Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

90-letnia ustawa hamuje dobroczynność

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Kwestie związane ze zbiórkami publicznym regulują przepisy wprawdzie nowelizowane, ale przyjęte jeszcze w 1933 r. Utrudnia to działanie zarówno samorządom, jak i społecznikom organizującym pomoc dla potrzebujących.

Konkretnie chodzi o ustawę z 15 marca 1933 r. o zbiórkach publicznych (Dz.U. z 1933 r. nr 22, poz. 162 z późn. zm.). Według specjalistów i historyków podstawowe przesłanki, jakimi kierował się wówczas ustawodawca regulując to zagadnienie, odnosiły się głównie do kwestii eliminacji żebractwa, jak i problemów politycznych.

Wskazać należy, że od 1933 roku bardzo wiele się w Polsce zmieniło. Spowodowały to zarówno wielokrotne zmiany ustrojowe, jak i wojenne, polityczne czy wreszcie geograficzne. Nie wolno jednak przede wszystkim zapominać o aspekcie cywilizacyjnym i postępie, jaki dokonał się przez minione 9 dekad. Do tego trzeba dodać gigantyczne przyspieszenie w zakresie cyfryzacji, z jakim mamy do czynienia przez ostatnie dziesięciolecie.

Obecnie wśród przedstawicieli organizacji pozarządowych trwa dyskusja, co zaliczyć do tzw. twardej zbiórki publicznej, na którą zgodę musi wyrazić Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, a jakie działania powinny być w tym zakresie wyłączone spod kurateli państwa.

Uważam, że w dyskusjach, jakie toczą się w tym zakresie, należy zwrócić szczególną uwagę na aspekt społeczny, a przede wszystkim na człowieka, tego, który bez wsparcia sobie nie poradzi. Nieżyciowe przepisy sprawiają, że choć pragniemy pomagać, to musimy czynić wiele starań, aby pomoc ta była legalna i aby nie mieć kłopotów. Czy takie utrudnienia powinny funkcjonować w XXI wieku, w którym aspekt pomocy społecznej, zbiórek publicznych i filantropii powinien być promowany ze wszech miar? Jeśli bowiem państwo nie nadąża za zmianami i za sektorem społecznym, to niezwłocznie należy podjąć działania, które mogą ułatwić działanie społecznikom, a nie rzucać im kłody pod nogi. Przecież bez ich pomocy wiele osób i grup społecznych byłoby wykluczonych.

Jeśli zatem walczymy z wykluczeniem, to wykluczmy najpierw przepisy sankcjonujące niechęć do pomagania, a pozytywne efekty przyjdą same. Być może warto zastanowić się nad tym, żeby zmiany w zakresie zbiórek publicznych doprowadziły do tego, by było podobnie jak przy organizowaniu manifestacji, a nie rzucać kłody pod nogi.

Organizatorzy manifestacji, którzy podlegają ustawie z 5 lipca 1990 r. - Prawo o zgromadzeniach (Dz.U. z 1990 r. nr 51, poz. 297 z późn. zm.), również działają w obszarze otwartym, również ich przekaz skierowany jest do ogółu obywateli i także pozyskują wartość - w tym wypadku zwolenników. Zauważyć należy, że organizatorzy takich wydarzeń muszą jedynie zamiar taki zgłosić do władz samorządowych. Jaki rwetes i zarzut o dyskryminację podniósłby się, gdyby organizatorzy masowych manifestacji musieli występować o zgody do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych! I jakie zamieszanie powstałoby, gdyby aprobaty takiej nie otrzymali.

Pomagajmy zatem z głową! Pomóżmy sami sobie, zmieniając przepisy zupełnie nieżyciowe i być może urągające podstawom demokracji.

@RY1@i02/2012/113/i02.2012.113.08800020c.802.jpg@RY2@

Grzegorz Pietruczuk radny Sejmiku Województwa Mazowieckiego, zastępca burmistrza dzielnicy Warszawa-Bielany

Grzegorz Pietruczuk

radny Sejmiku Województwa Mazowieckiego, zastępca burmistrza dzielnicy Warszawa-Bielany

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.