Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Dziś łapanie pcheł, jutro karaluchów

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 15 minut

Kolejny raz pod wpływem bieżącej sytuacji powstaje pomysł nowelizacji ustawy o prokuraturze. Niestety nadal brakuje spójnej koncepcji jej funkcjonowania

Należy się zgodzić z ministrem sprawiedliwości Jarosławem Gowinem, że sytuacja, jaka się wytworzyła po upublicznieniu w dramatycznych okolicznościach sporu na linii prokurator generalny - naczelny prokurator wojskowy, nie była korzystna dla prokuratury. Uwidocznił on w jej funkcjonowaniu istniejące spory, które przybrały formę nazbyt emocjonalną. Problemów prokuratury nie da się jednak rozwiązać kolejnymi nowelizacjami, które rozbudowują strukturę nadzorczo-kontrolną. Tworzenie z wielkim rozmachem kontroli zarządczej, sprowadzającej się do określania przez przełożonych "zagrożeń" i "ryzyk" w funkcjonowaniu poszczególnych jednostek, tak naprawdę spycha prokuraturę do roli organu zajmującego się samym sobą.

Prokuraturze potrzebna jest spójna koncepcja działania, która uczyni z niej prokuraturę nowoczesną i merytorycznie przygotowaną do zmieniającej się struktury przestępczości. Prokuratura potrzebuje niezależnych - przy podejmowaniu decyzji procesowych - prokuratorów, których doświadczenie oraz poziom wiedzy i zaangażowania byłyby na najwyższym poziomie.

Rozpoczynając rozważania na temat nowych koncepcji przedstawionych w kolejnych wywiadach ministra Jarosława Gowina, muszę zaznaczyć, że jako prawnikowi trudno jest mi to robić w sposób autorytatywny. Minister siłą rzeczy przedstawia swoje pomysły na prokuraturę w sposób skrótowy, a diabeł tkwi przecież w szczegółach, które dopiero ujawnią się po przedstawieniu projektu zmian ustawy o prokuraturze. Chcę jednak podkreślić, że nie jestem przeciwna kontroli pracy prokuratury, bowiem jak każdy inny organ państwa winna ona być kontrolowana, i to w każdym aspekcie swojej działalności. Uważam bowiem, że tam gdzie nie będzie to ze szkodą dla tajemnicy śledztwa, prokuratura winna dążyć do jawności swoich poczynań, jednak biorąc pod uwagę obecną praktykę - ta kwestia powinna być rozwiązana w formie obowiązku prawnego.

Nadto obecny sposób kontroli, którą sprawują skutecznie jedynie media, jest niewystarczający i co więcej często wypaczający rzeczywistą pracę prokuratury. Widać to w wypowiedziach polityków, którzy swoją wiedzę czerpią z doniesień medialnych, a co gorsza widać to w wypowiedziach obecnego ministra sprawiedliwości. Niestety prawda jest taka, że z formalnego punktu widzenia - w obecnym kształcie ustrojowym - minister nie może mieć innej wiedzy o prokuraturze niż ta, jaka dotarła do niego za pośrednictwem dziennikarzy lub jaką zdobył, zapoznając się ze sprawozdaniami prokuratora generalnego, które składają się z danych statystycznych. Tymczasem instytucje kontrolne - NIK czy PIP - nie spełniają pokładanych w nich nadziei, zwłaszcza że nie są one uprawnione do merytorycznej kontroli pracy prokuratury.

Sceptycznie odnoszę się również do porównywania pozycji prokuratury i sądu, co często czynią prokuratorzy. Obie te instytucje działają na innych zasadach i mają inne zadania, w efekcie sposób ich funkcjonowania jest diametralnie inny. W tym miejscu muszę jednak zauważyć, że sędziowie robią wszystko, aby jawność ich poczynań była jak największa. Nie widzą np. żadnych zagrożeń jawności ich postępowań dyscyplinarnych. Niestety w prokuraturze ta kwestia budzi wiele zastrzeżeń.

Pozycja prokuratury jest inna niż sądu. Nad sądem kontrolę sprawują strony postępowania, które mają do dyspozycji szeroki wachlarz środków prawnych. Nadto rozprawy co do zasady są jawne, stąd istnieje możliwość sprawowania kontroli społecznej poprzez udział chociażby mediów. Prokuratura natomiast gros spraw kończy postanowieniami o umorzeniu lub o odmowie wszczęcia postępowania, a spora ich część - z racji przedmiotu postępowania - nie ma stron. Niejawność postępowań przygotowawczych, niechęć prokuratury do przedstawiania w sposób transparentny swojej działalności musi zmierzać - i z pewnością to nastąpi - do szeroko zakrojonej prawnej możliwości kontroli jej pracy i od tego, moim zdaniem, nie ma odwrotu. Jednakże rozwiązania, które przedstawia w swoich wywiadach minister sprawiedliwości Jarosław Gowin, nie są formą kontroli merytorycznej.

Z jednej strony postuluje on bowiem wprowadzenie zadaniowości pracy prokuratury, a z drugiej strony - i słusznie - zobowiązuje prokuratora generalnego do przedstawienia publicznie przed Sejmem informacji o sposobie jej funkcjonowania. Nie jest to jednak wprowadzenie mechanizmów kontrolnych. Wbrew pozorom jest to dążenie do stworzenia z prokuratury organu wykonawczego rządu. Parlament według słów Jarosława Gowina nie miałby żadnych uprawnień kontrolnych, miałby jedynie okazję do wysłuchania prokuratora generalnego bez możliwości władczych.

Nie wiem, jakie będą mieć przełożenie na język prawny słowa ministra, cyt. "nie może być sytuacji, że na przykład komisja do spraw służb specjalnych debatuje nad problemem skali stosowanych podsłuchów, a prokurator nie bierze w tej dyskusji udziału". Te słowa można obecnie rozumieć dwojako: jako próbę zapewnienia obecności prokuratora generalnego na posiedzeniach komisji albo jako formę merytorycznej kontroli. Tylko jak ona ma być sprawowana, skoro parlamentarzyści o nic nie będą mogli pytać prokuratora generalnego? Tak więc ta propozycja szefa resortu nie jest propozycją zmierzającą do kontroli parlamentu nad prokuraturą.

Minister Gowin swoimi pomysłami przedstawianymi pod hasłem "wdrożenia kontroli" nad pracą prokuratury chce nadto dokonać swego rodzaju przełomu w jej funkcjonowaniu. Wydawałoby się, że jego propozycje są niewinne i tak naprawdę nic nie zmieniają. Jednakże danie rządowi uprawnień, aby ten mógł "zwrócić się do prokuratury, żeby w danym roku uwrażliwiła się na zagrożenie" danym rodzajem przestępczości, a także ocenianie funkcjonowania pracy prokuratury głównie pod takim kątem, jest rozwiązaniem bardzo niebezpiecznym i chyba wynikającym z nieznajomości struktury i sposobu funkcjonowania tego typu instytucji.

Odnoszę nieodparte wrażenie, że minister sprawiedliwości zdał sobie również sprawę, że przeregulowanie w sferze karnej zaszło już tak daleko, że odwrócenie tego stanu rzeczy jest praktycznie niemożliwe. Próbuje więc "zwalczyć" swoisty imposybilizm - wytycznymi rządowymi.

Cóż to w praktyce może oznaczać? Otóż pogrążona w rozkładzie organizacyjnym i permanentnie niedofinansowana prokuratura będzie w danym roku kierowała wszystkie swoje siły i środki na dany typ przestępczości, odkładając niejako na potem możliwość zajęcia się innymi sprawami lub - co gorsza - będzie je traktowała po macoszemu. Tym samym osiągnięty zostanie taki skutek, iż w jednym okresie statystycznym będą łapane - powiedzmy - pchły, a w kolejnym karaluchy. Efektem będzie przerzucenie w dłuższej perspektywie odpowiedzialności za sposób realizowania przepisów karnych na prokuraturę, która jako kozioł ofiarny poniesie tego konsekwencje.

Nadto może to być pierwszy krok w kierunku zastępowania ustaw dyrektywami władzy wykonawczej, które będą nakazywać prokuraturze, jakimi sprawami ma się zająć, a jakimi nie. Prokuraturze pod pretekstem konieczności wywiązywania się z zaleceń da to natomiast alibi do niewykonywania innych ustaw, nieobjętych priorytetami rządu. Pytanie tylko, czy to jest nasz ideał prokuratury?

Tworzenie z wielkim rozmachem kontroli zarządczej spychają prokuraturę do roli organu zajmującego się samym sobą

@RY1@i02/2012/076/i02.2012.076.07000080b.804.jpg@RY2@

Małgorzata Bednarek, prezes Niezależnego Stowarzyszenia Prokuratorów Ad vocem

Małgorzata Bednarek

prezes Niezależnego Stowarzyszenia Prokuratorów Ad vocem

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.