Spory polsko-polskie a sprawa polska
Lubię przypominać postać Stanisława Kostki Potockiego. W tak zwanym Królestwie Kongresowym (przybudówce Rosji powstałej w 1815 r.) ten zacny polski patriota objął ważne ministerstwo: Komisję Wyznań i Oświecenia Publicznego. KWiOP miała rozległe kompetencje, m.in. wysuwała kandydatury na urzędy biskupie, reprezentowała polski Kościół katolicki wobec Watykanu, nadzorowała zakony oraz fundusze kościelne. Potocki był energicznym ministrem, ale został obalony przez Polaków odwołujących się do cara. Liberał, oświeceniowiec, a przy tym wielki mistrz modnej wówczas loży masońskiej, z powodzeniem reformował oświatę, zabrał się też za reformowanie Kościoła. Jego polityka, w intencjach zresztą zbożna i patriotyczna (unowocześniony Kościół miał wspierać państwo zależne od Rosji, ale jednak polskie), miała przychylność cara, a także kilku wpływowych przyjaciół w episkopacie. Niektóre punkty jego programu cieszyły się poparciem w pewnych kołach kościelnych. Jednak narastające poczucie wtrącania się w sprawy Kościoła doprowadziło do kontruderzenia. W 1820 r. grupa biskupów zwróciła się z pisemną prośbą do cara Aleksandra o odwołanie ministra. Zbiegło się to ze zmianą klimatu politycznego w Rosji i Królestwie. Górę wzięły tendencje zachowawcze; Potocki został zatem usunięty i zastąpiony zdecydowanym (i niezbyt zdolnym) wrogiem nowinek. Utracił też stanowisko przewodniczącego loży. Zastąpił go szef policji, osobisty przyjaciel Nowosilcowa (tego złego dziada z "Dziadów" Mickiewicza). Niedługo potem doszło do aresztowań na Uniwersytecie Wileńskim, gdzie dość niewinne organizacje filomatów i filaretów potraktowano niemal jak wylęgarnię zamachu stanu. Zaczęła na dobre działać cenzura. Skończył się czas polsko-rosyjskiej przyjaźni, trwającej raptem pięć lat.
Pouczające jest, że walka o wolność i o reformy, chociaż wybuchła w państwie zależnym od Rosji, była jednak wojną polsko-polską. Obie strony konfliktu uznawały, że zakres polskiej suwerenności jest na tyle duży, że wolno się spierać, wolno robić podchody, ba, wolno się nawet odwoływać do cara (chociaż akurat był Rosjaninem). Już kilka lat później proszenie króla-cara o interwencję w spornych kwestiach uchodziłoby za moralnie niewłaściwe. W ogóle w polskich dziejach przeważają okresy, w których konflikt polityczny równoznaczny był z konfliktem z obcą władzą albo z jej mianowańcami. Otwarte spory polsko-polskie uwolnione od poczucia, że jedna ze stron konfliktu realizuje politykę Niemców, Rosjan, Austriaków etc., oznaczają zazwyczaj, że Polska jest suwerenna.
Wolałbym, aby spór o raport MAK był prowadzony mniej emocjonalnie, niż to się dzieje, ale krzepi mnie, że trwa. Wojna polsko-polska jest w naszej historii oznaką suwerenności. Na szczęście niejedyną.
@RY1@i02/2011/014/i02.2011.014.186.002c.001.jpg@RY2@
Jan Wróbel
Jan Wróbel
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu