Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Być jak Rosa Parks

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Dla tych, którzy ostatnie 60 lat spędzili wśród pingwinów: w 1955 r. w Alabamie czarnoskóra Rosa Parks, wbrew ówczesnemu prawu, odmówiła ustąpienia miejsca w autobusie białemu. Dlaczego? Bo prawo to jedno, a sprawiedliwość to drugie. I o to drugie trzeba walczyć, czasem bez względu na to pierwsze.

Skąd mi się wzięła Rosa Parks? Z lektury stanowiska komitetu bioetyki PAN w sprawie lekarskiej klauzuli sumienia. Komitet twierdzi, że jest ona nadużywana. Lekarze mają prawo odmówić wykonania zabiegów, które nie są zgodne z ich etyką (chodzi głównie o świadczenia okołoreprodukcyjne), ale mają obowiązek pomóc pacjentowi, wskazując kogoś, kto takich skrupułów nie ma. Podobno tego nie robią, czasem nawet próbują zablokować prawnie dozwoloną aborcję czy przepisanie środków antykoncepcyjnych.

Dlaczego tak robią? Może zwyczajnie i po ludzku nie mogą się powstrzymać. Ale myślę, że może ci lekarze chcieliby być Rosą Parks. Kimś, kto przez nieposłuszeństwo obywatelskie pokazuje, co jest sprawiedliwe. Tylko że nie mogą być taką prawdziwą Rosą Parks, bo klauzula sumienia trochę im przeszkadza. Jak? Z ich punktu widzenia prawo legitymizuje zło. Co więc robić? Protestować! Ale... przecież w zasadzie nie trzeba, bo można niemoralnego aktu odmówić. I w takich warunkach już naprężony sztandar nieposłuszeństwa obywatelskiego musi trochę oklapnąć, bo sumienie ma teraz swój własny zaułek prawny. Rosa Parks nie musi się już bać o swoją godność, bo wstawać nie musi; wystarczy, że wskaże kolegę, który chętnie białemu pasażerowi ustąpi.

Widać od razu, że z moralnie zaangażowanej perspektywy może to wyglądać na absurd. Nie chodzi przecież o to, by nie musieć kraść, jak się nie chce, tylko żeby kradzież nie była opcją. Dlatego lekarze raz jeszcze podrywają oklapnięty sztandar i dźgają nim to tu, to tam. Bez werwy Parks, mniej publicznie, ale wciąż dość mocno bo prawo to prawo, a sprawiedliwość to sprawiedliwość, i walczyć trzeba.

Myślę, że rozumiem taki bunt. W wartości jesteśmy wrośnięci całą, za przeproszeniem, duszą; to one wyznaczają ramy naszych dużych i małych wyborów. Nie mogę krytykować "lekarzy z sumieniem" za ich sumienie. Nie wiem, jak to jest być tak bardzo przeciw aborcji, ale wiem, jak to jest musieć działać przeciw sobie. Okropnie. Ale jedno trzeba im powiedzieć: dzisiaj, tu i teraz, nie można już, ot tak sobie, być Rosą Parks, nawet jeśli czasem jest nam trochę niewygodnie. Wszyscy mamy przed sobą to ogromne, niemożliwe zadanie: żyć razem w społeczeństwie jako tako pluralistycznym. Ono jest nasze wspólne; obrońcy praw reprodukcyjnych dzielą je z obrońcami życia poczętego. Wszyscy jesteśmy dopuszczani do negocjacji; nie ma segregacji jak niegdyś w Alabamie.

Zadanie jest ponad ludzkie siły, ale mamy ze sobą, na szczęście, o wiele więcej wspólnego, niż nam się wydaje. Nie dzielimy wszystkich wartości, ale chętnie wierzymy w szczerość moralnych przekonań drugiej strony. Staramy się być rozsądni. Wszyscy jesteśmy pełni sprzeczności, ale jesteśmy na nie coraz bardziej wrażliwi, także dzięki spojrzeniu oponenta - i dzięki mu za to. W rozsądnych ramach szanujemy wzajemnie nasze sumienia. Zależy nam na wspólnocie i jakości regulującego ją prawa. Mamy lepsze i gorsze procesy wypracowywania zgody, ale pracujemy nad nimi razem - w wyborach, przez protesty, w referendach. Jakoś nam idzie. Trudno, powoli, lepiej, gorzej, ale idzie. Rosa Parks, jak wiemy z historii, nic takiego nie miała.

Dlatego, jeśli moja intuicja jest prawdziwa i lekarska obstrukcja wynika nie ze zwykłej, ludzkiej, nieprzemyślanej reakcji, ale z bohaterskiego poczucia misji sprawiedliwej, to źle. Bo to tak, jakby latami budować tratwę z innymi, a potem ją krytycznie oceniać, bo jednak trochę krzywa. Protesty - tak. Pikiety - jak najbardziej. Petycje, wybory, listy do prasy. Nawet - niech sczeznę - akcje uświadamiające. Ale przestańmy się dźgać tym sztandarem po kryjomu, bo nam się ta nieszczęsna tratwa rozsypie.

@RY1@i02/2013/226/i02.2013.226.00000130a.803.jpg@RY2@

WOJTEK GÓRSKI

Karolina Lewestam, etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Karolina Lewestam

etyk, Boston University i Uniwersytet Warszawski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.