Za mało związków
Czy to możliwe, że Polska jest jednym z najmniej uzwiązkowionych krajów? Przecież co jakiś czas wszyscy udowadniają tezę przeciwną: pozycja związków jest, zapewne z przyczyn historycznych, zbyt mocna. Są ogromną i na dodatek populistyczną siłą, która hamuje zmiany, blokuje restrukturyzację przedsiębiorstw i branż (a także sektorów publicznych, jak edukacja czy służba zdrowia) oraz paraliżuje ich rozwój poprzez nadmiernie roszczeniową postawę. Całe zło - a jeśli nie całe, to przynajmniej połowa - w polskiej gospodarce ma swoje źródło w panoszących się, na dodatek zbiurokratyzowanych i nierzadko upolitycznionych, związkach. Jaka jest prawda? Banalna. Nie brak zakładów opanowanych przez kilka, kilkanaście organizacji związkowych, do których wiele z tego, co napisano wyżej, pasuje jak ulał. Firm, w których wszelkie, w tym racjonalne i pożądane działania zarządu, spotykają się z ostrą kontrą działaczy. Dotyczy to najczęściej dużych przedsiębiorstw kontrolowanych przez państwo (np. sektor wydobywczy czy energetyczny) lub z państwowym rodowodem. Ale jest i druga strona medalu. Lekceważenie, a czasem deptanie praw pracowników i wyrażana wprost niechęć do ich organizowania się. Dotyczy to wielu firm prywatnych, zwłaszcza tych, które w XIX-wiecznym modelu kapitalizmu widzą jedyną szansę na przetrwanie lub szybkie wzbogacenie się, ale też np. wielkich koncernów, w których szeroko pojęta arogancja jest częścią modelu biznesowego realizowanego w "dzikich" krajach. Zupełnie osobną sprawą jest to, dlaczego w wielu miejscach pracownicy nie garną się do związków lub nie widzą w nich skutecznej i cywilizowanej formy zabiegania o swoje interesy.
@RY1@i02/2013/074/i02.2013.074.00000020a.802.jpg@RY2@
Krzysztof Jedlak kierownik działu podatki
Krzysztof Jedlak
kierownik działu podatki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu