O głupstwach na temat humanistów
Czytam liczne narzekania na stan polskiej nauki. Nie wiem, jak jest z naukami ścisłymi, ale humanistyka rządzi się odrębnymi prawami i narzekanie na to, że polscy humaniści nie są sławni na świecie, jest nonsensem. Spośród polskich humanistów tylko kilku w trakcie ostatnich stu lat zrobiło światową karierę: Bronisław Malinowski, Florian Znaniecki i Leszek Kołakowski. Wszyscy wiele czasu spędzili na Zachodzie, a poza tym były w każdym przypadku szczególne powody. Natomiast Kazimierz Ajdukiewicz, Stefan Czarnowski czy Stanisław Ossowski takiej kariery nie zrobili. Nie zrobili jej także znakomici uczeni współcześni, nawet jeżeli ich książki zostały opublikowane po angielsku. Samo wydanie w obcym języku niewiele sprawi, jeżeli się nie wejdzie w krąg dyskutowanych prac, a to się osiąga dzięki recenzjom i kolegom w danym kraju. Stąd pierwsza odpowiedź na zarzuty. Opublikowanie artykułu w zachodnim czasopiśmie nie czyni rewolucji. Czasopism są setki, a czytających je także setki. Skutki mizerne.
Jednakże ważniejsza jest druga odpowiedź: dlaczego polscy humaniści mieliby się przejmować odbiorem ich prac na świecie? Byłoby nieźle, gdyby ktokolwiek je czytał w Polsce. Recenzował, polemizował. Z tym jednak się nie spotkałem - z małymi wyjątkami. Od czterdziestu lat polskie prace w Polsce wpadają jak w studnię, i to czasem prace naprawdę wybitne. Za komunizmu mieliśmy może więcej czasu i było inaczej, ale to wyjaśnienie nic nie daje.
Humaniści, a w każdym razie część z nich, czyli filozofowie i dziedziny pokrewne, piszą w samotności. Publikują monografie, które nie są liczone w ministerialnym algorytmie, lub artykuły pod swoim nazwiskiem, bez udziału kolegów. Nie da się być filozofem zbiorowym czy grupowym. Nieoczekiwanie ten obyczaj znany od Platona okazuje się niezadowalający dla Unii Europejskiej. We wszystkich propozycjach European Research Council (wiem, bo sam byłem tam ekspertem) popiera się współpracę w kraju i przede wszystkim międzynarodową. Popiera się projekty, jakie konstruuje pięć do dwudziestu uniwersytetów z udziałem kilkunastu do kilkudziesięciu współpracujących. To się nazywa "collaboration". Byłem świadkiem, jak jeden z najwybitniejszych francuskich historyków filozofii nie dostał w pełni zasłużonego grantu na znakomity projekt, bo zespół składał się wyłącznie z Francuzów. Mania udawania współpracy sięgnęła granic nonsensu.
Jeżeli polski humanista zajmuje się sprawami, które nie nadają się do współpracy albo po prostu nie ma na nią ochoty, to natychmiast znajduje się na uboczu. Pół biedy, jeżeli pisze na tematy, które interesują szerszą publiczność, wtedy ma szansę jakoś dotrzeć do czytelników, ale jeżeli zajmuje się gramatyką historyczną czy też podstawami filozofii w późnym średniowieczu, to może nawet ktoś mu z łaski wyda książkę za państwowe pieniądze, ale nikt jej nie rozreklamuje ani nawet o niej nie wspomni.
Zamiast zatem narzekać na stan polskiej humanistyki, trzeba zastanowić się nad stanem humanistyki w świecie zachodnim - w mojej ocenie katastrofalnym. Wyjątek to historia, ale też pod warunkiem że dzieła historyczne są pisane z myślą o powszechnym czytelniku. Oczywiście, pojawiają się gwiazdy filozoficzne jak Sławoj Żiżek, ale światło się od nich nie odbija. Bo to tylko humbug.
W tej manii myślenia grupowego i współpracy jest także element ucieczki od odpowiedzialności. Średni uczeni wydają średnie dzieła w kilkunastoosobowej współpracy, bo nie potrafią napisać własnych albo boją się mieć poglądy. I tego właśnie uczymy młodzież, zachęcając ją do zbiorowej pracy bez względu, czy to ma sens. Ranga samodzielności staje się coraz niższa, cenione zaś są zdolności posiadania kolegów w Macedonii i Norwegii - z całym szacunkiem dla tych krajów - bo jak razem zrobimy projekt grantu, to mamy duże szanse. Nie można aż tak się poddawać naciskom i nie można pisać głupstw o polskiej humanistyce, nie znając się na rzeczy.
@RY1@i02/2012/192/i02.2012.192.183000900.802.jpg@RY2@
Marcin Król, filozof, historyk idei
Marcin Król
filozof, historyk idei
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu