Stopień komplikacji życia
Podkusiło obywatela, by zaciągnąć kredyt. Bank, i owszem, jest chętny. Pani daje formularze napisane po chińsku, życzliwie się uśmiecha, a my wiemy, by czytać to, co napisano małym drukiem, bo oszukają. Że oszukają, to pewne.
Trzeba dostarczyć zaświadczenie o niezaleganiu z podatkami. Nic prostszego, jak się wydaje. Idziemy do okienka, podajemy nazwisko, pani klika i na ekranie pojawia się odpowiedź. Otóż nie. Należy wypełnić formularz, a w nim wskazać, gdzie i jakie podatki płaciło się w ostatnich pięciu latach. Takie rzeczy to my musimy pamiętać, bo w urzędzie nie wiedzą. Jak płaciliśmy w innej miejscowości cztery lata temu, to procedura się wydłuża, bo muszą przesłać papiery, tamci odesłać, ci sprawdzić, a jak się nie zgadza - znów odesłać. Formularz trzeba złożyć, ale po opłaceniu wniosku. Wyciągamy portmonetkę lub kartę. Zbytecznie. W centrum Warszawy trzeba udać się do urzędu dzielnicowego, gdzie jest kasa, tam wpłacić i wrócić z dowodem wpłaty. Uzyskawszy wpis, wracamy, dołączamy do wniosku dowód opłaty i już pani może kliknąć i sprawdzić. Otóż nie. Ze względów wskazanych wyżej procedura będzie trwała dłużej lub krócej.
Trzeba jeszcze do ZUS. Tam zdobywamy zaświadczenie o niezaleganiu ze składkami za bliżej nieokreślone świadczenia, bo na określenie dotąd czasu w państwie nie było. Tu płacić nie trzeba. Odpowiedź będzie za dwa tygodnie.
Morał jest taki, że NIP i inne takie nie wystarczają urzędowi na niezwłoczne sprawdzenie, czy nie zalegamy, co oznacza, że państwo, które utrzymujemy, nie wie naprawdę, ile ma pieniędzy, skoro tyle jest zabiegów przy obywatelu.
Zaskarżyć by to albo co innego? Trzeba wnieść opłatę. Opłatę wnosi się znaczkami opłaty sądowej. Te można kupić tylko w sądzie i tylko w godzinach pracy, także naszej. Na poczcie znaczków nie ma, więc wnieść można, idąc do sądu, co tłumaczy ten uczony termin. Wnieść to wnieść.
Po dwóch tygodniach dostajemy zaświadczenie o niezaleganiu, w którym pomylono imię. Nasze imię. Wracamy, żeby poprawili. W dwóch urzędach w Warszawie są różne szkoły. W jednym każą złożyć nowy wniosek, w drugim też każą, ale pani sama poprawia, zastrzegając, że w banku poprawek mogą nie uznać. Idziemy do banku. Nie uznają. Wracamy.
Zaświadczenie jest ważne jeden miesiąc. Każde osobno. Jak się nie postaramy: jedno będzie jeszcze ważne, drugie już nie. Od nowa.
Urocze panie z uśmiechem politowania patrzą, jak mordujemy się z drukiem W-17, który jest wydrukowany, jak sama nazwa wskazuje, ale maczkiem. Zrozumiały jest dla weteranów urzędu. Jak się pomylimy - wezwą do natychmiastowego stawienia pod rygorem nierozpatrzenia wniosku. Stawiamy się. Poprawiamy. Niewykluczone, że znów wezwą, bo sprawdzali rubrykę B-1, co nie oznacza, że w S-3 nie ma błędu. Jak jest - znów wezwą.
Do kredytu jeszcze daleko, więc coś trzeba sprzedać. Ale jaki od tego zapłacić podatek? Można zapytać urząd, ale pytając, trzeba przedstawić własną koncepcję. Koncepcja niepłacenia nie wchodzi w grę. Musimy więc napisać, że chcemy płacić w oparciu o paragraf 23, a urząd napisze, że nie 23, ale 17 ustęp 4 litera b.
A może urząd się myli? A może. Sprawę może rozstrzygnąć sąd w postępowaniu dwuinstancyjnym, jak nakazuje konstytucja. Zapewne oddali naszą skargę, ale po rozpoznaniu, więc poczucie ważności mamy.
Prosimy urząd na piśmie o wznowienie postępowania w sprawie, na przykład, mostku. Urząd wzywa do wskazania daty i numeru decyzji, bo sam nie wie, ale my musimy wiedzieć. Piszemy, że decyzja była, powiedzmy, z maja. Urząd odpisuje, że w aktach nie ma decyzji z maja, i grozi pozostawieniem wniosku bez rozpatrzenia.
To oni nie wiedzą, kiedy wydali decyzję? Może i wiedzą, ale po co się zrywać. Jeśli pies nam zjadł odpis decyzji, a urząd jest w Szczecinie, to szans nie mamy, choć trzy pisma w sprawie krążyły.
Jak z małą sprawą jest trudno, to i z dużą są kłopoty. Dlatego wiadomo, czemu nie wiadomo, co było przyczyną katastrofy samolotu z najważniejszą osobą. Po prostu sprawa jest trudna.
Łatwych nie ma.
Marek Markiewicz
prawnik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu