Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Te same litery, ale różne czytanie konstytucji

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie waloryzacji rent i emerytur wywołało lawinę komentarzy, a zdecydowanie nie spodobało się tej grupie emerytów, którzy spodziewali się zwiększonych świadczeń według dotychczasowych zasad. To akurat całkowicie zrozumiałe.

Fala protestów, która przetoczyła się przez kraj bezpośrednio po uchwaleniu ustawy wprowadzającej tę zmianę, była tak silna, że nie oparli się jej ani rzecznik praw obywatelskich, ani prezydent. Myślę, że gdyby nie ich wnioski o zbadanie konstytucyjności tej nowelizacji, z pewnością znalazłyby się inne uprawnione podmioty skłonne zrobić to samo - nie przypominam sobie bowiem regulacji w tej materii, która nie budziłaby społecznych kontrowersji i nie kończyłaby się wcześniej czy później orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego.

Tym razem orzeczenie sędziów nie było jednomyślne. Pięciu sędziów (na czternastu orzekających w tej sprawie) zgłosiło zdania odrębne. Nie jest to oczywiście pierwszy przypadek tak wyraźnej różnicy zdań w tym gronie - bywało, że z zasadniczą linią orzeczenia nie zgadzało się nawet więcej sędziów, ale ten przypadek wyraźnie dowodzi, że linia podziału w Trybunale wcale nie przebiega według jakiegoś politycznego wyznacznika związanego z konkretną większością parlamentarną, która danego sędziego akurat wybierała.

Należę do tego grona, które pamięta, kto i przez kogo był na sędziego do TK zgłaszany, a przede wszystkim przez kogo był wybierany - stąd rzut oka na sentencję wyroku całkowicie wystarcza, by ten prosty, polityczny podział, który niejednokrotnie jest w debacie publicznej podnoszony, jednak zdecydowanie wyeliminować. I całe szczęście, że tak jest.

Ale u postronnego obserwatora, mniej wprowadzonego w specyfikę działania trybunału, może to wywoływać różnego rodzaju wątpliwości i pytanie - jak to jest w ogóle możliwe, że w sprawie stosunkowo merytorycznie prostej, bo przecież bardzo łatwo wyliczyć różnicę pomiędzy świadczeniami przed waloryzacją i po niej (akurat ta kwestia nie nasuwała żadnych problemów) - sędziowie tak różnie czytają ten sam tekst konstytucji.

Jednym słowem - te same litery, ale inny już rezultat odczytu. Zaskarżone przepisy styczniowej nowelizacji konfrontowano w tym przypadku głównie z art. 2 i art. 32 konstytucji czy z zasadą demokratycznego państwa prawnego, urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej oraz zasadą równości. Inne wzorce konstytucyjne miały w tym przypadku pośledniejsze zastosowanie i możemy je tu spokojnie pominąć.

Zacznijmy może od tego, że stosunkowo rzadko się zdarza, by w konkretnej sprawie miała zastosowanie tylko jedna zasada konstytucyjna. Wówczas orzekanie jest stosunkowo proste. W zdecydowanej większości przypadków chodzi jednak o wyważenie pomiędzy różnymi dwoma i więcej zasadami, a tym samym wartościami konstytucyjnymi i właśnie w tym miejscu zaczyna się spór pomiędzy sędziami.

Z jednej strony mamy na przykład konstytucyjną wolność słowa, a z drugiej prawo do prywatności, które również jest konstytucyjnie chronione.

Większość społeczeństwa skłonna jest oczekiwać surowszych wyroków, ale pomijając już skuteczność represji karnej, musimy mieć na uwadze godność zarówno sprawcy szkody, jak i jej ofiary. Stąd często brak społecznego zrozumienia dla odpowiedniego standardu warunków odbywania kary.

W tym przypadku sędziowie konstytucyjni musieli wybierać pomiędzy zasadą równości, która wbrew pozorom raczej skłaniałaby do utrzymania dotychczasowego sposobu waloryzacji, nie mówiąc już o zasadzie praw słusznie nabytych (art. 2 konstytucji), a z drugiej strony nie można było przejść do porządku nad zasadą sprawiedliwości społecznej, a w warunkach ograniczonych możliwości finansowych państwa trzeba zawsze pamiętać, że wszelkie prawa socjalne zawieszone są na siatce wydolności finansowej państwa, która przypomina u nas raczej siatkę pajęczą.

W takich wypadkach musi dojść do głosu indywidualna wrażliwość każdego sędziego na konstytucyjne wartości, które zawsze będą odczytywane przez pryzmat indywidualnego systemu wartości każdego sędziego w ogóle. Dopiero na koniec wejdzie w grę zwykła arytmetyka głosowania - bo przecież nie może być inaczej.

Swoją drogą, ja w tym przypadku zachowałbym się akurat tak jak większość.

@RY1@i02/2012/250/i02.2012.250.00000050b.802.jpg@RY2@

Jerzy Stępień prawnik, były prezes Trybunału Konstytucyjnego

Jerzy Stępień

prawnik, były prezes Trybunału Konstytucyjnego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.