem drugich. Twarde reguły kontroli budżetów osłabią nieformalny mechanizm kontrowania się różnych grup interesów. Unia stanie się może sprawniejsza, ale mniej demokratyczna. Jesteśmy na to gotowi? Jeśli tak, musimy poznać wszystkie korzyści i zagrożenia. Potrzebny jest czas na rozwagę, pośpiech może tu więcej zepsuć, niż naprawić.
@RY1@i02/2010/094/i02.2010.094.000.002d.001.jpg@RY2@
Andrzej Talaga
Andrzej Talaga
andrzej.talaga@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu