Nie panikujmy. Myślmy
Znowu panikujemy: Grecja zbankrutuje, za nią Hiszpania. Załamie się strefa euro. To koniec Unii Europejskiej. Premier Tusk odstępuje od unii walutowej.
Europejski Bank Centralny nie zwiększa oprocentowania rządowych obligacji krajów tzw. zagrożonych, co osłabi euro i pogłębi recesję.
Giełdy skaczą jak szalone, ucieczka od euro na rzecz dolara. Polacy w strachu skupują dolary i złoto (piątkowy rekord to 24 kg tego kruszcu kupione od Mennicy Państwowej przez indywidualnego nabywcę), uciekają od euro, franka szwajcarskiego i złotego. Ten powiększa straty na kredytach i oszczędnościach. Emocje górą.
Wpisujemy się w panikę. Dow Jones zakończył jednak sesję trzyprocentowym spadkiem. EBC zwiększy oprocentowanie, kiedy dojdzie do wniosku, że grozi prawdziwy i długotrwały kryzys. Grecja otrzyma 110 mld euro od Międzynarodowego Funduszu Walutowego i rządów krajów strefy euro, głównie Niemców. Dlatego że są bogaci i wierzą w unię walutową i europejską. Wiedzą, że to są fundamenty ich interesów. Z pewnością będą optować za obligatoryjnym i wzajemnym monitorowaniem budżetów krajów strefy euro, może ustanowieniem europejskiej policji budżetowej, by wyeliminować kombinacje krajów członkowskich. Prawdopodobnie wezmą pod lupę, wzorem prezydenta Obamy, agencje ratingowe, które wykorzystując kryzys grecki, napędzają panikę na rynkach finansowych. Ale nie będą krzyczeli, że to koniec unii i rynku. Lepiej natomiast zorganizują nadzór regulacji - ale rynkowych. Bo dzięki nim są bogaci i stać ich na pożyczanie pieniędzy innym.
Dzisiejsze zawirowania skłonią do baczniejszego przyjrzenia się partykularyzmowi niektórych rządów państw UE, rosnącej biurokracji Brukseli, dotacjom obniżającym konkurencyjność przedsiębiorstw. Mało prawdopodobne, by np. Niemcy domagali się wykluczenia ze strefy euro krajów tzw. zagrożonych. Hiszpania sama znalazła nabywców i zasiliła swój budżet wpływami z obligacji na sumę 3 mld euro.
Jeżeli by się jednak tak stało, to w sferze pozostaną najsilniejsi, do których Polacy nie należą. Już z tego chociażby względu deklaracje Donalda Tuska należy uznać za nieporozumienie (czytaj: przejęzyczenie). A modernizacja polskiej gospodarki i finansów jest i bez euro po prostu konieczna. Trzeba powstrzymać 95-miliardowy deficyt sektora finansów publicznych i 680-miliardowe zadłużenie państwa. W Polsce i tak trzeba spełnić kryteria z Maastricht bez przynależności do strefy euro. Modernizacja sama otworzy możliwość przyjęcia wspólnej waluty. Będzie szansa na: oddalenie miliardowych strat wywołanych wahaniami kursów, jakie przyniósł ubiegłoroczny kryzys, zwiększenie pewności planowania przedsiębiorców, większe zaufanie (czytaj: miejsca pracy) inwestorów zagranicznych do Polski, którzy dziś z niej uciekają, z politowaniem spoglądając na propagandowy slogan o polskiej zielonej wyspie. Ogłoszenie przez Donalda Tuska kalendarza wejścia Polski do unii monetarnej jest niczym innym jak zobowiązaniem, że rząd będzie naprawdę modernizować kraj. Brak ogłoszenia - że odwrotnie.
Zatem nie panikujmy. Myślmy.
Marek Goliszewski
założyciel Business Centre Club
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu