Polityka gestów symbolicznych
Większość rosyjskich mediów poinformowała o zaproszeniu prezydenta Dmitrija Miedwiediewa do wzięcia udziału w obchodach 65. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau.
Udział rosyjskiego prezydenta wraz z innymi politykami w tych uroczystościach wydawał się tak oczywisty, że niektóre agencje opatrzyły swoje doniesienia nagłówkiem mówiącym, że Miedwiediew jedzie do Polski. Te same media natomiast skąpo informowały o tym, że prezydent Rosji do Polski jednak nie pojedzie. Sprawa jest więc w jakimś stopniu wstydliwa, a przynajmniej trudna do wytłumaczenia.
Stare obowiązki
Celem głównego nurtu rosyjskiej polityki historycznej jest obrona "sowieckiego dziedzictwa cywilizacyjnego" przed próbami sprowadzenia go wyłącznie do wymiaru totalitaryzmu. Podkreślanie wkładu Związku Sowieckiego w zwycięstwo koalicji antyhitlerowskiej nad barbarzyństwem zrodzonym w centrum kontynentu europejskiego umieszcza historię tego kraju w nurcie dziejów cywilizacji europejskiej, a koszmary komunistycznego totalitaryzmu spycha na jej odległe syberyjskie obrzeża. Trudno sobie wyobrazić lepsze miejsce do zaprezentowania Armii Czerwonej w roli obrońcy cywilizacji niż hitlerowski obóz zagłady. A jednak z jakichś powodów Miedwiediew zdecydował się do Polski nie jechać.
Miał on poinformować w liście do prezydenta Lecha Kaczyńskiego, że nie będzie mógł wziąć osobistego udziału w uroczystościach "ze względu na dawno zaplanowane obowiązki". Na stronie internetowej prezydenta Rosji można przeczytać, że 25 stycznia ma się on spotkać w Soczi z prezydentami Armenii i Azerbejdżanu, natomiast dzień później w tym samym miejscu ma rozmawiać z szefem administracji palestyńskiej Mahmudem Abbasem. Na stronie nie ma informacji o innych spotkaniach Miedwiediewa planowanych na 27 stycznia.
Minister Paweł Wypych poinformował, że w liście prezydenta Miedwiediewa jest miły gest - "życzenia pomyślności dla pana prezydenta Kaczyńskiego i całego narodu polskiego". Natomiast Jerzy Szmajdziński twierdzi, że zaproszenie zostało wysłane zbyt późno i wini za to naszą dyplomację.
Czy jednak względami protokołu dyplomatycznego można wytłumaczyć nieobecność ważnych rosyjskich polityków na uroczystościach? Wszak - zdaniem kremlowskiego poety Gleba Pawłowskiego - polityka pamięci przekształci się niebawem w standard polityki jako takiej, a Rosja pozbawiona własnej polityki historycznej "stanie się bezbronnym celem dyfamacyjnych praktyk i agresywnych fobii".
Obecność ministra oświaty i nauki Andrieja Fursenki sprowadza rosyjski udział wyłącznie do wymiaru edukacyjnego, który posiada zresztą swoje znaczenie polityczne. Być może rocznica wyzwolenia obozu jest wydarzeniem o tak jednoznacznej wymowie, że nie wymaga takich wysiłków jak rocznica wybuchu II wojny światowej. Trudno natomiast zrozumieć konsternację ministra Wypycha, który w oficjalnym oświadczeniu nazywa rosyjskiego ministra Frusenką.
Symboliczne milczenie
Rację może mieć prezydencki minister Mariusz Handzlik, który zamiar upamiętnienia rosyjskich ofiar zgładzonych w obozie Auschwitz-Birkenau oraz sowieckich żołnierzy, którzy brali udział w jego wyzwoleniu, nazwał "gestem symbolicznym". Być może przyczyna rosyjskiej odmowy leży właśnie w dziedzinie gestów symbolicznych. 17 września 2007 roku w czasie uroczystości w Katyniu prezydent Lech Kaczyński powiedział, że ludzie, którzy dziś rządzą Rosją, "nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za tamte wydarzenia". Podstawą dobrych relacji polsko-rosyjskich powinna być prawda - "Obciąża ona jedynie jeden z dwóch wielkich eksperymentów XX wieku, które zamieniły w piekło życie pokoleń Polaków, Rosjan i innych narodów zamieszkujących były Związek Radziecki czy dzisiejszą Rosję". Pierwszym z tych eksperymentów był nazizm, a drugim - komunizm. Słowa te zostały wypowiedziane w obecności gubernatora obwodu smoleńskiego i spotkały się z głuchym milczeniem rosyjskich polityków, a milczenie w tym kontekście także jest gestem symbolicznym. W rosyjskiej polityce ważne są też względy irracjonalne, do których należy chroniczna niechęć do polskich patriotów, których Rosjanie pieszczotliwie nazywają "rusofobami". Jakakolwiek inicjatywa z ich strony, nawet gesty symboliczne, zawsze spotka się na Kremlu z niechęcią.
Fatalna zmiana taktyki
Źle się stało, że prezydent Kaczyński zmienił swoją retorykę i w zeszłym roku w czasie uroczystości na Westerplatte odpowiedzialnością za zbrodnię katyńską obciążył już nie komunizm, ale wielkoruski szowinizm, chociaż po wojnie z Gruzją ta zmiana jest zrozumiała. Musimy wszak pamiętać, że politycy rosyjscy nie dojrzeli jeszcze do tego, aby prowadzić politykę prawdziwie narodową. Do perfekcji natomiast opanowali umiejętność prowadzenia polityki adresowanej do establishmentu.
Nikogo więc nie powinno zdziwić, że 17 stycznia poinformowano o planowanym na kwiecień spotkaniu premierów Władimira Putina i Donalda Tuska w Kaliningradzie, a 22 stycznia minister Siergiej Ławrow oświadczył: "Nasi polscy koledzy nieoficjalnie zaznajomili nas z tymi planami, które opracowywane są w Polsce w związku z 70-leciem katyńskiej tragedii. W naszym interesie leży, aby pokazać współpracę w realizacji tych planów w tym, co dotyczy przedsięwzięć na naszym terytorium". Strona rosyjska chętnie pomoże w organizacji uroczystości w Katyniu na swoim terytorium, i nic więcej. W świetle tego oświadczenia sytuacja wydaje się dosyć jasna - Miedwiediew nie przyjedzie do Oświęcimia, ponieważ nie wybiera się na uroczyste obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Nic nadzwyczajnego, zwykła polityka gestów symbolicznych. Wriemia Nowostiej w korespondencji z Polski zauważyły, że "w Warszawie nie ukrywa się przy tym chęci udziału w obchodach 65. rocznicy zwycięstwa (nad hitlerowskimi Niemcami) w Moskwie. (...) Jednak nie wiadomo, który z polskich liderów zdoła przyjechać do rosyjskiej stolicy. Oprócz chęci potrzebne jest zaproszenie od strony rosyjskiej" - pisze Wriemia Nowostiej. Gra w złego i dobrego policjanta jest stara jak świat, a sekwencja kilku podniosłych rocznic stanowi doskonałą ku temu okazję. Miejmy nadzieję, że polscy politycy zdołają w roku wyborów prezydenckich wspólnie rozwiązać "problemy protokolarne".
@RY1@i02/2010/017/i02.2010.017.000.014a.001.jpg@RY2@
Włodzimierz Marciniak
Fot. Piotr Gęsicki
Włodzimierz Marciniak
politolog, sowietolog
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu