Dziennik Gazeta Prawana logo

Nie można powiedzieć, że nic się nie stało

2 lipca 2018

Sposób działania dziennikarza, który rozmawiał z prezesem Sądu Okręgowego w Gdańsku, ma wiele wspólnego z prowokacją, którą mogą posługiwać się policja i służby specjalne

Ostatnie dni przyniosły zdarzenie, które przykuwa uwagę nie tylko prawników, ale i szerokiej opinii publicznej. Nie sposób już zliczyć wszystkich komentarzy i opinii o rozmowie, jaką miał przeprowadzić prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku z osobą podającą się za współpracownika szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Ponieważ sam sędzia twierdzi, iż upublicznione nagrania nie odpowiadają prawdzie i nie oddają w pełni treści odbytych rozmów, z ostateczną oceną całego zdarzenia należy poczekać, aż sprawa zostanie w pełni wyjaśniona przez odpowiednie organy. Nie ulega jednak wątpliwości, że wdanie się w taką rozmowę stawia prezesa sądu okręgowego w trudnej sytuacji. O konsekwencjach zdecyduje niebawem - pośrednio - Krajowa Rada Sądownictwa, wyrażając opinię co do możliwości odwołania prezesa z zajmowanej funkcji, oraz sąd dyscyplinarny, o ile postępowanie przed nim zostanie wszczęte. Niezależnie od dalszych losów tej sprawy nie wolno jednak jednostkowego przykładu odnosić do całego środowiska sędziowskiego, które - jak każde inne - nie jest wolne od osób nie zawsze dochowujących najwyższych standardów. W ujęciu zbiorowym to środowisko w zdecydowanej większości w codzienności orzeczniczej zdaje wszak egzamin z niezależności i niezawisłości. Nie chodzi o to, by twierdzić, że nic się nie stało. Owszem, stało się, i to całkiem dużo, ale dyskusja powinna być stonowana i zracjonalizowana - od jej wniosków zależeć będzie pewnie po części dalsze funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości.

Pozostało 91% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.