Jakoś to będzie? Chyba nie
Nie można działać byle jak. Niezależnie od tego, czy z poziomu gminnego urzędnika, zza ministerialnego biurka czy z sejmowych ław.
Pierworodny grzech bylejakości tkwi w znowelizowanej ustawie o czystości i porządku w gminach. Procedowano ją szybko zarówno w rządzie, jak i w parlamencie, nie zwracając często uwagi na wątpliwości samorządowców. To tempo tłumaczono kwestiami finansowymi - groźbą kar unijnych i niemożnością znalezienia inwestorów nowoczesnych, kosztownych instalacji do przetwarzania odpadów (bo nie można było zapewnić strumienia odpadów do takiego zakładu, z założenia przetwarzającego śmieci drożej, niż kosztuje ich złożenie na wysypisku). Tłumaczono je także wymiernymi efektami dla środowiska - bo śmieci nie trafią do lasów. Mamiono przy tym obniżkami cen usługi dla mieszkańców, przytaczając przykłady gmin, które już przejęły odbieranie śmieci. Zapomniano jednak, że pilotażowe programy wspierane były na ogół z unijnych środków, a pomoc 2,5 tys. gminom w tym zakresie jest po prostu niemożliwa. Efekt? Przepisy jeszcze nie weszły ostatecznie w życie, a były już parę razy zmieniane. To nie koniec kłopotów. Kiepskie regulacje przyczyniły się do tworzenia przez rady gmin wadliwych uchwał. Tylko w woj. warmińsko-mazurskim w jednym miesiącu wojewoda zakwestionował ich 61. W dużej części z nich chodziło o pobór pieniędzy w drodze inkasa, co w pierwotnej wersji przepisów było niemożliwe. Ale podpisana właśnie przez prezydenta kolejna nowelizacja już to dopuszcza. Jednak dla gmin to nie pociecha. Proces uchwalania i tak trzeba będzie powtórzyć.
O ile błędami w uchwałach można po części obarczyć ustawodawcę, to tymi w zamówieniach publicznych już raczej lokalnych włodarzy. Bo gminne czy powiatowe przetargi rządzą się swoimi prawami, a mniejszym samorządom nie opłaca sie nawet tworzyć specjalnych komórek zajmujących sie obsługą zamówień publicznych. Dlatego przedmiot zamówienia bywa opisany zbyt ogólnikowo albo za szczegółowo. Wykonawcy są zbyt szybko wykluczani z postępowania, nie mają też możliwości poprawienia oczywistych pomyłek, a często same przetargi są bez istotnych podstaw unieważniane. Wymienione wyżej błędy powtarzają sie od lat i nagminnie, co świadczy o wierze włodarzy, że "jakoś to będzie". Niestety sądząc po orzeczeniach sądów i Krajowej Izby Odwoławczej - nie zawsze tak bywa. Dlatego już przestrzegam: nieudane postępowania w sprawie odpadów mogą śmierdzieć nie tylko w przenośni, ale i w naturze. A śmieci wywożone przez zdesperowanych mieszkańców trafią do lasów w znacznie większej ilości niż do tej pory. Dlatego o jakość tych postępowań i wyłonienie naprawdę najlepszego wykonawcy trzeba zadbać szczególnie starannie. I nie należy kierować się wyłącznie najniższą ceną - bo ta w praktyce niczego nie gwarantuje.
@RY1@i02/2013/036/i02.2013.036.088000100.802.jpg@RY2@
Zofia Jóźwiak redaktor prowadzący
Zofia Jóźwiak
redaktor prowadzący
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu