Woda w górę, woda w dół
Mamy suszę, plony owoców będą słabsze i ceny wzrosną - usłyszałam niedawno komunikat w mediach. Miesiąc wcześniej radio, gazety i telewizja zgodnie grzmiały o wyjątkowo wilgotnej wiośnie i o tym, że na zalanych polach wygniły zboża, warzywa i kukurydza, a relacje ilustrowane były zdjęciami podtopionych domów, dróg i ogrodów. Co gorsza, pewna jestem, że o nieszczęściach wynikających z zalania i przesuszenia usłyszę jeszcze w tym roku, a w przyszłym zapewne kilka lub kilkanaście razy wraz z komentarzem, jaką to nieprzewidywalną mamy pogodę.
Tymczasem ta nieprzewidywalność jest od lat przewidywalna i o ile gradobicie czy sytuacje, gdy jednego dnia spada średnia dwumiesięczna dawka opadów, można nazwać klęską (choć nie zaskoczeniem), o tyle do gwałtownych burz, wielodniowych deszczów czy miesięcznych susz w upalne lato musimy po prostu przywyknąć i nauczyć się im zaradzić. A sposoby pozwalające na ułożenie się z wodą znane są od tysiącleci i wciąż udoskonalane. Chodzi o szeroko rozumiane melioracje (nie mylić z odwadnianiem, które na celu ma tylko przekazanie wody do najbliższego cieku, czym przyspiesza, a nie opóźnia wywołanie większej powodzi). Wymagają one oczywiście nakładów, choć nie zawsze tak wielkich, jak by się początkowo wydawało, a z pewnością nie tak wielkich, jakie trzeba ponosić na naprawianie sytuacji. Przede wszystkim jednak pomyśleć należy, zanim jeszcze powstanie jakaś inwestycja. Jeżeli budujemy dom, sklep czy ulicę na terenie, gdzie są kanały melioracyjne, ślady rowów czy drenów, możemy być pewni - wcześniej czy później będą kłopoty z wodą. Wydając warunki zabudowy, uzgadniając pozwolenie budowlane czy odbierając obiekt, warto pamiętać, że istotniejsze od przesunięcia o 20 cm okna na elewacji czy przeniesienia drzwi ze strony zachodniej na północną jest odpowiednie ukształtowanie terenu działki, aby woda nie spływała ani na drogę, ani do sąsiadów. A przy inwestycjach drogowych nie można zapomnieć o zbudowaniu odpowiednio dużych, a jeżeli spodziewamy się, że okolica zostanie wkrótce zabudowana i asfaltowane będą kolejne ulice, to nawet trochę za dużych przepustów czy kanałów. A także zbiorników retencyjnych, żeby nadmiar wody nie spowodował powodzi w sąsiedniej gminie.
Takie działania będą kosztowały lokalną społeczność mniej niż wielokrotne zrywanie tynków, wzywanie strażaków, by wypompowali wodę, łatanie wałów i wypłacanie kolejnych groszowych zapomóg tym, których zalało. Ale do tego trzeba jasnych przepisów (czego o prawie wodnym powiedzieć się nie da), współpracy wiążącej się niekiedy z ograniczeniem prawa własności i dostępu do środków, które lokalna społeczność będzie mogła przeznaczyć na ten cel, nie zważając na to, że rów biegnie przez prywatne posesje niekiedy z nieustalonym stanem własnościowym. Warto zabrać się od tego już dziś, bo przed nami jeszcze tylko jedna zasobna w fundusze perspektywa unijna.
@RY1@i02/2013/161/i02.2013.161.088000100.802.jpg@RY2@
Zofia Jóźwiak redaktor prowadząca
Zofia Jóźwiak
redaktor prowadząca
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu