Noworoczna przyroda jako czarująca konsekwencja polityki rolnej
Kiedy wracam z zakupów ze wsi potwornie śliską drogą, muszę uważać, żeby nie śledzić, co robią na naszej łące sarenki w liczbie siedmiu plus jelonek. Zawsze do nas przychodziły, ale nie aż tak gromadnie. W tym roku była obfitość jabłek i mnóstwo z nich zostało na ziemi. Sarenkom bardzo to odpowiada, dorzucamy trochę siana pożyczonego od znajomych. Bliżej domu wielka topola, którą posadziliśmy dwadzieścia pięć lat temu, kiedy kupiliśmy dom. Teraz szumi, huczy, a jej gałęzie utrudniają jazdę traktorom z kradzionym z lasu drzewem. Na szczycie topoli lub na pobliskich starych lipach siedzą dwa godła narodowe, czasem godła te nawet podlatują do gruszki, na której wisi słonina dla sikorek i sójek. Są to naturalnie orły bieliki, które mają gdzieś w pobliżu gniazdo i stale nas odwiedzają. Słyszymy ich krzykliwy i skrzekliwy głos, bardzo nieprzyjemny, ale orzeł bielik to wielka rzadkość, więc rozważamy, czy nie zgłosić tego do nadleśnictwa.
Jednak chyba się nie zdecydujemy, bo oznaczałoby to utworzenie wokół nas rezerwatu. Nam nie przeszkadza, ale rolnicy ze wsi, którzy jeżdżą do lasu albo na łąki, byliby wściekli i ich złość mogłaby marnie się skończyć dla orłów. Więc tylko dla orłów z drabiny wieszamy wysoko podgardle, koniecznie ze skórą, bo inaczej się rozleci, a takie ze skórą jest bardzo trudno dostać, więc zamawiamy w zaprzyjaźnionym sklepie w pobliskim miasteczku. Sójki specjalnie orłów się nie boją, ale jednak im ustępują. Bardziej obawialiśmy się, czy orły nie zrobią czegoś złego łasiczkom (w domu są dwie damy), które wynurzają pyszczki albo błyskawicznie przenoszą się z norki do norki, tak że nawet nasze koty nie dadzą im rady, bo nie są takie szybkie.
Pod stosem zostawionych od lat desek, gałęzi i ścinków żyją natomiast jeże. Czasem widać, jak tuptają nieoczekiwanie szybko w poszukiwaniu jedzenia. A minionej zimy jeden biedny jeż wpadł do dołu, w którym gromadzimy organiczne odpadki, by po trzech latach mieć znakomitą ziemię na grządki. Udało się go wydobyć i całą resztę zimy spędził w spichrzu, gdzie trzymamy słoiki, marchewkę, buraki i tym podobne. Dał sobie świetnie radę i wiosną oddalił się w nieznane.
Dziki widać tylko po śladach stada, ale nic nikomu złego nie robią, najwyżej trochę zryją łąkę, ale ponieważ i tak jest zostawiona w celu rozwoju Herbapolu, czyli ziół rozmaitych, to nic nie szkodzi, a nawet pomaga, bo na zrytym terenie łatwiej przyjmują się nowe rośliny.
Psy, w liczbie czterech, kompletnie nie reagują na sarenki, orły ani na dziki. Trochę je denerwuje podgardle, do którego chciałyby podskoczyć, ale nie mają szans. Do niedawna mieliśmy trzy, ale mniej więcej co dwa lata zjawia się jakiś emeryt, który w luksusie spędza resztę życia. Przedtem był to niewątpliwy wilk, okropnie poturbowany i zreumatyzowany, teraz zjawił się niezwykle inteligentny kundelek, który już teraz ma wiele za sobą, ale jest najlepszym stróżem, bo zapewne wspomnienia sprawiają, że wyjątkowo nie lubi obcych mężczyzn.
Co jakiś czas słychać piłowanie drzewa, wyglądam, czy nam kto czego nie kradnie, a to kos - część z nich nie odleciała - który bezczelnie udaje wszystkie dźwięki, jakie usłyszał. A ponieważ u nas nie słychać tak wiele, poza ptakami, więc kos udaje, co tylko usłyszy - najczęściej dźwięk traktora i piły.
Dzięki korzystnemu dla nas, ale nie dla rolników, rozwojowi sytuacji, zwierzyny wszelakiej jest coraz więcej. Jest tak dzięki temu, że już nie opłaca się uprawiać marnej ziemi i ścinać marnych łąk, a wobec tego także nie są stosowane nawozy sztuczne. Wszystko odżywa, a Unia Europejska, zresztą zgodnie z planem, tylko nieco przypadkowo doprowadzi do tego, że z powrotem wróci do wschodniej Polski prawdziwa przyroda, czego państwu i sobie życzę.
Na wsi nie opłaca już się uprawiać ziemi. Dlatego pod mój dom podchodzą sarny, na drzewie siedzą orły, kos śpiewa, udając piłę
@RY1@i02/2012/251/i02.2012.251.00000050c.803.jpg@RY2@
Marcin Król filozof, historyk idei
Marcin Król
filozof, historyk idei
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu