Nieznośny ciężar politycznej debaty
cytat z reportażu Grzegorza Górnego sprzed ładnych paru lat: "Adasević zapamiętał ten dzień na całe życie. Był studentem medycyny i w pokoju lekarskim porządkował kartoteki. Siedział w kącie nad papierami, a w pomieszczeniu zaczęli zbierać się ginekolodzy. Nie zwracając uwagi na przycupniętego z boku studenta, opowiadali o różnych przypadkach ze swej praktyki. Doktor Rado Ignatović wspominał pewną ciężarną pacjentkę, która przyszła, by usunąć swoje dziecko. Aborcja się nie udała, bo ginekolog nie potrafił podwinąć szyjki macicy. Gdy lekarze zaczęli opowiadać o dalszych losach kobiety, przysłuchujący się im Stojan zdrętwiał. Nagle zrozumiał, że dentystka z pobliskiej przychodni, o której rozmawiają mężczyźni, to jego matka.
- Ona już nie żyje, ale ciekawe, co się stało z dzieckiem, które chciała usunąć - zastanawiał się jeden z ginekologów.
Stojan nie wytrzymał: - To ja jestem tym dzieckiem - powiedział, wstając.
W pokoju zapadła cisza, a po chwili lekarze jeden po drugim zaczęli wychodzić".
Daleko więcej ta historia mówi o moralnych problemach związanych z decyzją aborcyjną niż niejedna kampania "w obronie życia". Nie przesądza ona o niedopuszczalności aborcji, ale nie daje spokojnie zamknąć zagadnienia wygodnym "niech każdy decyduje, jak mu sumienie dyktuje" - bo widać jak na dłoni, że Stojan o niczym nie mógł zdecydować. Żyje tylko dzięki temu, iż komuś zabieg usunięcia ciąży się nie udał. Ogromnie mnie zdumiewa, że nawracająca debata nad warunkami dopuszczalności przerywania ciąży tak często jest krzykliwa. Obrońcy życia potrafią posługiwać się drastycznymi zdjęciami na billboardach i pomówieniami o kryptostalinizm zwolenników swobody w przerywaniu ciąży. Takie argumenty są pozbawione logiki. Usuwanie płodu wygląda ohydnie, ale operacje ratujące życie również wyglądają ohydnie. Stalin akurat skrobanki zwalczał, a nawet gdyby nie zwalczał, jaki wypływałby z tego wniosek? Gdzie Rzym, gdzie Krym, gdzie Polacy 2011?
Jeżeli nawet debata o czymś tak ulotnym jak życie (prawie) niemowlaka ucieka od subtelności, co się dziwić, że debata smoleńska przypomina okładanie się cepami. Mam kilku dziennikarzy autorów, którzy trzymają poziom - jak duet Reszka - Majewski, jak Piotr Pytlakowski czy Bogdan Wróblewski, tylko nie bardzo wiem, jak wiele z tego, co piszą, trafia do tych, którzy najgoręcej interesują się przyczynami katastrofy. Zginęło prawie sto osób, debata nad przyczynami stoi w miejscu.
Cenię twardy styl polemik politycznych. Twardość sformułowań zastępuje jednak w Polsce ciężar argumentów. W niejednej debacie możemy się spodziewać krzyku o "honorze", "Stalinie" i "mordercach", tak jakby argumenty subtelne nie uderzały celniej.
@RY1@i02/2011/151/i02.2011.151.186.002c.001.jpg@RY2@
Jan Wróbel
Jan Wróbel
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu