Szukając wspólnoty
W tym szczególnym czasie wiele mówimy o potrzebie solidarności i jedności narodowej. Jednak wiemy, że nie udało się zbudować tej solidarności ani po okresie "Solidarności", ani po śmierci Jana Pawła II. Rozsądek wskazuje, że i tym razem będzie to trudne.
Może warto poszukać źródeł czy też inspiracji dla wspólnoty i umiarkowanej, ale rzeczywistej jedności. Historia nie jest najlepszym źródłem, bo zawsze stanowi przedmiot rozmaitych interpretacji, a więc nieuchronnych sporów. Natomiast wielka polska kultura jest znakomitym źródłem, tylko trzeba z niego czerpać.
Z niewiadomych powodów nowożytna Polska zawsze miała znakomitą poezję. To nasza najpotężniejsza wspólnota. Poezja określana mianem romantycznej prawie jednak nie funkcjonuje w żywym obiegu współczesnej kultury. Jeszcze przed kilkoma dekadami każde wybitne przedstawienie "Dziadów" (nie tylko to, od którego zaczęły się wydarzenia 1968 r.) było okazją do wielkiej uczty duchowej. Jeździliśmy do Krakowa czy do innych miast, żeby te przedstawienia obejrzeć. Mickiewicz jest jednak praktycznie nieobecny w szkole, nie wspominając już o Słowackim czy Krasińskim. Nie mam pretensji, tylko nie rozumiem, dlaczego tak jest. Dlaczego w szkole francuskiej trzeba poznać Racine’a i Baudelaire’a i to dokładnie, a w polskiej panuje niepotrzebny kult literatury najnowszej. Przecież literatura ta, od Miłosza po Herberta, jest w olbrzymim stopniu oparta na wielkiej polskiej poezji wieku XIX i bez tej tradycji często nie można jej po prostu zrozumieć.
Polska poezja romantyczna stanowi źródło inspiracji intelektualnej. Dzięki niej odrodziła się polska religijność, co znakomicie wiedział Jan Paweł II, który często posługiwał się frazami zaczerpniętymi od romantyków. Poezja ta, ale także proza - od wielkiego Maurycego Mochnackiego przez czasem lekceważonego, a jednak ważnego Sienkiewicza po często trudnego do czytania, ale momentami znakomitego Żeromskiego - stanowi zatem wciąż silnie bijące źródło.
Jak można je wykorzystywać? Przede wszystkim każda rozmowa Polaków o wspólnych sprawach jest bez tego podglebia kultury niemożliwa. Paweł Hertz ujął to znakomicie, określając trzech wielkich poetów romantycznych mianem zastępczego parlamentu w czasach niewoli. Oni i wielu innych twórców polskiej kultury stworzyli symbole i postawili drogowskazy, dzięki którym, gdybyśmy chcieli, moglibyśmy dzisiaj o wiele łatwiej się porozumieć. Bez nich Polacy nie stanowiliby takiej wspólnoty, która mimo sporów wewnętrznych przetrwała sto dwadzieścia lat zaborów. Dlaczego zatem nie sięgnąć do tych źródeł teraz, w czasach wolności? Dlaczego poza oficjalnymi okazjami zupełnie się do wielkiej polskiej poezji nie wraca?
Sądzę, że przyczyną jest nie tylko wychowanie i szkoła, gdyż nawet w czasach realnego socjalizmu poeci ci byli nieporównanie bardziej obecni w polskim życiu duchowym. Raczej fakt, że to poezja znakomita, ale na ogół trudna, że to nasze lenistwo i brak wzorów sprawiają, że sięgamy po kulturę łatwą i lekką (co oczywiście jest naturalne i przyjemne), ale tylko po taką kulturę. Wielkie media publiczne bardzo niewiele czynią, żeby tę tendencję skorygować, gdyż obawiają się, że dzisiaj - na przykład - Słowacki jest dla Polaków za nudny i za trudny. My jednak nie mamy innego wspólnego języka niż język kultury i stworzonych przez nią symboli, a jeżeli język ten będzie nam coraz bardziej obcy, to poprzestaniemy na sposobach komunikowania się nieporównanie bardziej prymitywnych i raczej utrudniających niż ułatwiających porozumienie. "Choć mi tak niebo Ty złocisz i morze, smutno mi, Boże!".
@RY1@i02/2010/071/i02.2010.071.000.017c.001.jpg@RY2@
Marcin Król
Marcin Król
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu