Ciemnogród
Maciek, zapalony kibic piłkarski, był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Dwa dni wcześniej wygrał dwa bilety na historyczny mecz. I to w sektorze dla VIP-ów. Półfinał mistrzostw świata w piłce nożnej. Tę datę, 27 czerwca 2012 roku, zapamiętają wszyscy Polacy - myślał Maciek, obserwując kątem oka ważne osobistości świata polityki, mediów i biznesu, które tłumnie wypełniły sektor.
Maćkowi nie przeszkadzał nawet niemiłosierny upał. To było nic w porównaniu z temperaturą emocji na boisku. Polska w drugiej połowie prowadziła 1:0 z Niemcami i miała przewagę na boisku. "Polska gola!" - skandowało 40 tys. gardeł kibiców na trybunach i 20 milionów Polaków zebranych przed telewizorami. -W końcu dokopiemy Niemcom, to będzie rewanż za przegrany mecz półfinałowy w 1974 - powiedział Maciek do taty, który siedział obok, wymachując biało-czerwoną flagą. Jeżeli Polska wygra, to zmierzy się w finale 1 lipca z Francją albo Rumunią, czarnym koniem mistrzostw.
87. minuta meczu. Polacy właśnie przeprowadzali kolejny atak, długie podanie lewą stroną, dwaj okiwani niemieccy obrońcy i jeden na jeden z bramkarzem. Nagle z gardeł kibiców w całej Polsce wydobył się okrzyk. I nie było to: "Hurra!" ani "Gol!". Tylko słowa mniej cenzuralne. Na stadionie zgasły światła, a w wielu domach - telewizory. Krajowy system energetyczny nie wytrzymał obciążenia, w końcu było gorąco, wszędzie klimatyzacja działała na maksymalnych obrotach. Stadion skandował: "Skandal, skandal! Włączyć prąd!". Na twarzy siedzącego na honorowej trybunie premiera zagościł strach. Właśnie zrozumiał, że skończył się jako polityk.
A przecież już w 2008 i 2009 roku pojawiły się analizy ostrzegające przed takim scenariuszem. Wtedy jeszcze był czas na potrzebne inwestycje. Ale ponieważ rząd nie przeprowadzał reform, z powodu 100 mld deficytu w finansach publicznych brakowało pieniędzy i zrobiono tylko niezbędne minimum inwestycji. Były głosy, że ostrzegawcze artykuły to efekt lobbingu sektora energetycznego, że jakoś to będzie. W 2010 roku, gdy był ostatni moment na działania, pojawiły się głośniejsze ostrzeżenia. 16 marca 2010 roku Polska Grupa Energetyczna, największy producent prądu, ostrzegła w prezentacji dla inwestorów, że w latach 2012 - 2015 jest wysokie ryzyko black-outów. Na konferencji organizowanej przez Towarową Giełdę Energii 28 kwietnia 2010 roku ekonomiści i energetycy ostrzegali, że w Polsce zabraknie prądu. - Damy radę, jakoś to będzie - odpowiadali politycy zajęci wyborami prezydenckimi, samorządowymi i parlamentarnymi. Wyraźnym ostrzeżeniem były dwa black-outy w Poznaniu i Warszawie latem 2011 roku, ale wtedy było już za późno na jakiekolwiek działania.
Polityka jakoś-to-będzizmu królowała w Polsce od lat. Nikt nie wyciągał wniosków z błędów popełnionych w przeszłości. Katastrofa wojskowego samolotu CASA 23 stycznia 2008 roku nie wpłynęła na poprawę procedur zarządzania ryzykiem i na zmianę opinii publicznej, która była podsycana nienawiścią tabloidów za każdym razem, gdy mówiono o kupnie nowych samolotów dla polskich władz. Dopiero śmierć prezydenta, prezesa NBP, parlamentarzystów, dowódców sił zbrojnych i innych wysokich przedstawicieli władz publicznych skłoniła polityków do działania. Powiedzenie mądry Polak po szkodzie okazało się nieprawdziwe. Polak jest mądry dopiero po katastrofie.
W powtórzonym za dwa dni meczu Polska przegrała z Niemcami 0:3. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle. Maciek i jego tata płakali, po trochu z żalu po utraconej szansie, po trochu - z wściekłości na decydentów.
@RY1@i02/2010/080/i02.2010.080.000.016c.001.jpg@RY2@
Krzysztof Rybiński
Krzysztof Rybiński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu