Rzut Karny jest solą futbolu
Rusza Euro 2012. Przez najbliższe trzy tygodnie czeka nas na pewno dużo dobrej piłki. Miejmy również nadzieję, że dużo... rzutów karnych.Dlaczego karnych? Zwykło się przecież uważać, że kibice i piłkarze ich nie lubią. "Jedenastki" (zarówno strzelane w czasie meczu, jak i te decydujące o awansie w pucharowej fazie turnieju) uchodzą za loterię mającą niewiele wspólnego z solą futbolu: fantazyjnymi kontratakami, magiczną wymianą szybkich podań w "szesnastce" przeciwnika czy potężnymi strzałami z dystansu.
A karny? Naprzeciw siebie w odległości 11 metrów stoją dwaj faceci. Jeden musi trafić piłką do bramki, drugi chce temu zapobiec. Obie strony są silnie zmotywowane. W meczu pada przecież średnio 2,5 gola, więc wartość tzw. wapna (piłkarski żargon z czasów, gdy linie bielono na murawie jeszcze w ten sposób) jest dużo wyższa niż np. rzutu osobistego w koszykówce. Stawka rośnie jeszcze bardziej, jeśli mamy do czynienia w konkursem karnych w fazie pucharowej, gdy przegrywający odpada. Szanse strzelca są dużo większe. To on decyduje, w którym kierunku poleci piłka. A skoro jej lot trwa tylko 0,2 - 0,3 sekundy, bramkarz tak naprawdę nie ma szans na reakcję. Musi dokonać wyboru, zanim jeszcze piłka zostanie kopnięta. I rzucić się w prawo albo w lewo lub po prostu pozostać w środku bramki. Jego jedyną szansą jest to, że strzelający wybrał ten sam kierunek.
I właśnie dlatego ekonomiści przepadają za karnymi. Dla nich to teoria gier w czystej postaci, z której na dodatek można wysnuć całą masę pożytecznych wniosków dla biznesu. Kilka lat temu grupa badaczy skupiona wokół Michaela Bar-Eliego z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie próbowała na przykład odpowiedzieć na pytanie, jaka powinna być najskuteczniejsza bramkarska strategia na skuteczną obronę karnych. Ich zdaniem golkiper najlepiej zrobi... pozostając w środku bramki. Z analizy kilkuset meczów wynikało, że gdyby bramkarz się nie ruszał, nie tylko "wyciągnąłby" wszystkie piłki strzelane w środek bramki, lecz także sporą część lecących nieco w prawo albo trochę w lewo.
Paradoks polega jednak na tym, że bramkarze robią tak tylko 2 do 7 razy na... 100 przypadków. W pozostałych dziewięćdziesięciu kilku rzucają się albo w prawo, albo w lewo. Szaleństwo? Nie, normalne prawa ekonomii i psychologii: bramkarz nie chce zostać oskarżony przez trenera, kibiców i kolegów z drużyny o to, że się nie stara. Dlatego wybiera aktywność zamiast pasywnego czekania. Jeśli nie obroni, może rozłożyć bezradnie ręce i powiedzieć "popatrzcie, jak się starałem". Jeśli mu się uda, jego sukces będzie natomiast większy, niż gdyby stał w miejscu i odbił strzał. Wtedy naraziłby się na argument, że to piłka trafiła jego. Ot, i cała tajemnica, jak racjonalna strategia ustępuje miejsca efekciarstwu. Z faktyczną szkodą dla drużyny. No, ale o tym nikt nigdy się nie dowie. Zdaniem Bar-Eliego jest to problem nie tylko drużyn piłkarskich, lecz także np. tych dziedzin biznesu, gdzie gra toczy się naprawdę o wysoką stawkę. Na przykład w bankowości inwestycyjnej.
Pozostaje jeszcze jedno pytanie. Skoro bramkarze prawie nigdy nie stoją w miejscu, to dlaczego zazwyczaj nie wykorzystują tego strzelający. Oni też zazwyczaj walą po rogach, narażając się na to, że w ogóle do bramki nie trafią. Na to pytanie odpowiedzi szukali ekonomiści Pierre-Andre Chiappori i Steven Levitt z Uniwersytetu Chicagowskiego. I znaleźli ją w tym samym miejscu, co Bar-Eli. Strzelec kalkuluje przecież podobnie jak bramkarz. Tyle że... na odwrót. Wyobraźmy sobie, że strzela w środek, a bramkarz stoi w miejscu i z uśmiechem łapie piłkę. Toż to wygląda na totalną fuszerkę. Już lepiej strzelić w słupek albo poprzeczkę. Wtedy cóż, taki pech.
Jest tylko jedno ale. Nie można przecież wykluczyć, że strzelający znają badania z Jerozolimy i Chicago (albo przynajmniej przeczytali Obserwacje). Wtedy świadomi trendu strzelą spokojnie w środek, podczas gdy bramkarz będzie szybował w kierunku jednego ze słupków. Ale... zaraz, zaraz. Przecież bramkarz też mógł je przeczytać i wie, że strzelec wie... Rozpoczyna się wojna nerwów. I jak ktoś może jeszcze sądzić, że karne nie są najbardziej pasjonującą częścią futbolowego widowiska?
@RY1@i02/2012/110/i02.2012.110.18600020c.802.jpg@RY2@
materiały prasowe
Rafał Woś, dziennikarz DGP
Rafał Woś
dziennikarz DGP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu