Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Czy Bale wart jest 100 milionów?

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

W brytyjskiej ekonomicznej blogosferze rozgorzał spór. Pytanie brzmi: czy gwiazdor Premier League Gareth Bale był wart 100 mln euro, które zapłacił za niego Real Madryt, czyniąc go najdroższym graczem w historii futbolu?

Wpierw podniosły się głosy, że jest coś niemoralnego w płaceniu za faceta uganiającego się za piłką takich pieniędzy. Bo futbol to tylko rozrywka. I choć ważna, to jednak ze społecznego punktu widzenia dużo mniej użyteczna niż praca pielęgniarki czy strażaka. Na taki argument zaraz ożywili się wolnorynkowcy. "Ceny nie mają nic wspólnego z moralnością. W wolnej gospodarce wartość rzeczy jest określana przez to, ile inni uczestnicy wymiany są skłonni za nią zapłacić. Dlatego skoro Madryt wyłożył za Balea 100 mln, to jest on wart 100 mln. I kropka" - napisał Eamonn Butler, szef brytyjskiego Instytutu Adama Smitha.

Niektórzy uczestnicy sporu są nawet skłonni dowodzić, że za Balea zapłacono zbyt mało. Bo potraktujmy Walijczyka jako inwestycję. Real wykłada 90 mln. I załóżmy, że zawodnik gra świetnie, przyczyniając się do tego, że jego zespół w nadchodzącym sezonie dochodzi do finału Ligi Mistrzów. Real dostaje za to od UEFA 55 mln. W kolejnym sezonie Bale znów gra dobrze i transfer już się amortyzuje. A przecież jak na razie liczyliśmy tylko same wpływy za postawę na boisku. A marketing? "Real jest jak hollywoodzkie studio. Dwa razy w tygodniu wypuszczamy nowy film. I wiemy, że ten film zarobi więcej, jeżeli zagra w nim Tom Cruise" - to słowa dyrektora generalnego Realu i twórcy koncepcji "Galacticos" Jose Angela Sancheza. To za jego czasów do Madrytu przyjechały superdrogie gwiazdy. Ale 30 mln wyłożone na Beckhama zwróciły się podobno z samej sprzedaży koszulek już po 6 miesiącach. Podobnie było z Ronaldo (94 mln klub miał zarobić na gadżetach w rok). Oczywiście każda z tych gwiazd szybko się w tej zabawie połapała i w kolejnych kontraktach lwią część przychodów z własnego wizerunku utargowała już do własnej kieszeni. Dlatego Real potrzebuje wciąż nowych Galacticos. Najlepiej jeszcze nie zepsutych, ale z dużym potencjałem marketingowym. 24-letni Bale te warunki spełnia.

Takie stawianie sprawy nie przekonuje mojego ulubionego blogera i analityka Chrisa Dillowa. Jego zdaniem wszystkie powyższe wyliczenia oparte są na ślepym zaufaniu wobec teorii wynagradzania czynników produkcji zgodnie z ich krańcową produktywnością. Wiem, że nazwa brzmi dość poważnie, ale w sumie można ją prosto objaśnić. Chodzi w niej o to, że jakiś czynnik produkcji (np. praca) może być wyceniony tylko na tyle, o ile zwiększa on zysk całego biznesowego przedsięwzięcia. Niby logiczne. Ale według lewicującego Dillowa cała teoria jest dosyć prostacka. I tak naprawdę ma służyć potwierdzeniu z góry założonej tezy. No bo skoro tyle zapłacono, to coś pewnie musi być tyle warte. Tymczasem w rzeczywistości krańcowej produktywności wyliczyć zazwyczaj nie sposób. A już na pewno nie dla piłkarza. Choćby dlatego, że po pierwsze efekty jego pracy (jak to w grach zespołowych) zależą od reszty drużyny oraz od marki samego zespołu. W tym sensie krańcowa produktywność Balea grającego w barwach (powiedzmy) Dolcanu Ząbki będzie niższa niż w koszulce Królewskich. Na dodatek produktywność w sporcie układa się zupełnie inaczej niż w realnej gospodarce. W tej ostatniej każdy dodatkowy zatrudniony zwiększa produkcję (i potencjalny zysk). W piłce, gdzie zwycięzca bierze wszystko, układa się to skokowo. Przekonała się o tym ostatnio Legia Warszawa w eliminacjach do LM. Wystarczyła jedna bramka (nawet przypadkowa), by zwiększyć dochody klubu z Łazienkowskiej o grube pieniądze.

To wszystko razem nie falsyfikuje tezy o tym, że Bale nie jest wart 100 mln euro. Prawda wygląda dużo bardziej banalnie. Walijczyk równie dobrze może być tych pieniędzy wart, jak i okazać się ich zupełnie niegodny. A wszystko zależy w dużej mierze wcale nie od jego umiejętności. I trochę tak samo jest z pracą (i płacą) każdego z nas.

@RY1@i02/2013/173/i02.2013.173.000000200.802.jpg@RY2@

Rafał Woś dziennikarz DGP

Rafał Woś

 dziennikarz DGP

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.