Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Niepokojące utarczki sędziów z ministrem sprawiedliwości

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Był taki moment w latach 80. XVIII stulecia, kiedy sędziowie wybrani na sejmikach deputackich do Trybunału Koronnego dla Małopolski zjechali się już do Lublina, ale po kilku dniach rozjechali się, nie załatwiwszy żadnej sprawy. Z jakichś powodów nie doszło nawet do ukonstytuowania się składu sądzącego, a w sprawozdaniu dla króla wyrażono najwyższe w związku z tym zdarzeniem zaniepokojenie stanem państwa. Rzecz była szeroko wówczas komentowana, a zachowanie sędziów powszechnie krytykowane.

Dopóki nawet posłowie na Sejm zrywali obrady - a po 1764 r. nie doszło już nigdy do zerwania Sejmu poprzez liberum veto, bo nauczono się sejmy konfederować - przeciętny szlachcic niespecjalnie się tym przejmował. Co najwyżej nie uchwalono jakiegoś nowego prawa albo podatków, z czego mógł tylko się cieszyć, ale kiedy nie mógł w Trybunale Koronnym załatwić swojej konkretnej, prywatnej sprawy, tego nie tolerował, bo uderzało to w jego najbardziej żywotne interesy.

Pamiętamy, że ostatnio nie mógł ukonstytuować się przez okrągły rok rząd w Belgii, ale ponieważ wszystkie sądy działały tam bez najmniejszych zacięć, państwo jako całość funkcjonowało w odbiorze społecznym bez większych problemów. W każdym razie nikt nie słyszał, żeby Belgowie z powodu braku rządu rwali sobie włosy z głów.

Myślę, że jesteśmy już na takim etapie rozwoju, że nawet gdyby rząd zaniechał działania na kilka miesięcy, nic specjalnego też by się nie stało - przysłowiowa już ciepła woda leci z kranu przecież nie za sprawą ministrów, ale samorządów. Ale kiedy przestają działać sądy, żarty się kończą.

Nawet w okresie bezkrólewia obywatele Rzeczypospolitej powoływali sądy konfederackie, zwane wtedy kapturowymi - kaptur był bowiem symbolem bezkrólewia, co wyrażano poprzez przykrycie właśnie kapturem insygniów władzy królewskiej. Prawdziwa anarchia zaczyna się naprawdę dopiero wtedy, kiedy przestają działać sądy.

Myślę sobie o tym wszystkim bardzo zaniepokojony utarczkami sędziów z Ministerstwem Sprawiedliwości na tle ważności podpisu wiceministra na decyzjach przenoszących sędziów w ramach reformy Gowina. Oby Sąd Najwyższy uporał się szybko z tym problemem, ale tymczasem czy można sobie w ogóle wyobrazić, że przeniesieni sędziowie nie będą w ogóle orzekali i czekali spokojnie na rozstrzygnięcie tego sporu przez Sąd Najwyższy? Ja sobie tego po prostu nie wyobrażam i nie rozumiem, jak można bojkotować decyzję o przeniesieniu do innego sądu z tego powodu, że została podpisana przez wiceministra. Dopóki bowiem decyzja nie zostanie uchylona w odpowiednim trybie, nadal przecież pozostaje w systemie i nawet jeśli z powodu niewłaściwego obsadzenia sądu zostanie uchylony jakiś wyrok, to nastąpi to w konkretnej sprawie i ze skutkami dla tej sprawy, a nie dla wszystkich innych spraw. Przepraszam, a wynagrodzenie w tym czasie ci sędziowie biorą?

Jeśliby w przyszłości Sąd Najwyższy nawet orzekł, że podpis wiceministra jest w tym przypadku niewystarczający, mogłoby to mieć skutek tylko pro futuro i wyrazić się poprzez zmianę dotychczasowej praktyki - w żadnym zaś wypadku takie orzeczenie nie mogłoby działać wstecz, ponieważ zawsze istotną treść przepisu odczytujemy w procesie jego interpretacji poprzez ukształtowaną praktykę. A praktyka była tu jednoznaczna i przynajmniej w odniesieniu do decyzji sędziów była nawet wyraźnie wzmacniana wcześniejszym orzecznictwem Sądu Najwyższego (kwestia podpisu pod kasacją czy przeniesienie sędziego za jego zgodą).

Bez trudu można wskazać przypadki, kiedy to treść norm prawnych wyprowadzanych z niezmienionych przepisów ulega zmianie właśnie z powodu zmiany praktyki - bez tego nie można sobie wręcz wyobrazić rozwoju prawa. Co więcej, bywa, że sądy z całą premedytacją stosują utrwaloną praktyką wykładnię contra legem i nikomu do głowy nie przychodzi takiej praktyki zmieniać, ponieważ z pewnych powodów literalne trzymanie się przepisu byłoby niedorzeczne. Mało to w naszym systemie przepisów głupich, wewnętrznie sprzecznych i wręcz szkodliwych? Ale zawsze ich sądowa "naprawa" dzieje się poprzez orzeczenia w konkretnych sprawach i ze skutkami dla konkretnych spraw.

Nie z innego powodu rozróżniamy dziś przecież law in action i law in the book.

@RY1@i02/2013/207/i02.2013.207.18300130b.802.jpg@RY2@

Jerzy Stępień prawnik, były prezes Trybunału Konstytucyjnego

Jerzy Stępień

 prawnik, były prezes Trybunału Konstytucyjnego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.