Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Rzut Karny jest solą futbolu

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Rusza Euro 2012. Przez najbliższe trzy tygodnie czeka nas na pewno dużo dobrej piłki. Miejmy również nadzieję, że dużo... rzutów karnych.Dlaczego karnych? Zwykło się przecież uważać, że kibice i piłkarze ich nie lubią. "Jedenastki" (zarówno strzelane w czasie meczu, jak i te decydujące o awansie w pucharowej fazie turnieju) uchodzą za loterię mającą niewiele wspólnego z solą futbolu: fantazyjnymi kontratakami, magiczną wymianą szybkich podań w "szesnastce" przeciwnika czy potężnymi strzałami z dystansu.

A karny? Naprzeciw siebie w odległości 11 metrów stoją dwaj faceci. Jeden musi trafić piłką do bramki, drugi chce temu zapobiec. Obie strony są silnie zmotywowane. W meczu pada przecież średnio 2,5 gola, więc wartość tzw. wapna (piłkarski żargon z czasów, gdy linie bielono na murawie jeszcze w ten sposób) jest dużo wyższa niż np. rzutu osobistego w koszykówce. Stawka rośnie jeszcze bardziej, jeśli mamy do czynienia w konkursem karnych w fazie pucharowej, gdy przegrywający odpada. Szanse strzelca są dużo większe. To on decyduje, w którym kierunku poleci piłka. A skoro jej lot trwa tylko 0,2 - 0,3 sekundy, bramkarz tak naprawdę nie ma szans na reakcję. Musi dokonać wyboru, zanim jeszcze piłka zostanie kopnięta. I rzucić się w prawo albo w lewo lub po prostu pozostać w środku bramki. Jego jedyną szansą jest to, że strzelający wybrał ten sam kierunek.

I właśnie dlatego ekonomiści przepadają za karnymi. Dla nich to teoria gier w czystej postaci, z której na dodatek można wysnuć całą masę pożytecznych wniosków dla biznesu. Kilka lat temu grupa badaczy skupiona wokół Michaela Bar-Eliego z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie próbowała na przykład odpowiedzieć na pytanie, jaka powinna być najskuteczniejsza bramkarska strategia na skuteczną obronę karnych. Ich zdaniem golkiper najlepiej zrobi... pozostając w środku bramki. Z analizy kilkuset meczów wynikało, że gdyby bramkarz się nie ruszał, nie tylko "wyciągnąłby" wszystkie piłki strzelane w środek bramki, lecz także sporą część lecących nieco w prawo albo trochę w lewo.

Paradoks polega jednak na tym, że bramkarze robią tak tylko 2 do 7 razy na... 100 przypadków. W pozostałych dziewięćdziesięciu kilku rzucają się albo w prawo, albo w lewo. Szaleństwo? Nie, normalne prawa ekonomii i psychologii: bramkarz nie chce zostać oskarżony przez trenera, kibiców i kolegów z drużyny o to, że się nie stara. Dlatego wybiera aktywność zamiast pasywnego czekania. Jeśli nie obroni, może rozłożyć bezradnie ręce i powiedzieć "popatrzcie, jak się starałem". Jeśli mu się uda, jego sukces będzie natomiast większy, niż gdyby stał w miejscu i odbił strzał. Wtedy naraziłby się na argument, że to piłka trafiła jego. Ot, i cała tajemnica, jak racjonalna strategia ustępuje miejsca efekciarstwu. Z faktyczną szkodą dla drużyny. No, ale o tym nikt nigdy się nie dowie. Zdaniem Bar-Eliego jest to problem nie tylko drużyn piłkarskich, lecz także np. tych dziedzin biznesu, gdzie gra toczy się naprawdę o wysoką stawkę. Na przykład w bankowości inwestycyjnej.

Pozostaje jeszcze jedno pytanie. Skoro bramkarze prawie nigdy nie stoją w miejscu, to dlaczego zazwyczaj nie wykorzystują tego strzelający. Oni też zazwyczaj walą po rogach, narażając się na to, że w ogóle do bramki nie trafią. Na to pytanie odpowiedzi szukali ekonomiści Pierre-Andre Chiappori i Steven Levitt z Uniwersytetu Chicagowskiego. I znaleźli ją w tym samym miejscu, co Bar-Eli. Strzelec kalkuluje przecież podobnie jak bramkarz. Tyle że... na odwrót. Wyobraźmy sobie, że strzela w środek, a bramkarz stoi w miejscu i z uśmiechem łapie piłkę. Toż to wygląda na totalną fuszerkę. Już lepiej strzelić w słupek albo poprzeczkę. Wtedy cóż, taki pech.

Jest tylko jedno ale. Nie można przecież wykluczyć, że strzelający znają badania z Jerozolimy i Chicago (albo przynajmniej przeczytali Obserwacje). Wtedy świadomi trendu strzelą spokojnie w środek, podczas gdy bramkarz będzie szybował w kierunku jednego ze słupków. Ale... zaraz, zaraz. Przecież bramkarz też mógł je przeczytać i wie, że strzelec wie... Rozpoczyna się wojna nerwów. I jak ktoś może jeszcze sądzić, że karne nie są najbardziej pasjonującą częścią futbolowego widowiska?

@RY1@i02/2012/110/i02.2012.110.18600020c.802.jpg@RY2@

materiały prasowe

Rafał Woś, dziennikarz DGP

Rafał Woś

dziennikarz DGP

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.