Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Wytrwała walka ministerstwa z fundacją

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Marszałek Piłsudski mawiał, że czasami można zrobić coś dla Polaków - z Polakami nigdy... Chwilami myślę, że był jednak niepoprawnym optymistą. Bywa bowiem, że nie tylko z Polakami, lecz także dla Polaków czasami nic zrobić się nie da.

Od kilku lat obserwuję z rosnącym zainteresowaniem zmagania, jakie toczy u nas Fundacja im. Sue Ryder z Ministerstwem Zdrowia, i z podziwu wyjść nie mogę, ile wysiłku potrafi poświęcić administracja na sparaliżowanie wydawać by się mogło oczywiście korzystnej inicjatywy obywatelskiej.

Kto to była Sue Ryder, mam nadzieję wszyscy w Polsce wiedzą, a w Warszawie na pewno. Dla tych nielicznych, którzy o niej jeszcze nie słyszeli - kilka słów: Angielka zafascynowana Polską i Polakami, a właściwie lotnikami polskimi, z którymi pracowała w czasie wojny. Przygotowywała ich z ramienia brytyjskich służb specjalnych do lotów na pomoc Powstaniu Warszawskiemu. Po wojnie wyszła za mąż za wojennego asa lotnictwa brytyjskiego i wraz z nim poświęciła się działalności na rzecz ofiar wojny. Jeszcze w latach 50. zaczęła budować u nas specjalne pawilony szpitalne własnego pomysłu z myślą o najbardziej potrzebujących. Udało się jej wznieść, w różnych częściach Polski i wyposażyć własnym sumptem, a właściwie dzięki środkom założonej przez siebie w Anglii fundacji, takich szpitali... trzydzieści.

Kiedy rząd brytyjski wraz z królową postanowili uczynić ją baronessą, zwróciła się o nadanie jej tytułu Lady of Warsaw. Tym sposobem mieliśmy swoją przedstawicielkę w Izbie Lordów, i piszę to serio, bo potrafiła wygarnąć Brytyjczykom wszystko, co powinni usłyszeć w związku z zachowaniem się Zachodu wobec nas po II wojnie światowej.

Szczególną troską otaczała u nas dużą swego czasu grupę kobiet cierpiących na rzadkie dziś już reumatoidalne zapalenie stawów - chorują na to tylko kobiety. Stworzyła im wraz z Instytutem Reumatologii w Konstancinie optymalne warunki - tak że nie tylko mogły tam mieszkać i leczyć się, lecz także pracować, a nawet uczyć angielskiego okoliczne dzieci, bo wiele z pacjentek zafascynowanych swoją opiekunką nauczyło się tego języka, przechodząc specjalne kursy w Anglii.

Popularne sklepy Sue Ryders Shops to także jej pomysł, realizowany z powodzeniem w różnych częściach świata. Znana była ze swej ofiarności w kilkudziesięciu krajach. Tylko w Konstancinie wybudowano ze środków jej fundacji dwa pawilony szpitalne. Jeden z nich został gruntownie wyremontowany dwadzieścia lat temu i mógłby służyć nie tylko jej Dziewczynkom - jak nazywała swoje ulubione podopieczne. Ale Instytut Reumatologii wespół z Ministerstwem Zdrowia uparł się doprowadzić ten obiekt do kompletnej ruiny. A w miejscu po zburzeniu obecnych zachowanych w całkiem niezłym stanie zabudowań wybudować w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego jakiś wypasiony pensjonat czy coś w tym rodzaju. Tymczasem Dziewczynki nie chcą opuścić szpitala, bo mieszkają tu od kilkudziesięciu lat i uważają się za strażniczki tego miejsca ze względu na pamięć nieżyjącej już od ponad dziesięciu lat niezwykłej opiekunki. Ostatnio pojawił się pomysł, by istniejący pawilon rozbudować i zmodernizować tak, by służył on także żyjącym jeszcze powstańcom Warszawy, którzy wymagają w wielu przypadkach specjalistycznej i kompleksowej już całodobowej pomocy. Założona na początku lat 90. odrębna od angielskiej polska Fundacja im. Sue Ryder (wcześniej nie było to z powodów i prawnych, i politycznych - jak wiadomo - możliwe) dysponuje poważnymi środkami, mogłaby je przeznaczyć na ten cel bez szkody dla finansowania innych swoich statutowych celów. Jednak wesprzeć tego pomysłu nie może, bo ministerstwo z instytutem mają inne plany. Rzecz w tym, że ich nie realizują, bo nie ma za co. Czekają na inwestorów, ale ci jakoś nie przychodzą, bo nawet jeśli są, a o takich nie słyszałem, to chyba obawiają się kłopotów z rozwiązaniem obecnej niezręcznej sytuacji. Sprawą interesują się coraz częściej media, politycy różnych opcji, ostatnio nawet marszałek Struzik interweniował w Ministerstwie Zdrowia, zwracając uwagę na stanowisko powstańców warszawskich. Żywo zajmują się nią mieszkańcy Konstancina i miejscowe władze. Sue Ryder ma swoje miejsce pamięci w Muzeum Powstania Warszawskiego, mam wrażenie, że odeszła z tego świata wyłącznie fizycznie. Pamiętam dobrze jej filigranową sylwetkę i nieschodzący z twarzy łagodny uśmiech. Ale zapamiętałem ją także jako osobę bardzo wytrwale i skutecznie dążącą do swoich celów. Ulegał jej w latach 50. i 60. nawet ówczesny premier Józef Cyrankiewicz. Przeszła na katolicyzm, otrzymała wszystkie możliwe papieskie odznaczenia, toczy się obecnie jej proces beatyfikacyjny, bo zmarła w opinii świętości. W każdym razie nie chciałbym w żadnym wypadku mieć jej za swego przeciwnika i nikomu tego nie życzę. A ministerstwo mogłoby sobie swoją drogą poczytać w konstytucji o zasadzie pomocniczości i zająć się naprawdę poważnymi sprawami. Zdaje się, że ma ich sporo.

@RY1@i02/2012/074/i02.2012.074.00000150b.802.jpg@RY2@

Jerzy Stępień prawnik, były prezes Trybunału Konstytucyjnego

Jerzy Stępień

prawnik, były prezes Trybunału Konstytucyjnego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.