Sędziemu też przyda się wizyta u psychologa
Resort chce zrównać wiek emerytalny sędziów kobiet i mężczyzn. Ma on wynosić 67 lat. Padły także propozycje wydłużenia możliwości bycia sędzią do 75. roku życia. Dopóki system nie zbuduje zabezpieczeń monitorujących stan zdrowia kadry sędziowskiej, byłbym ostrożny z realizacją tego pomysłu
Zastanowić się należy, czy zrównanie sędziów co do wymagania określonego wieku z systemem powszechnie obowiązującym ma merytoryczne uzasadnienie. Każde państwo zawiera w swoim systemie ustawodawczym system zasadniczy oraz wyjątki, które są uzasadnione specyfiką pracy danych podmiotów. Wojsko, policja czy inne określone zawody z reguły mają krótszy wiek uprawniający do przechodzenia na emeryturę czy w stan spoczynku. Podobny rozdział dotyczy zróżnicowania z uwagi na płeć. Argumenty są zdecydowanie czytelne. Nadzwyczajne obciążenia dotyczące zawodu czy inna rola społeczna kobiet są oczywistymi uzasadnieniami takich regulacji.
Oczywiście zwolennicy zrównania wieku uprawniającego do stanu spoczynku kobiet i mężczyzn nie mogą używać w tej debacie argumentów o krótszych okresach składkowych i pokrzywdzeniu kobiet sędziów względem mężczyzn. System stanu spoczynku jest dla wszystkich taki sam. Ale faktem jest też, że kobiety żyją zdecydowanie dłużej. Zawód sędziego jest zawodem niezwykle eksploatującym. Nieustanne napięcie, jakie towarzyszy większości rozpoznawanych spraw, bywa naprawdę ogromnie wyczerpujące. Sędziów także dopadają depresje czy syndrom wypalenia zawodowego. Niestety system nie buduje zabezpieczeń mających monitorować stan zdrowia kadry sędziowskiej. Mamy oczywiście pewne gwarancje ustawowe, jak np. urlop dla poratowania zdrowia czy możliwość przejścia w stan spoczynku z uwagi na stan zdrowia niepozwalający na sprawowanie funkcji. Ale przecież nie o to nam chodzi, by przenosić chorych sędziów w stan spoczynku, ale żeby zapobiegać powstawaniu przewlekłych chorób eliminujących z zawodu.
Ustawodawca wprowadził moim zdaniem korzystny zapis pozwalający na powrót ze stanu spoczynku, jeśli stan zdrowia ulegnie poprawie pozwalającej na wykonywanie pracy. Nadal jednak brakuje nowoczesnego podejścia do zarządzania kadrą w tym zakresie. O ile np. policjant po użyciu broni ma obowiązkowy kontakt z psychologiem, o tyle sędzia często rozpatrujący sprawy niosące ogromny negatywny ładunek emocjonalny jest właściwie zdany sam na siebie. Trzeba rozpocząć dyskusję nad tym, czy sędziowie takiej systemowej ochrony potrzebują?
Niestety w środowisku panuje powszechne przekonanie, że o takich sprawach, jak terapia psychologiczna czy czasem zwykła porada psychiatryczna, po prostu się nie mówi. Robi się tak z obawy przed ostracyzmem środowiska, obawą o utratę szansy na awans, a często z jakiegoś mylnego przekonania, że sędzia musi być zawsze opanowany, twardy, a wyrażać emocje powinien w domu. To niestety prowadzi do tego, że emocje i napięcia narastają, aż w końcu coś pęka i sędzia już nie nadaje się do wykonywania zawodu. Widać to doskonale przy badaniu przypadków przenoszenia sędziów w stan spoczynku.
Zastanówmy się, czy możemy jakoś temu przeciwdziałać? Czy nie powinno być psychologa sądowego? Czy rozmowa z nim, gdy rozpoznajemy te najcięższe sprawy, nie powinna być przypadkiem normą? Być może sędziowie wolą zwracać się z prośbą wyłącznie do specjalistów? Jednak ilu z nich przekonanych o swojej sile charakteru zdecyduje się na skorzystanie z porady psychologa, wtedy gdy zachodzi taka potrzeba? To temat niezwykle drażliwy, ale trzeba o tym mówić. I przede wszystkim pozbądźmy się wstydu. Przecież nikt z nas nie jest nadczłowiekiem.
Kolejnym zagadnieniem, które jest skrzętnie pomijane, jest dbałość sędziów o swoją kondycję psychofizyczną. Można powiedzieć, że to sfera prywatna i każdemu wara od tego, jak regeneruje swoje siły po pracy przedstawiciel Temidy. Niestety system stworzył pojęcie, że czas pracy jest określony wymiarem zadań. To w wielu przypadkach powoduje, że sędziowie pracują permanentnie. Wielu nie ma czasu lub siły, by zadbać o swoją psychofizyczną kondycję. To przy takiej pracy jest zrozumiałe. Tymczasem prywatny biznes już dawno zrozumiał, że inwestowanie w kadrę to sukces każdej nowoczesnej firmy.
Nie jest również tak, że wszyscy sędziowie omijają kluby sportowe szerokim łukiem tylko dlatego, że nie mają czasu na zadbanie o swoją kondycję. Wielu z nich z chęcią by się zmierzyło z bieżnią czy sztangami, jednak nie chodzą do siłowni i na fitness z innego powodu. Jakiego? "Bo co idę, to spotykam tam swoje strony, a to krępujące i dla wielu nieakceptowane" - tłumaczy wielu z nich.
Niestety ten stan permanentnego braku zainteresowania aktywnością fizyczną jest już zaszczepiany adeptom do zawodu sędziego. W szkole sędziów w Barcelonie jest basen, w szkole słowackiej podobnie. Na pytania, czy to aby nie zbytek, odpowiedź kolegów z zagranicy jest jedna: "Uczymy naszych kandydatów, że oprócz pracy muszą mieć czas dla siebie. Sprawny sędzia to dobry sędzia" - argumentują.
A co może zrobić student naszej szkoły dla sędziów i prokuratorów po zajęciach, zwłaszcza że przyjeżdża do skoszarowanego miejsca, daleko od swojej rodziny - może się uczyć lub zwiedzać lokale. Oczywiście to ogromne uproszczenie, bo przecież Kraków stwarza ogromne możliwości. Ale to stwierdzenie ma sprowokować do debaty. Tym bardziej że u nas propozycje zadbania o kondycję młodych ludzi są lekceważone i kwitowane uśmiechem lub tłumaczeniem, że z powodu napiętego budżetu nikt tego nie zaakceptuje. Ale nikt już potem nie liczy, ile trzeba wydać na utrzymanie chorych sędziów, którzy przejdą w stan spoczynku.
Podobnie jest ze szkoleniami już dla sędziów. Obecnie zawsze musi być szkolenie merytoryczne z danej dziedziny prawa. Pojawiają się sporadycznie szkolenia psychologiczne, dotyczące radzenia sobie ze stresem, dotyczące zarządzania, ale nadal organizuje je tylko szkoła. Brak wewnętrznych szkoleń sądowych, integrujących zespół pod okiem fachowców, którzy są w stanie wskazać słabe punkty zespołu, modelować liderów, uczyć odpowiedzialności za grupę i wewnętrznej solidarności. Świat się zmienia i zmieniają się zasady pracy oraz ciągle rosnące wymagania. Muszą za tym iść inne metody patrzenia na kadrę.
Wydłużenie czasu pracy dla kobiet powinno być zatem raczej dobrowolne. W naszym środowisku i tak większość sędziów pracuje znacznie dłużej, zamiast odchodzić w stan spoczynku. Ale są przypadki, kiedy sędzia, i to niezależnie od płci, pracuje naprawdę siłą woli. Wtedy powinien mieć wybór, czy odejść wcześniej, jeśli pozwalają na to przepisy.
Ministerstwo chce także zlikwidować możliwość przechodzenia w stan spoczynku już po rocznym zwolnieniu lekarskim. To przepis, który pewnie więcej nam szkodzi, niż pomaga, bo w oczach osób nam niesprzyjających to pole do nadużyć. I jeśli nawet tak nie jest, to pytanie, czy warto się przy tym upierać. Problemem jest coś innego. Lekarz orzecznik, który wpada w rutynę. W jego głowie rodzi się schemat, który czasem zawarty jest w opiniach: "To tylko głęboka depresja, a ona jest uleczalna". I jak go przekonać, że sędzia, któremu terapia nie przyniosła poprawy, nie może wykonywać swojego zawodu i jest to podstawa do przeniesienia go w stan spoczynku.
Nie chciałbym być sędzią, który nie może już wejść po schodach na czwarte piętro, gdzie mieści się jego wydział. Ale wiem, że są tacy, co chcą pracować do końca. To choroba zawodowa, którą z czasem nabywamy. Niestety bardzo niebezpieczna. Rozumiem, że trzeba dać możliwość pracy tym, którzy chcą i są na tyle sprawni, by dobrze sądzić, lecz jest jedno ale. Otóż boję się, że wydłużanie wieku nawet z opcją "kto chce, niech pracuje" w przyszłości może przynieść opłakane skutki. Niestety nie unikniemy przypadków, gdy ktoś będzie przekonany, że nadal może sądzić, choć całe otoczenie będzie świadome, iż wychodzenie tej osoby na salę rozpraw staje się niebezpieczne dla wymierzania sprawiedliwości. Już teraz przy niższym wieku emerytalnym mamy - na szczęście bardzo rzadko - do czynienia z takimi sytuacjami. Wtedy nadchodzi ten niezwykle przykry moment, kiedy przymusowo kieruje się sędziego na badania, które potwierdzą, że musi przejść w stan spoczynku. Wydłużenie wieku wygeneruje więcej takich sytuacji. I już dzisiaj należy o tym myśleć.
Nie chciałbym być sędzią, który nie może już wejść po schodach na czwarte piętro, gdzie mieści się jego wydział. Ale są tacy, którzy chcą pracować do końca
@RY1@i02/2012/042/i02.2012.042.07000020b.803.jpg@RY2@
Waldemar Żurek, członek Krajowej Rady Sądownictwa
Waldemar Żurek
członek Krajowej Rady Sądownictwa
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu