Łukaszenka się nie zmieni. Potrzebny jest bat
Zdarzenia w podmińskim Iwieńcu dowodzą po raz kolejny, że zmiana polskiego, a w konsekwencji europejskiego podejścia do reżimu Łukaszenki była pochopna i przedwczesna.
Jeszcze jakiś czas temu słychać było nawet nieoficjalne spekulacje polskich dyplomatów, że ceną, którą Mińsk gotów jest zapłacić za nową polską politykę, miała być nawet legalizacja Związku Polaków na Białorusi.
Dyplomatyczne mrzonki
Od początku było oczywiste, że dyplomaci jedynie grzeszą naiwnością. Próba przejęcia Domu Polskiego w Iwieńcu, której towarzyszyła blokada dróg i wyłapywanie przez milicję udających się tam Polaków, przypominała do złudzenia obławy polskiej bezpieki z lat 80. na młodych ludzi z Ruchu Wolność i Pokój, udających się na grób Ottona Schimka w Machowej. A jednoczesne uderzenie w finansowe podstawy niezależnej działalności polskiej na Białorusi, jaką jest spółka Polonika, jasno wskazuje na intencje Łukaszenki w kwestii polskiej. Im bardziej Warszawa uległa, tym łatwiej zmusić do uległości także mieszkających na Białorusi Polaków. To zresztą zupełnie normalne. Jak świat światem, każda policyjna tyrania wykorzystuje chwile międzynarodowego wytchnienia do rozprawienia się z własną opozycją. Trzeba nie lada dyplomatycznej naiwności, aby tego nieodmiennego prawa polityki nie chcieć widzieć.
Kto wsparł tyrana?
To prawda, że miński tyran zręcznie lawiruje pomiędzy Moskwą a Zachodem, aby jednocześnie likwidować własną opozycję, uzyskiwać europejską pomoc i nie zostawać tylko na łasce i niełasce Putina. Swoistym kuriozum jest to, że udaje mu się osiągać te sprzeczne na pierwszy rzut oka cele w jakimś stopniu dzięki polityce polskiego rządu. Aleksandrowi Łukaszence zapewniliśmy komfort, jakiego dawno w Europie nie miał żaden podobny doń tyran.
Tymczasem jedyna rozsądna polityka w takich razach polega na bezwzględnie twardej grze. Łukaszenka powinien wiedzieć, że stoi przed nim jasny wybór: represje wewnętrzne, których skutkiem musi być upokarzające dlań absolutne posłuszeństwo wobec Putina, w tym zwłaszcza płacenie Moskwie astronomicznych kwot za dostawę surowców. Albo kurs demokratyzujący państwo i towarzysząca temu zachodnia pomoc i polityczna protekcja. A zmiękczanie mu tego brutalnego wyboru w imię rzekomych racji geopolitycznych ma charakter myślenia czysto życzeniowego.
Istota strategii Łukaszenki bierze się bowiem z jego oceny własnej pozycji w białoruskim społeczeństwie. Nigdy więc nie ukrywał, że za najważniejsze zagrożenie dla swojej władzy uważa mińskich i grodzieńskich "zapadników", a wizja zokcydentalizowanej Białorusi to najczarniejszy, przerażający dlań sen. Białoruś sprzymierzona z Polską i Europą, przyjmująca acquis communautaire i respektująca wolności obywatelskie, to Białoruś, w której nie ma miejsca dla Łukaszenki. Jego polityczne zaplecze to nadal odcięty od świata kołchoz albo fabryka produkowanych jedynie na Wschód traktorów.
Spójrzmy prawdzie w oczy
Tu właśnie leży sedno białoruskiego przypadku. Dlatego naiwnością jest sądzić, że Łukaszenka odwróci kiedykolwiek swój wzrok od Moskwy i Wschodu. Tam zawsze lokował i lokować będzie swoje aspiracje, a gry z Zachodem zwykł używać jedynie do tego, aby zdobywać status jednego z ważniejszych wasali Putina. Marzeniem białoruskiego dyktatora jest stać się kiedyś w końcu prawdziwym uczestnikiem kremlowskiej intrygi, w której stawką jest władza nad obszarem dawnego ZSSR i miliardowe majątki rosyjskich oligarchów. Nie zaś przywódcą niezbyt ważnej, ale niezależnej europejskiej republiki.
Nieważne, że te marzenia o tzw. ZBiR-ze są dawno nierealne. Ważne, że Łukaszenka jest po prostu politycznym wrogiem Zachodu, a na dodatek owa jego wrogość ma swój głęboko racjonalny korzeń. A skoro tak, to wszystko, co można na nim wymóc, to pod nieustanną presją, politycznym ostrzałem albo wobec zagrożenia wielkim wewnętrznym kryzysem i utratą władzy. Nigdy nie było i nie ma innego lekarstwa na Łukaszenkę.
@RY1@i02/2010/016/i02.2010.016.000.013b.001.jpg@RY2@
Jan Rokita
Fot. Piotr Gęsicki
Jan Rokita
jan.rokita@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu