Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Czy za wszystkie kłopoty odpowiada wójt albo burmistrz

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Tyle jest dróg. Czy któraś z nich jest właśnie tą, czy drogi nie ma i nie będzie?". To słowa starej piosenki, którą z niejakim sarkazmem powtarzają sobie właściciele nieruchomości wywłaszczonych w czasach PRL pod drogi czy osiedla mieszkaniowe.

Cel był słuszny, obywatelski, więc rekompensata finansowa za nieruchomość się nie należała. Co najwyżej można było dostać pieniądze za nasadzenia, czyli drzewka, krzaczki i rabatki. Jednak na wywłaszczonych nieruchomościach często ani drogi nie powstały, ani domów dla ludzi nie zbudowano. Co najwyżej pawilony handlowe czy parkingi, a przecież nie po to właściciele oddawali ziemię. Teraz można wprawdzie domagać się zwrotu nieruchomości, jeśli grunt pod daną inwestycję okazał się zbędny, ale to postępowanie długie i żmudne. Zwłaszcza że działka często przeszła już w następne ręce. I choć mamy od ponad 30 lat nową, wolną Polskę, własność nadal nie jest rzeczą świętą - a to jedna z podstaw demokracji. Trudno odzyskać nieruchomości zabrane w stolicy dekretem Bieruta - sprawy ciągną się latami, Sejm nie jest skłonny uchwalić stosownej uchwały. Latami toczą się też sprawy dotyczące zwrotu lub odszkodowań za ziemię Zabużan albo lasów, które stały się nagle parkiem krajobrazowym lub narodowym. Również zwykłe sprawy o zwrot wywłaszczonych działek z lat 60. czy 70. trwają długo, mnożą się problemy. A właściciele są coraz starsi (złośliwi mówią, że tzw. dekretowcy bierutowi wreszcie umrą i problem sam się rozwiąże). Młodym z kolei nie zawsze chce się walczyć o działkę dziadków, o której często dowiadują się przypadkiem. Czy winna jest niechęć państwa? Zła wola? Nieudolność?

Najprawdopodobniej prawidłowa jest trzecia odpowiedź. Władza, czy to państwowa, czy lokalna, nie radzi sobie z wyzwaniami, które niesie rzeczywistość. Przykładów pokazujących kłopoty zarówno w dużych aglomeracjach, jak i małych gminach nie brakuje. Problem śmieci nie jest rozwiązany: tu brakuje pojemników do segregacji odpadów, tam nie ma wyłonionej firmy, która odpady odbierze, a na cmentarzach hula wiatr, unosząc zwiędłe wieńce i turlając wypalone znicze (oddaję sprawiedliwość - są w tej materii chlubne wyjątki).

Kolejny problem to praktyczna realizacja hasła "Sześciolatki do szkół". Skutkuje protestami rodziców i samorządowców, którzy nie mają w gminnych kasach środków finansowych na realizację takiej ustawy.

Konsekwencją nieprzemyślanych i źle przygotowanych przepisów są lokalne referenda w sprawie odwołania włodarzy gmin. Najbliższe w stolicy. Tylko czy to zawsze samorząd odpowiada za kłopoty w małych ojczyznach? Musi przecież realizować ogólne przepisy, często nie do końca zgodne z potrzebami lokalnej społeczności.

@RY1@i02/2013/147/i02.2013.147.088000100.802.jpg@RY2@

Monika Górecka-Czuryłło zastępca redaktora prowadzącego

Monika Górecka-Czuryłło

zastępca redaktora prowadzącego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.