Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

S(z)koda bardzo

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Wielokrotnie, i to nie tylko ze strony pachnących naftaliną i nacjonalizmem polityków, słyszałem opinie, że nie należy wyprzedawać państwowego majątku zagranicznym firmom. Bo to niepatriotyczne, nieopłacalne i stanowi zagrożenie dla naszej suwerenności, a nawet bezpieczeństwa. Nie mogę zgodzić się z taką opinią. I gdybym sam mógł o tym decydować, najchętniej absolutnie wszystkie państwowe przedsiębiorstwa sprzedałbym albo przynajmniej oddał w wieczystą dzierżawę bądź zarządzenie Niemcom.

Mówię całkiem serio. Po prostu nie wierzę w to, że nasze państwo potrafi sprawnie zarządzać czymkolwiek. Dowodem na to są zakłady FSO na warszawskim Żeraniu. Jedyne, co w ciągu ostatnich 20 lat udało im się sprawnie, szybko i z sukcesem wyprodukować, to armia kilkunastu tysięcy bezrobotnych. Najbardziej jednak wkurza mnie to, że każdą kolejną klęskę FSO politycy tłumaczą tak samo - pechem.

Mieliśmy pecha z Daewoo. Bo zbankrutowało. Po Koreańczykach Żerań miał jeszcze pecha do Chevroleta, do Chińczyków, do pogody i do kolejnych polityków, którzy problem omijali szerokim łukiem. A można było zmierzyć się nim szybko i skutecznie już 20 lat temu - po prostu sprzedać zakłady Niemcom. I nieważne, co by w nich robili, mogłyby to być nawet wykałaczki. Jedno jest pewne - niczego nie tłumaczyliby pechem, nie marudzili, nie upominali się o publiczne pieniądze. Po prostu od dwóch dekad z sukcesem produkowaliby wykałaczki. Polskie wykałaczki, bo przecież nikomu nie przyszłoby do głowy, aby nazywać je niemieckimi. Tak jak o Dacii nie mówi się, że jest francuska, o Jaguarze, że jest indyjski, a o Skodzie - że niemiecka. A przecież wszyscy wiedzą, że skody to niemieckie volkswageny, tyle że czeskie. I wszyscy je czeskimi nazywają, więc o utracie suwerenności nie może być mowy. Co więcej, Czesi są dumni z tego, co Niemcy zrobili ze Skodą, i kompletnie im się nie dziwię.

Przez ostatnich kilka dni jeździłem samochodem, którego pełną nazwę wymyślił kot - przebiegł po klawiaturze komputera i tak powstała Skoda Superb kombi 2.0 TDI DPF 4x4 DSG Elegance. Wszystkie te litery oznaczają, że ma diesla pod maską, filtr cząstek stałych w katalizatorze (cokolwiek to jest), napęd na cztery koła, automatyczną skrzynię biegów i jest bardzo bogato wyposażona. Wszystko to ma mnóstwo zalet - auto świetnie się prowadzi w każdych warunkach, jazda jest bezstresowa i tak komfortowa, jak to tylko możliwe. Ale pojawiła się także wada - przez wszystkie te dodatki samochód utył tak bardzo, że standardowe 140 koni ma problem z rozpędzeniem auta do rozsądnej prędkości w rozsądnym czasie. Cały czas miałem wrażenie, że ciągnę za sobą kotwicę. Dlatego lepiej wysupłać z portfela dodatkowe parę tysięcy i zamówić ten sam silnik, ale w wersji 170-konnej.

Skoro to Superb, to zapewne chcielibyście Państwo wiedzieć, czy rzeczywiście jest tak przestronny, jak powszechnie się sądzi. Zobrazuję to w ten sposób - gdy przednie fotele są maksymalnie odsunięte, można usiąść na tylnej kanapie i swobodnie założyć nogę na nogę. Wnętrze sztandarowego modelu Skody jest tak wielkie, że po wymontowaniu wszystkich zbędnych akcesoriów można by w nim rozegrać turniej piłki siatkowej, zaś bagażnik ma powierzchnię stanu Arizona. Wszystko jest wykończone starannie, choć oczywiście nie tak dobrze jak w VW.

Do tego dochodzą bardzo wygodne fotele i sprężyste zawieszenie, co sprawia, że Superb jest idealnym samochodem do pokonywania długich dystansów. Byłem nawet pod wrażeniem tego, jak samochód został wyciszony i że kompletnie nie czuć w nim prędkości, z jaką się podróżuje. Na autostradzie (niemieckiej oczywiście) udało mi się zbliżyć do 200 km/h, a auto zachowywało się jak przy 130 km/h. Gdy zwolniłem do 100 km/h, myślałem, że już stoję i chciałem wysiadać.

Zachwalam ten samochód tak bardzo, że macie Państwo prawo pomyśleć, że marketingowcy Skody albo mnie czymś przekupili, albo dosypali mi czegoś do kolacji. Nic takiego nie miało miejsca. Wierzcie mi - trudno za ok. 100 tys. zł kupić samochód, który będzie tak dobrze spisywał się w roli długodystansowego środka transportu jak Superb. I dlatego tak strasznie żałuję, że nie nazywa się FSO Polonez.

@RY1@i02/2012/091/i02.2012.091.186000800.803.jpg@RY2@

@RY1@i02/2012/091/i02.2012.091.186000800.804.jpg@RY2@

Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Łukasz Bąk

zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.