Igrzyska wszystkich równych
W sporcie ważne są zasady gry: zwyciężyć ma najlepszy, a nie ten najbardziej cwany. W przypadku korporacyjnych wyborów sprawa nie jest już tak oczywista
Unoszony emocjami tłum zerwał się z miejsc na arenie w Madison Square Garden. Ostatnie minuty meczu wywołały kolejny przypływ entuzjazmu. Wszyscy krzyczeli, gwizdali, dęli w trąby - kibicowali. W sumie nieważne kto komu, ważne, aby głośno, aby dobitnie, aby duch rywalizacji żył! Wszechotaczający mnie wrzask i jazgot uzewnętrzniał przede wszystkim jedno - nadchodzące katharsis - sens igrzysk, sens walki, cel zwycięstwa. Wrzawa narastała z sekundy na sekundę, przekraczając co chwilę kolejne, wydawałoby się nieosiągalne, apogeum. Otaczali mnie dopingujący ludzie, którzy pulsowali w rytm odgłosów cykającego zegara, odmierzającego ostatnie chwile rozgrywki. I raptem, gdy odgwizdano koniec, tłum zastygł. Wszystko ucichło. Zamarło. Stanęło w oczekiwaniu na wynik, by chwilę później znów eksplodować - tym razem na cześć tego, kto wygrał...
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.