Na jednej szali
Gdyby za temat, który poruszył w swojej książce Wojciech Sumliński, wziął się Tom Clancy czy Dan Brown, mielibyśmy światowy bestseller z milionowymi nakładami. Gdyby w którymś z krajów o nieco bardziej zakorzenionej demokracji ukazała się podobna książka, polityczna awantura sięgnęłaby szczytów władzy.
Ale nie oszukujmy się. Sumlińskiemu brakuje warsztatu i swoją opowieść - choć faktograficznie fascynującą, a merytorycznie nieźle udokumentowaną - ciągnie w monotonnym, nudziarskim tonie. W dodatku bywa irytujący. Skarży się, płacze, narzeka. Narrację przerywają wątki apokaliptyczne, ale nie będę się nad tym znęcała. Bo w tej książce ważniejsze jest absolutnie coś innego: autobiograficzny wątek dziennikarza, który wplątał się w grę służb. Napakowany idealistycznymi marzeniami wszedł w polityczne piekło.
To nie jest łatwa lektura. Entuzjaści wartkiego słowa mogą znudzić się po dziesięciu stronach. W zasadzie nie wiem, dla kogo jest ta książka. Najłatwiejszą odpowiedzią byłaby ta, że Sumliński, zaksięgowany w mainstreamowym świecie jako prawicowy oszołom, kieruje ją do wyznawców stawiaczy krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Ale przeczy temu druga połowa książki składająca się głównie z kserokopii raportów, protokołów przesłuchań i temu podobnych mało literackich dokumentów. W każdym razie ja będę śledziła zarówno losy autora, jak i wątki opisanej przez niego sprawy. Bo albo mamy tu do czynienia z kiepskim autorem małych lotów beletrystyki, albo z odważnym dziennikarzem, który postawił wszystko na szali.
@RY1@i02/2011/238/i02.2011.238.196.027d.001.jpg@RY2@
Mira Suchodolska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu