Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Okna życia utrudniają adopcję, ale ratują dzieci

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

W DGP z 18 lutego, w artykule zatytułowanym "Nieraz muszę błagać sędziego", pojawiły się słowa wypowiedziane przez szefową jednego z ośrodków preadopcyjnych w Polsce.

Niestety jej tezy są dalece kontrowersyjne. Zacznę może od tzw. okien życia, w których matki mogą anonimowo pozostawić swoje dziecko. Absolutnie nie zgadzam się krytyką tego pomysłu.

Okna życia generują niewątpliwe szereg problemów. Ale każde porzucone niemowlę, które zamiast trafić w worku foliowym na śmietnik, zostaje uratowane - to jest ogromny sukces tej instytucji i nas wszystkich. Ideałem jest, gdy matka, która chce zostawić dziecko, robi to w szpitalu, składa stosowne oświadczenia i dziecko może szybko trafić do adopcji. Ale ile jest matek rodzących w domu, w ukryciu, w stresie, pod niesamowitą presją otoczenia?

Oczywiście możemy zapewniać te matki, że nic im nie grozi, gdy zostawią dziecko, ale nie oszukujmy się, taka matka działa często pod wpływem emocji lub leków, a najbardziej racjonalne argumenty nie potrafią jej przekonać. Zdecydowanie lepiej, gdy odda dziecko do okna życia, niż je porzuci, skazując czasem na śmierć.

Ponieważ w Krakowie powstało chyba pierwsze w Polsce okno życia, w którym uratowano już kilkanaścioro dzieci, można powiedzieć, że sąd krakowski ma już duże doświadczenie w tej kwestii. Sędziowie naprawdę robią, co mogą i na ile pozwala im procedura sądowa. Nie jest prawdą, że sprawy te muszą się toczyć latami. U nas średnia zmierzająca do skutecznej adopcji zbliża się do dwóch miesięcy, czasem nawet krócej. Wszystko, co można, ustala się telefonami, faksami, e-mailami. Ale procedury papierowej i stosowania kodeksów nie da się uniknąć. Musimy wszcząć postępowanie opiekuńcze, nadać dziecku niezbędne dane personalne, natychmiast umieścić w rodzinie zastępczej.

Rozważałem kiedyś zagadnienie, czy nie należałoby stworzyć dla tych dzieci z okien życia specjalnej przyspieszonej procedury. Ale gdy przyjrzy się dokładnie zagadnieniu matek, zwłaszcza samotnych, działających w tzw. depresji poporodowej, to niewątpliwie dobrze, że są takie sądowe terminy. One pozwalają czasem matce, która zostawiła dziecko w stanie chorobowym, dać czas na ochłonięcie, zastanowienie, a nawet odebranie porzuconego raz dziecka. Musimy dać im taką szanse. Wyobraźmy sobie matkę, która po kilku tygodniach wychodzi z depresji, chce odzyskać dziecko, a ono już jest prawomocnie adoptowane. Oczywiście to nie może trwać w nieskończoność, ale te dwa miesiące to pewien wentyl bezpieczeństwa.

Kontrowersje budzi też zagadnienie wszczynania przez policję dochodzenia zmierzającego do poszukiwania matki dziecka. Różnie to bywa. Czasem to robią, czasem nie. Ale i tu nie byłbym tak radykalny, że nie należy zupełnie tego robić. Z praktyki wiemy, że zdarzają się przypadki, gdy kobieta została przymuszona do porzucenia dziecka, czy to przez patologicznego partnera, czy czasem nawet gang, który zajmuje się handlem żywym towarem. Takie przestępstwa muszą być ścigane. To smutne, ale życie zna wiele niewyobrażalnych dla normalnego człowieka sytuacji.

Zasadniczym problemem jest to, że takie niemowlę powinno błyskawicznie trafić do rodziny zastępczej, która działając w charakterze pogotowia opiekuńczego, da temu maluchowi szybką i kompetentną opiekę oraz niezbędną dawkę ciepła i miłości. Znamy rodziny, w których pracują tacy pasjonaci. Oczywiście to musi być jedynie krótki, ale konieczny stan przejściowy.

Skoro można działać szybko i sprawnie, to nie warto okien życia likwidować, a należy je promować jako pewną ostatnią deskę ratunku, która czasem jest konieczna. W Krakowie takie okno działa na ul. Przybyszewskiego 39. Siostry opiekujące się nim pełnią całodobowe dyżury, ale okno skonstruowane jest tak, że matka może być w pełni anonimowa, a położenie dziecka uruchamia sygnał dla sióstr. Dzieci są od razu badane w szpitalu, a procedury prawne uruchamia się błyskawicznie. Krytycy powiedzą - okno życia promuje brak odpowiedzialności, komplikuje sytuację prawną niemowlaka. A ja powiadam, warto ratować każde życie dziecka, które mogłoby umrzeć porzucone, a na które czekają już w kolejce świetne rodziny adopcyjne.

Czasem trudno mi uwierzyć w słowa o opieszałości sędziów rodzinnych. Ja ich znam, i znam samych pasjonatów, którym zależy, by dziecko jak najszybciej trafiło do rodziny adopcyjnej. I nie wierzę, że tak jest tylko w Krakowie.

Waldemar Żurek

sędzia

Autor jest rzecznikiem prasowym Sądu Okręgowego w Krakowie

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.