Dziennik Gazeta Prawana logo

Etat nie jest wcale zły. To samozatrudnienie jest przereklamowane

29 czerwca 2018

Tak się składa, że czytam właśnie "Doktora Faustusa" Tomasza Manna. A że jestem zapracowany, zdarzyło mi się późnym wieczorem usnąć nad książką. Tak, tak, nad taką książką. Śniło mi się, że jestem na karaibskiej wyspie, niech będzie Arubie, leżę w hawajskich spodenkach na piaszczystej plaży, mam kaloryfer na brzuchu (choć nie ćwiczę), piękny dom przy plaży, a w garażu - jaguara i kawasaki (choć nie mam prawa jazdy).

- Tak wygląda życie samozatrudnionych, które opisał Marcin Hadaj w tekście "Etat jest zły. I możecie mnie nazwać złamasem" (DGP 67/2013). Ty także możesz to wszystko mieć. Wystarczy podpis na jednym dokumencie, a zyskasz 20 lat błogiego życia. Przestaniesz być niewolnikiem etatu i staniesz się wolnym strzelcem z własną firmą. Przejdziesz na własną działalność - zwrócił się do mnie jegomość, który nagle pojawił się po mojej lewej stronie. Ze spiczastym nosem i przydługimi włosami w płowym kolorze przypominał nieco Margaret Thatcher.

W pierwszym odruchu chciałem od razu podpisać dokument. Powstrzymała mnie jednak wątpliwość. - Ale czy będę miał urlop? Płatny czas wolny, żeby móc korzystać z tych wszystkich uroków życia? - zwróciłem się do mojego rozmówcy. Nie siedział już obok mnie, lecz w dziwnej pozie wylegiwał się na konarze palmy, której długie liście dotykały tafli oceanu. - Urlop to przeżytek. Ty będziesz sam wybierał sobie czas, kiedy chcesz pracować, a kiedy nie. Nie zaprzątaj sobie głowy jakimś bzdurnym kodeksem pracy - rzucił.

- Czyli nie tylko nie będę miał urlopu, ale też ochrony przed zwolnieniem czy mobbingiem, odprawy, podanej przyczyny i okresu wypowiedzenia umowy, dobowego odpoczynku? Jednym zdaniem: będę pracował tak samo jak na etacie, w tych samych godzinach, w tym samym miejscu i na tych samych warunkach, tylko bez żadnych praw? Uważasz mnie za naiwniaka? - zapytałem. Zauważyłem, że fizys jegomościa się zmieniła. Miał teraz na sobie elegancki garnitur, krawat, włosy zaczesane do tyłu. Mimo upału na jego czole nie było ani jednej kropelki potu. Wyglądał jak Michael Douglas w "Wall Street".

- Po co ci to wszystko, skoro będziesz mieć pieniądze. Dużo pieniędzy. Jeśli przejdziesz na samozatrudnienie, dostaniesz na rękę więcej niż jako pracownik. I składki na ZUS przez pierwsze dwa lata będziesz płacił na preferencyjnych zasadach. Skoro możesz to zrobić, po co masz dawać się skubać państwu. To twoje ciężko zarobione pieniądze, nie daj ich zabrać fiskusowi. Właśnie dzięki samozatrudnieniu z opodatkowanego frajera na etacie staniesz się cwaniakiem. A świat należy do cwaniaków - uśmiechnął się, pokazując śnieżnobiałe zęby. - Pamiętaj: chciwość jest dobra - dorzucił, śmiejąc się już w głos.

Myśl ta uwiodła mnie. Nie będę dalej dawał się wykorzystywać państwu z tym jego rozdawnictwem, niebotycznymi składkami, opieką społeczną i zasiłkami dla bezrobotnych. Dość! - Poza tym jest kryzys. A kogo w razie problemów najpierw zwalniają pracodawcy? Tych, którzy są najdrożsi, czyli zatrudnionych na czas nieokreślony - przekonywał jegomość.

Już miałem złożyć podpis na dokumencie, gdy przypomniałem sobie o Hiszpanii. Tam w czasie kryzysu bezrobocie poszybowało w górę do najwyższego poziomu w całej UE. Czy to przypadek, że właśnie tam też najwięcej osób pracowało na elastycznych kontraktach, które można łatwo i szybko wypowiedzieć? Czy w sytuacji spowolnienia gospodarczego to właśnie tych osób nie zwolniono w pierwszym rzędzie, bo jest to po prostu tańsze? Teraz liderem w liczbie czasowych umów jest Polska. I bezrobocie w ostatnich latach też zaczęło u nas rosnąć. Chyba jeszcze muszę przemyśleć swoją decyzję.

Moje wątpliwości zauważył rozmówca, który znów wyglądał inaczej. Miał krótkie włosy zaczesane na bok, szorty i kraciastą koszulę. Gdy się uśmiechał, na jego policzkach tworzyły się dołeczki. Przypominał teraz nieco Johna F. Kennedyego i Billa Clintona. - Jeśli masz jeszcze wątpliwości, pomyśl: gospodarka, głupcze. W czasach kryzysu naszym obowiązkiem jest walka o konkurencyjność polskich firm, o ich odciążenie, zlikwidowanie barier w biznesie. Nie pytaj się dziś, co pracodawca ma ci zaoferować. Zapytaj lepiej, co ty możesz zrobić dla pracodawcy - zwrócił się do mnie, podając papier do podpisu.

Ta ugodowa przemowa wywoła mój sprzeciw. Przecież biznes kręci się także dzięki pracownikom. Bez nas przedsiębiorcy nie tylko nie mogliby osiągnąć sukcesów, ale nawet w ogóle prowadzić działalności. Dlaczego zatrudnionego z pracodawcą ma łączyć umowa, na podstawie której ten ostatni może wszystko, a ten pierwszy prawie nic? I czy podpisywanie takich kontraktów jest w ogóle etyczne? Przecież prawa pracownicze wywalczyły całe pokolenia ciężko pracujących ludzi. Mamy je teraz wyrzucić do kosza dla tych kilku dolarów czy złotówek więcej? Czy nie będę... łamistrajkiem?

- Nie, nie podpiszę. Ale możemy negocjować kontrakt - stwierdziłem. - To cyrograf - poprawił mnie mój rozmówca. - Jego się nie negocjuje. W tym przypadku to zazwyczaj propozycja nie do odrzucenia - dodał. Rzeczywiście to prawda - pomyślałem - znaczna część z ponad 2 mln osób, które mają firmę i nikogo nie zatrudniają, to tzw. samozatrudnieni z przymusu: dostają pracę, tylko jeśli zgodzą się na jej wykonywanie jako firma, a nie etatowiec.

- Może warto to wreszcie zmienić. Gdyby pracownicy i pracodawcy dogadali się i z jednej strony złagodzili rygory, jakie się wiążą z zatrudnieniem na czas nieokreślony, a z drugiej zakazali fikcji, że ktoś się sam zatrudnia (sic!), do łask wróciłaby zwykła umowa o pracę. Przecież to proste - powiedziałem nieśmiało.

W tym momencie się ocknąłem. Obudził mnie mój etat. Nastawiam budzik codziennie na ósmą rano, abym mógł zdążyć na redakcyjne kolegium. I dobrze, że zadzwonił, a ja nic nie podpisałem. Bo etat nie jest zły. To samozatrudnienie jest przereklamowane.

Przecież biznes kręci się także dzięki pracownikom. Dlaczego zatrudnionego z pracodawcą ma łączyć umowa, na podstawie której ten ostatni może wszystko, a ten pierwszy prawie nic?

@RY1@i02/2013/077/i02.2013.077.00000250a.803.jpg@RY2@

Łukasz Guza kierownik działu praca

Łukasz Guza

kierownik działu praca

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.