Ważna jest proporcja
Zapowiedź przekształcenia niektórych sądów rejonowych w wydziały zamiejscowe większych jednostek wywołała liczne protesty ze strony wielu środowisk. Nie tylko sędziowskich. Gwałtownie protestują także politycy, dopatrując się w zapowiedzi zmian w siatce sądów pośredniego niebezpieczeństwa dla istnienia niektórych powiatów, a może dla powiatów w ogóle
Politycy nie żyją na księżycu i są bardzo czuli na lobbing sędziowski, jak i na naciski ze strony samorządowców, czyli polityków lokalnych czy regionalnych. Likwidacja jakiejkolwiek instytucji publicznej w danej miejscowości jest zwykle odbierana przez jej mieszkańców jako pomniejszająca prestiż tej miejscowości. Jednym słowem - niemal z każdego punktu widzenia wydaje się, że będzie lepiej, jeśli sądów będzie więcej. A przecież jest z pewnością inaczej z punktu widzenia zadań siatki sądów w ogóle.
Jest to wyraz utrzymującego się w naszym społeczeństwie anachronicznego przekonania, że o pozycji, a także i dobrobycie mieszkańców, przesądza skala nagromadzenia w danym miejscu instytucji publicznych. Im jest ich więcej - tym po pierwsze miejscowość ważniejsza, tym po drugie więcej miejsc pracy. Jednym zdaniem same korzyści. A zatem: im jest mniej instytucji - tym dla nas gorzej. Na pierwszy rzut oka wszystko to wydaje się być spójne, a na dodatek oparte o doświadczenie.
Dodajmy jednak, że chodzi tu o doświadczenie z czasów państwa scentralizowanego. Silnie scentralizowany był system administracyjny nie tylko w czasach powojennych, podobnie było z II Rzeczpospolita; nie powiemy przecież, że inaczej było pod zaborami - szczególnie w Kongresówce, gdzie na wzory francuskie nałożyły się niebawem mechanizmy samodzierżawia.
Polska nie jest już scentralizowana
W Stanach Zjednoczonych na przykład nikogo nie dziwi, że stolice administracyjne to zwykle wcale nie największe aglomeracje w danym stanie. Przeciwnie - regułą jest, że stolica stanu to właśnie małe miasto oddalone od centrów gospodarczych. Administracja sama w sobie nie ma bowiem zdolności generowania rozwoju, co więcej raczej zabija ducha przedsiębiorczości niż go pobudza, czego dowodem historia Nowego Sącza, słynącego ze swej kreatywności nawet w czasach PRL-u, lecz tylko do czasu, kiedy stał się siedzibą województwa.
Wróćmy jednak na podwórko sądowe. Pamiętać trzeba, że do początków XIX stulecia klasyczne funkcje władzy sądowniczej nakładały się na zadania czystej administracji państwowej w stopniu nieraz trudnym do rozróżnienia tego, co jest wymiarem sprawiedliwości, a co administracją. Reliktem tego rodzaju układu rzeczy jest ciągle pozostawanie w obrębie władzy sądowniczej różnego rodzaju rejestrów, do których należą typowe rejestry sądowe, takie jak rejestry spółek czy fundacji, ale także na przykład księgi wieczyste. Nie wiadomo właściwie, dlaczego one tam ciągle tkwią. Niestety tkwią, stanowiąc odradzającą się w kolejnych dziesięcioleciach materię zastaną - a jak coś jest zastane, rzadko przychodzi nam do głowy pytać, dlaczego jest tak właśnie, a nie inaczej.
Uporządkujmy własne podwórka
Przyznam szczerze, że Ministerstwo Sprawiedliwości wykonałoby kawał dobrej roboty deregulacyjnej, gdyby zamiast zajmować się przewodnikami, taksówkarzami czy wreszcie bibliotekarzami i innymi zawodami, wzięło na warsztat wszystkie mieszczące się dotychczas w polu wymiaru sprawiedliwości funkcje i naprawdę porządnie je zdiagnozowało pod kątem niezbędności dla funkcjonowania władzy sądowniczej w ogóle.
W następnej kolejności można by było pozbyć się z sądów całego tego balastu, który nie wiąże się ze sferą orzekania, a który z powodzeniem mogą przejąć instytucje administracji publicznej. Sądy nie powinny bowiem zastępować czy wyręczać administracji publicznej, a jedynie ją kontrolować, czy raczej nadzorować, tak jak to klasycznie już układa się na linii administracja - sądy administracyjne.
Należy także dokonać przeglądu spraw spornych pod kątem właściwego ich przydziału do poszczególnych rodzajów sądów - wydaje się bowiem, że nie wszystko to, co mogą przejąć sądy administracyjne, znalazło się już w ich kognicji. A te ostatnie są - jak wiadomo - nie są najbardziej dociążone.
Oto pierwszy przykład z brzegu: akta stanu cywilnego. W sądach ustala się różne istotne dla tej sfery fakty, choć wyspecjalizowana w tej materii administracja mogłaby - moim zdaniem - prowadzić to znacznie szybciej i sprawniej pod nadzorem sądu administracyjnego (nie powszechnego).
Ponieważ jednak prawo o aktach stanu cywilnego jest jeszcze z lat 60., a wtedy nie było jeszcze sądów administracyjnych, cała masa spraw z tego zakresu znalazła się w efekcie w sądzie powszechnym i tak już pozostało, choć tę organizacyjno-ustrojową niedorzeczność widać gołym okiem.
W sądzie powszechnym powinny pozostać tylko te sprawy, które swój początek biorą w jakimś rzeczywistym, a nie domniemanym sporze. Waga sprawy sama w sobie nie powinna być decydująca o kognicji sądowej, ale właśnie jej fundament, czyli spór - nawet jeśli nie jest największego kalibru.
Ideałem byłoby, aby w pozostałym zakresie administracja działała pod kątem wyspecjalizowanego sądu, czyli sądu administracyjnego, skoro już takie sądy mamy. Jak wiadomo w systemie anglosaskim sądów administracyjnych nie ma, a wymiar sprawiedliwości ma się tam przecież całkiem dobrze. Na marginesie warto przypomnieć genezę sadów administracyjnych. Wymyślił je Napoleon, który małą wagę przykładał do sporów cywilnych i spraw karnych, ale administrację chciał mieć pod pełną kontrolą, a sędziom poprzedniego reżimu nie dowierzał.
Powiatowa polisa
Warto także przypomnieć, że jednym z założeń reformy ustrojowej z 1998 roku było zachowanie odrębnej - od administracji publicznej - siatki organizacyjnej sądów. Stąd nie ma prostego przełożenia na granice właściwości administracji i sądów, co dla wielu jest samo w sobie irytujące. Pewien poseł kierujący ważną komisją sejmową zajmującą się reformą administracyjną w tamtym czasie podał się nawet do dymisji, gdyż się dowiedział, że siatka sądów rejonowych nie będzie pokrywała się z mapą powiatową. A właśnie o to chodziło, by podział sądowy rozjechał się z podziałem administracji publicznej i tak się stało, choć może nie wszędzie równie konsekwentnie.
Dziś proponowana zmiana organizacji sądów powszechnych jest dyktowana wyłącznie celami niejako wewnątrz wymiaru sprawiedliwości, czy raczej władzy sądowniczej. I nie może być odbierana jako wstęp do reorganizacji administracji publicznej. Władza wykonawcza i sądownicza są niezależne i odrębne - bo deklarowana konstytucyjnie odrębność władzy sądowniczej (art. 173 konstytucji) nie działa przecież jednosektorowo.
Politykom Polskiego Stronnictwa Ludowego, którzy tak boją się przekształcania niektórych sądów w wydziały zamiejscowe, trzeba przypomnieć jeden znamienny fakt. Otóż ekipa premiera Waldemara Pawlaka tak bardzo się bała swego czasu powiatów, że zahamowała ich wprowadzenie na całe cztery lata, działając - jak się później okazało - ewidentnie wbrew swoim najżywotniejszym interesom politycznym.
Jakby nie patrzeć, utworzone dopiero w 1998 roku przez rząd Jerzego Buzka powiaty stały się bastionem siły politycznej tego ugrupowania i jeśli nawet PSL może się lękać zasadnie w przyszłości o swoją pozycję w Sejmie, to długo jeszcze będzie zbierać swoje siły czy wręcz się odradzać właśnie w powiatach czy samorządowych województwach.
Powstaje pytanie - jak to było w ogóle możliwe, że PSL nie potrafiło wtedy źródła swojej rzeczywistej siły dostrzec w powiatach. Tak się złożyło, że pamiętam jeszcze dobrze, kogo wtedy słuchało. Politycy PSL byli wtedy pod silnym wpływem nieżyjącego już dzisiaj swojego doradcy, bardzo zaangażowanego na nieszczęście w likwidację powiatów w 1975 roku, który uważał - podobnie jak całe tabuny podobnych mu ekspertów, że mechanizmem rozwojowym będą niewielkie województwa z silnym centrami miejskimi. Namnożono wówczas bez liku tych województw, nie zdoławszy jednak zlikwidować powiatowej administracji. Przekształcono ją wtedy w administrację rejonową, mocno scentralizowaną i w ten sposób powiaty się ostały, tylko pod inną nazwą, a przybyło nam przy okazji trzydzieści parę województw. Nic dziwnego, że państwo wpadło już w 1976 r. w dryf, z którego nie zdołało się już wyjść. Nie twierdzę, że była to wyłączna przyczyna upadku ekipy Gierka, ale reforma z 1975 r. mocno się do tego przyczyniła.
Interes jest tam, gdzie jest
W 1993 r. ludowcy zdobyli wiele mandatów i w związku z tym bardzo bali się w przyszłości jakichkolwiek zmian w podziale wojewódzkim, który nakładał się wtedy na podział na okręgi wyborcze. Byli przekonani, że tamten podział na okręgi był gwarantem ich politycznego sukcesu, i będzie go stale generował, tymczasem cztery lata później przeszli test prawdy w sytuacji, kiedy ugrupowania prawicowe poszły do wyborów razem, podczas kiedy w 1993 r. były rozproszone.
To właśnie powiaty, nie tylko odtworzone, co odświeżone w 1998 r., stały się dla PSL bastionem, który pozwolił się temu ugrupowaniu niebawem na powrót odbudować.
Mam wrażenie, że broniąc zawzięcie dotychczasowej siatki sądów rejonowych z ich prezesami, bo przecież nie dostępu obywateli do sądu, politycy PSL znowu mylą rzeczywiste przyczyny ze skutkami. Nie ma się co bać wydziałów zamiejscowych dużych sądów. Nie tylko racjonalizują one organizację wymiaru sprawiedliwości, lecz także stwarzają sędziom - szczególnie młodym, lepsze warunki do zawodowego rozwoju. A nie ma nic gorszego dla młodego sędziego niż utknięcie w małym miasteczku na całe życie, a przecież w sądach rejonowych pracują prawie wyłącznie młodzi sędziowie. Ale oni nie wyjdą przecież ze swoich gabinetów, by bronić prezesowskich stołków z tej prostej przyczyny, że ich jeszcze nie zajmują...
@RY1@i02/2012/123/i02.2012.123.07000060a.803.jpg@RY2@
Fot. tomasz gzell/pap
Sądy nie powinny zastępować administracji publicznej, co obecnie ma miejsce przy wielu sprawach
@RY1@i02/2012/123/i02.2012.123.07000060a.804.jpg@RY2@
Jerzy Stępień ,prezes Trybunału Konstytucyjnego w latach 2006 - 2008, Uczelnia Łazarskiego
Jerzy Stępień
prezes Trybunału Konstytucyjnego w latach 2006 - 2008, Uczelnia Łazarskiego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu