Niemiecki ekonomista też potrafi przywalić
Ekonomiści znad Renu z zasady do przesadnie zbuntowanych nie należą. Jako lekarstwo na obecny kryzys większość przepisuje tradycyjną terapię: równowagę budżetową, pilnowanie wskaźników inflacji, zamrażanie płac. Heiner Flassbeck to jeden z nielicznych wyjątków. Twierdzi, że w kryzysie postępować należy... odwrotnie.
Był moment - tuż po zwycięstwie wyborczym SPD i Zielonych w 1998 r. - gdy wydawało się, że Flassbeck stanie się główną postacią niemieckiej ekonomii. Został sekretarzem stanu w ministerstwie finansów i kimś w rodzaju głównego doradcy ówczesnego szefa tego resortu Oskara Lafontaine’a. Tyle że Lafontaine szybko pokłócił się z dużo bardziej liberalnym ekonomicznie kanclerzem Schroederem i odszedł z gabinetu. A potem nawet z SPD. Niemiecka opinia publiczna przykleiła mu przy okazji łatkę najgroźniejszego niemieckiego populisty ekonomicznego, a jego partię Lewicę uznano za niezdolną do wejścia w jakąkolwiek koalicję. Właśnie z powodu rzekomo nieodpowiedzialnej polityki gospodarczej.
Flassbeck odszedł z rządu razem z Lafontaine’em i jak większość zmarginalizowanych niemieckich neokeynesistów błąkał się po opłotkach tamtejszej ekonomicznej debaty. Wylądował w końcu jako doradca różnych agencji ONZ. I stamtąd w swoich tekstach naukowych i na blogu (serwis "Flassbeck Economics") bezlitośnie krytykował kierunek, w którym zmierza zdominowana przez myślenie liberalne niemiecka i światowa gospodarka. Początkowo bez większego odzewu. Ale od czasu wybuchu kryzysu w sposób coraz bardziej słyszalny.
Jego książeczka "10 mitów kryzysu" to dowód, że Flassbeck nic nie stracił z publicystycznej werwy. Ta maleńka (dosłownie kieszonkowa) publikacja jest jak rozbudowany artykuł prasowy. Notabene na wiele z poruszanych przez Flassbecka tematów często w DGP piszemy. Przyświeca jej prosty pomysł: obalenie najbardziej rozpowszechnionych mitów dotyczących kryzysu, które zakorzeniły się w niemieckiej i europejskiej publicystyce ekonomicznej. By zrozumieć, o co chodzi, wystarczy już sam rzut oka na spis treści: "Rynki finansowe są efektywne i wspierają nasz dobrobyt", "Zadłużenie państw to prawdziwa przyczyna kryzysu", "Żyjemy ponad stan. Banki centralne, ratując państwa, wywołują inflację" albo "Niemcy stają się skarbnikiem Europy".
Flassbeck kończy swoją książeczkę bardzo "po niemiecku". To znaczy ostrzega przed tym, że jeśli błędy w obecnej polityce antykryzysowej (zbyt głębokie oszczędności, niezrozumienie mechanizmów rządzących strefą euro) nie zostaną skorygowane, świat czeka triumfalny marsz po władzę nowej populistycznej prawicy. To ze względów historycznych wielka niemiecka obsesja. Choć akurat Hitlera równie dobrze można by nazwać politykiem skrajnie lewicowym. Ale mniejsza o etykietki. Ostrzeżenie jest czytelne i warto się z nim na koniec zmierzyć. "Zrobią jeden albo kilka kroków dalej i jako winnych naznaczą >>innych<<. Cudzoziemców i zagraniczne wpływy. A wielu ludzi za nimi pójdzie, gdyż słusznie nie rozumieją oni, dlaczego sami mieliby ponosić współodpowiedzialność za tak wielką klęskę. Ta strategia nie przyniesie jednak sukcesu, bo państwo narodowe, które korzysta z niewłaściwej teorii, ekonomicznie poradzi sobie równie słabo, co gospodarka globalna. Czy demokracja to wszystko wytrzyma, pozostaje pytaniem otwartym" - pisze Heiner Flassbeck.
@RY1@i02/2013/158/i02.2013.158.000002400.802.jpg@RY2@
Heiner Flassbeck, "10 mitów kryzysu", Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2013
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu