Brak wizji może sprowadzić na manowce
Pełna barwnych postaci polska scena polityczna zawsze dostarcza emocji, ale niestety jej przedstawiciele nie potrafią przedstawić długoterminowej wizji. Jej brak był najbardziej widoczny w marcu, kiedy Polska użyła prawa weta w sprawie dalszego zmniejszenia emisji dwutlenku węgla przez Unię Europejską z 40 proc. w 2030 roku do 60 proc. w 2040 roku. Warszawa co prawda nadal chce zredukować CO2 o 85 - 90 proc. do 2050 roku, ale można się zastanawiać, jak zamierza to zrobić bez wprowadzania rozwiązań tymczasowych. Cuda się zdarzają, ale ślimacze tempo, w którym budowane są drogi, sugeruje, że ten cud musiałby być naprawdę duży.
Brak wizji był wyjątkowo dobrze widoczny podczas spotkania z podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska, panią Beatę Jaczewską, w którym wziąłem udział w ubiegłym tygodniu. Dotyczyło ono przyszłości unijnej polityki klimatycznej. Przedstawiono wszystkie standardowe usprawiedliwienia dla polskiego weta: Polska jest uzależniona od węgla; Chiny i USA nie zgodzą się na nową wersję protokołu z Kioto (o czym i tak wszyscy wiedzą); Polska popiera zamiar redukcji gazów cieplarnianych, ale potrzebne są dalsze rozmowy na temat tego, jak wpłynie to na wzrost gospodarczy itd. Słowa, słowa, słowa. Polska zresztą już po raz drugi używa broni atomowej w dokładnie tej samej sprawie. Poprzednio zgłosiła weto w czerwcu. Gdzie się podziały wszystkie te dyskusje na temat wzrostu i emisji zanieczyszczeń podczas polskiej prezydencji UE?
Po 2,5 godz. wciąż nie usłyszałem żadnej konstruktywnej propozycji, żadnej jasnej deklaracji (choć mogłem się wyłączyć na kilka minut) ani żadnego inspirującego pomysłu, który mógłby wejść w życie, gdyby Polska poparła obniżenie emisji dwutlenku węgla w przyszłości. Na szczęście pani minister potwierdziła, że Warszawa nie ma zamiaru renegocjować pakietu emisyjnego na rok 2050. Dobre i to, jak mawiamy w Wielkiej Brytanii. Nie mogłem się jednak oprzeć wrażeniu, że polskie weto miało niewiele wspólnego z istotą sprawy, a więcej ze zbliżającymi się negocjacjami na temat unijnego budżetu na lata 2014 - 2020. Albo pieniądze, albo zawetujemy propozycję, którą popierają wszyscy inni w UE! To uczciwa oferta, ale Warszawa zasługuje na coś więcej niż obronę przestarzałego i szkodliwego modelu przemysłowego.
Ta ocena może się wydawać nieuczciwa, ale mam pole porównawcze. Na początku tego roku wziąłem udział w spotkaniu w ambasadzie Danii, podczas którego minister ochrony środowiska tego kraju, Martin Lindegaard, mówił o tym, co naprawdę oznacza redukcja emisji dwutlenku węgla. W XXI wieku ceny surowców systematycznie rosną (w ubiegłym stuleciu spadły w ujęciu realnym). W 2011 roku Europa wydała 315 mld euro na import ropy i gazu, czyli o 100 mld więcej niż w 2010. To znaczący ubytek środków. Wiele z tych funduszy (nie wyłączając Polski) mogłoby zostać przeznaczonych na tworzenie miejsc pracy i poprawę warunków ekologicznych. Komisja Europejska szacuje, że ostrzejsze standardy emisji mogą stworzyć do 2 mln miejsc pracy, których nie da się przenieść gdzie indziej. Dzięki czystszemu środowisku uda się oszczędzić miliardy euro na opiece zdrowotnej. Jasne jest również, że powstaną dziesiątki tysięcy nowych firm, które pomogą stymulować innowacje i rozwój. Krótko mówiąc, bardziej restrykcyjne standardy emisji i ograniczenia dotyczące dwutlenku węgla mogą w przyszłości stanowić potężny bodziec dla wzrostu gospodarczego i zatrudnienia.
Nie wspominałbym o zmianach klimatycznych, gdyby determinacja polskiego rządu do użycia weta w sprawie ostrzejszych standardów emisji nie czyniła z niego europejskiej Partii Herbacianej w debacie klimatycznej. Przybywa dowodów, że to ludzie są odpowiedzialni za zmiany klimatyczne. Niestety, zawsze znajdą się tacy, którzy będą twierdzić, że winne są zmiany geologiczne. Ich zamiłowanie do teorii spiskowych jest po prostu zbyt silne.
Mogę zrozumieć emocjonalne przywiązanie do węgla. W Wielkiej Brytanii górnicy z Południowej Walii oraz Durham ze swoimi orkiestrami dętymi i zespołami muzycznymi byli symbolem uczciwej, ciężkiej pracy. Tak samo górnicy ze Śląska w swoich paradnych mundurach reprezentują to, co najlepsze i najodważniejsze wśród ludzi pracy. Jeżeli jednak Polska chce oprzeć swoją przyszłość na węglu, musi mocno inwestować w ekologiczne technologie, bo inaczej górnicy i ich dzieci nie będą mieli przyszłości.
Tłum. TK
Trzeba inwestować w ekologię, bo ceny węgla oraz ropy gwałtownie rosną
Timothy Clapham
psycholog ekonomii Uniwersytet Warszawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu