Silne samorządy to szansa dla demokracji
Uspokojeni po referendum warszawskim możemy się zastanowić nie tylko nad zmianami w przepisach referendalnych, lecz także, póki jest jeszcze rok, rozważyć zmiany w przepisach dotyczących samorządów. Ich idea jest wspaniała. Polska, dzięki dwóm profesorom Michałowi Kulesz y i Jerzemu Regulskiemu ma do pewnego stopnia znakomite prawo i organizację samorządów. Kiedy jednak rząd Jerzego Buzka już w 1999 r . zaniechał dalszych reform, także i ta została dokonana tylko w połowie. Zabrakło jasnego określenia kompetencji samorządów oraz jasnego i dobrego sposobu finansowania ich. A, jak wiadomo, bez własnych pieniędzy każda instytucja staje się zależna od państwa i jej samo dzieln ość staje się fikcją.
Nie wszystko da się zmienić w ciągu roku, jednak wiele można dokonać, pod warunkiem że centralna władza państwowa przestanie świadomie lub tylko na zasadzie odruchu trzymać kurczowo wszystko, co tylko może. Hasło, w imię którego trzeba walczyć, brzmi zatem "możliwie dużo władzy w ręce samorządów". Nie ma w tym demagogii ani zagrożenia dla ładu publicznego, jest zysk dla skutecznej organizacji życia publicznego i dla powszechnego odczucia siły demokracji.
W zakresie władzy samorządy mogłyby przejąć kontrolę nad wszystkim, co nie musi być scentralizowane, policją, prokuraturą, nad planowaniem przestrzennym i lokalną infrastrukturą. Natomiast pieniądze z podatków obywateli powinny w części zostawać w samorządach. Bez samodzielności finansowej nie są one skuteczne, a my nie mamy poczucia, że są nasze.
Oto scena jak ze sławnego "Greka Zorby": w mojej gminnej wsi szosa jest kręta, a ponieważ tędy prowadzi skrót na przejście graniczne w Sławatyczach, który pozwala ominąć gęsto ustawione patrole wszystkich służb w rejonie Białej Podlaskiej i Terespola, najrzadziej co trzy minuty przejeżdża przez wieś tir. Ostatni zakręt jest bardzo ostry, więc można liczyć na wywrotkę. Tylko więc stać i czekać na katastrofę.
Władze gminy są bezradne, droga jest powiatowa, ale decydują wojewódzkie państwowe władze drogowe, których to nic nie obchodzi. W gruncie rzeczy droga ta nie posiada właściciela. Z drugiej strony, samorząd gminny rządzi gminnym gimnazjum, do czego nie ma dostatecznych uprawnień merytorycznych.
Wszystko zatem bez sensu. A szkoda. Samorząd jest albo ubezwłasnowolniony, albo obciążany ponad jego siły. Skonstruowanie, na przykład, gminnego planu zagospodarowania przestrzennego jest uzależnione od istnienia analogicznego planu wojewódzkiego, a to już rzecz państwa, które nie wywiązuje się ze swojego zadania, więc znowu samorząd jest bezradny.
Wreszcie bardzo wiele zależy od siły politycznej samorządów i te wielkie, miejskie, są nieporównanie potężniejsze od niewielkich lokalnych, chociaż te lokalne są - przynajmniej w teorii - nieporównanie bardziej demokratyczne, gdyż wszyscy wiemy co nieco o kandydatach na radnych lub na wójta czy starostę. W zakresie funkcjonowania oraz uprawnień samorządów można bardzo wiele zmienić niedużym wysiłkiem. Jednak to zależy od uzgodnienia i trzymania się określonej koncepcji demokracji. Demokracja samorządowa to jeden z nielicznych sposobów, będę do tego wracał, na uratowanie demokracji z kryzysu, jaki przeżywa ona we wszystkich krajach Zachodu. Dlatego wrogami demokracji samorządowej są zwolennicy silnego państwa. Owszem państwo powinno być silne, ale nie wobec maluczkich, czyli wobec samorządów, bo w końcu je zniszczy. Co byłoby, przy wszystkich głupstwach popełnianych przez samorządy lokalne, niepowetowaną stratą.
@RY1@i02/2013/209/i02.2013.209.18300090e.802.jpg@RY2@
Marcin Król filozof, historyk idei
Marcin Król
filozof, historyk idei
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu