Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Ekonomiści mylą się od początku do końca

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Ekonomistom oberwało się w ostatnich latach za kryzys. Oskarżani są o nierealne założenia i niezrozumienie rynków finansowych. Również antropolog David Graeber w książce "5000 lat długu" dorzucił trzy grosze do ataku na tę profesję, tym razem w sprawie pochodzenia pieniądza. Jego wnioski stanowią dotkliwy cios dla ekonomistów, którzy od lat powtarzają studentom tę samą historię, jak to rynek z początku opierał się na handlu wymiennym, a następnie w celu jego usprawnienia wybrał złoto.

Historia ta przyjmowana jest często na wiarę, którą to Graeber poddał próbie. Według niego pierwsze cywilizacje odwoływały się do barteru sporadycznie. Społeczeństwa te były oparte na długu, a nie na handlu. Sąsiedzi wymieniali się między sobą obietnicami odwzajemnienia przysługi w przyszłości. Transakcja typu "ja dam ci krowę, a ty mi pięć świń" była dla nich abstrakcją. Dochodziło do nich tylko wtedy, gdy handlowano z obcymi, którzy nie mieliby jak spłacić zobowiązań.

Prawdą jest, że na terenie Mezopotamii znano wartość kruszców, jednak zupełnie w innym znaczeniu, niż zakłada to historia ekonomii. Srebro było jednostką rozliczeniową świątyń, działających jak wielkie instytucje, ale tylko dla ich własnej wygody. Ustalano, że jednostka srebra to np. 60 buszli, by łatwiej wyliczyć wartość poszczególnych robotników. Nie płacono jednak w srebrze, czego dowodzi to, że np. w Sumerii nawet nie stworzono jednostek srebra wystarczająco małych, by pozwalały na codzienne transakcje. Poza świątyniami handel odbywał się po sąsiedzku, w niepisanym kredycie. Tak było i wygodniej, i bezpieczniej.

Graeber odrzuca teorię o kruszcach jako ułatwieniu barteru, przytaczając przykład najbardziej dynamicznych kupców starożytnej Europy - Fenicjan. Zamiast być pierwszymi, którzy uciekli się do złota, byli jednymi z ostatnich. Uniwersalny pieniądz był wtedy dla kupców zagrożeniem, prościej nomadom ukraść skrzynkę powszechnie uznawanego złota niż tonę jęczmienia.

Z tej historii można wysnuć straszliwy morał: ekonomiści mylą się w sprawie wielokrotnie przebadanych już dziejów sprzed tysięcy lat. Nic więc dziwnego, że popełniają pomyłki w sprawie wydarzeń teraźniejszych, a już nie daj Boże - w przewidywaniach przyszłości.

@RY1@i02/2013/154/i02.2013.154.00000230a.802.jpg@RY2@

Jan Wróbel dziennikarz i publicysta

Jan Wróbel

dziennikarz i publicysta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.