Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Tu zaszła zmiana...

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

To Maria Dąbrowska. Jej proza, pisana w innej rzeczywistości, okazuje się aktualna.

Bo "proszę pana, proszę pana, zaszła u nas wielka zmiana: Moja starsza siostra Bronka zamieniła się w skowronka". Tym razem to wiersz Jana Brzechwy. I można cytować dalej: "Pomyśl tylko, co ty pleciesz! To zwyczajne kłamstwa przecież".

Ale dalej jest już lepiej, bo "z deszczu u sąsiada dziś padała oranżada". I to już jest promocja - powiedzą włodarze i mieszkańcy.

Ale rzeczywistość nadal trochę skrzeczy: "bo tymczasem na obiedzie miał być lew i dwa niedźwiedzie". "Fe, nieładnie! Któż tak kłamie? Zaraz się poskarżę mamie!".

Na razie koniec cytatów, choć oddają naszą rzeczywistość. Trudno przełamać stereotypy. Zapyziały wschód, południe to tylko narty, i to też przegrywające z sąsiednią Słowacją. A nasze morze. No cóż zimne, choć piękne. A inne regiony?

Okazuje się, że stare wiersze, przysłowia to najlepszy pomysł dla PR-owców. Choć może o tym jeszcze do końca nie wiedzą.

Promocja regionów samorządowych to nie tylko nowoczesny, dobry pomysł marketingowy. To także wymóg czasu. Trzeba przyciągnąć turystów albo inwestorów, albo najlepiej jednych i drugich. No więc dlaczego nie inwestujesz na wschodzie Polski? Albo dlaczego nie jesteś zainteresowany inwestycją w Gdyni?

Przejechałam prawie całą Polskę. Wiem, że łatwiej reklamować się dużym miastom, regionom. A poza tym one nie zawsze muszą się starać - do Warszawy czy Krakowa i tak przyjedzie wycieczka szkolna. Może to niesprawiedliwe, bo duże miasta starają się o różnych klientów. I starają się z powodzeniem - to jest nowa jakość naszej rzeczywistości.

No więc przejechałam - od Helu, Suwalszczyzny, po Tatry, Bieszczady, Dolnośląskie. Ale też Mazowsze, Kujawy... Wszędzie jest mnóstwo do obejrzenia, przemyślenia, pokazania dzieciakom (i nie musi to być aquapark). I teraz coraz częściej są informacje o atrakcjach w małych miejscowościach. Tu jest lokalny teatr, tu rozwinięta agroturystyka, gdzie można łowić ryby. A gdzie indziej - zjeść ser domowej roboty. To banał? Nie, bo paradoksalnie nie każdy ma już (albo jeszcze) ochotę albo pieniądze, by jechać na Wyspy Kanaryjskie czy do Tunezji.

Formę lokalnego marketingu dostrzegli włodarze zarówno wielkich miast, jak i maleńkich gmin. Coraz częściej korzystają z profesjonalnych agencji zajmujących się promocją. Czy to dobrze? Może tak, bo specjaliści są wszędzie niezbędni.

Ale co z duszą naszej małej ojczyzny? Przecież my w przysłowiowym Pcimiu czy Wiżajnach wiemy, dlaczego warto do nas przyjechać. Chcemy pokazać to miejsce i ludzi, którzy je tworzą. Dróg do sukcesu jest wiele. Bo najważniejsze przesłanie to "cudze chwalicie, swego nie znacie. Sami nie wiecie, co posiadacie". O tym coraz więcej lokalnych społeczności już wie.

@RY1@i02/2013/031/i02.2013.031.088000100.802.jpg@RY2@

Monika Górecka-Czuryłło zastępca redaktora prowadzącego

Monika Górecka-Czuryłło

zastępca redaktora prowadzącego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.