Historia jednego wezwania, czyli o nakładaniu mediom kagańca
Pisaniem o kulturze zajmuję się, lekko licząc, od lat 15. Może miałem szczęście, ale dotychczas nikt nigdy nie narzucił mi z góry, co o danym filmie albo przedstawieniu mam myśleć i w jaki sposób formułować swe oceny.
A może to nie była jednak sprawa wyjątkowego fartu. Może po prostu żyłem przez te półtorej dekady w normalnym kraju, gdzie ani przełożeni, ani wysoko postawieni decydenci, ani tym bardziej twórcy omawianych dzieł nie dyktowali mi z góry, z czym ich film, obraz, książka, spektakl kojarzyć wolno, a z czym nie, bo za niewłaściwe myślenie można trafić do sądu. Gdy przeczytałem pismo adwokata Macieja Ślusarka wystosowane, z tego co wiem, do wszystkich ważniejszych redakcji w Polsce, przetarłem oczy ze zdumienia.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.