Nasza perspektywa sprawy Sarah P.
Wyrok sądu krajowego w niemieckim Hamm, na podstawie którego Sarah P. uzyskała prawo do poznania swojego biologicznego ojca - dawcy nasienia do banku spermy, zachęca do spojrzenia na ten problem z polskiej perspektywy.
Kluczowy tu jest tekst ONZ-owskiej Konwencji o prawach dziecka, uchwalonej 20 listopada 1989 r. i ratyfikowanej przez Polskę w 1991 r. - początkowo z pewnym zastrzeżeniem, szczęśliwie ostatnio odwołanym ustawowo. Trzeba także przypomnieć, że projekt tej konwencji zgłosiła w 1978 r. właśnie Polska.
Otóż art. 7 tego aktu w pkt 1 postanawia, że niezwłocznie po urodzeniu dziecka zostanie sporządzony jego akt urodzenia, a dziecko od momentu urodzenia będzie miało prawo do otrzymania imienia, uzyskania obywatelstwa oraz, jeśli to możliwe, prawo do poznania swoich rodziców i pozostawania pod ich opieką.
W akcie ratyfikacji zastrzeżono w odniesieniu do art. 7, że prawo dziecka przysposobionego do poznania rodziców naturalnych będzie podlegało ograniczeniu poprzez rozwiązania prawne umożliwiające przysposabiającym zachowanie tajemnicy pochodzenia dziecka.
Zgłaszając powyższe zastrzeżenie, kierowano się wyłącznie interesem nowych rodziców, przechodząc do porządku nad ewentualnymi problemami samego dziecka, które zwykle wcześniej czy później uporczywie zaczyna dociekać swego naturalnego (biologicznego) pochodzenia.
W kodeksie rodzinnym i opiekuńczym znalazł się w pewnym momencie przepis art. 1241, wzmacniający pozycję nowych rodziców, ale w pewnym sensie także rodziców naturalnych. To przepis zakazujący dochodzenia ustalenia bądź uznania ojcostwa albo jego zaprzeczenia - w razie zgody na przysposobienie bez wskazania osoby przysposabiającego.
Nie chodzi mi tu o precyzyjną analizę tych ustawowych rozwiązań (swoją drogą wyrażonych w sposób bardzo hermetyczny) lecz tylko o zwrócenie uwagi, że nasze ustawodawstwo, mimo deklarowanego poszanowania praw dziecka, nie respektuje w gruncie rzeczy jego podmiotowości, a przynajmniej tak działo się do niedawna. Zwyciężało bowiem raczej przekonanie, że obiektywne dobro dziecka wyraża się przede wszystkim w zapewnieniu warunków niejako zewnętrznego względem niego bezpieczeństwa prawnego.
Odstąpienie od zastrzeżenia do art. 7 konwencji, co miało miejsce ostatnio w drodze uchwalenia ustawy z 10 października ub.r., jest, w moim odczuciu, odejściem od tamtej "przedmiotowej koncepcji" na rzecz poszanowania racji czy raczej emocjonalnych oczekiwań samego dziecka, które są jego absolutną racją.
To wycofane już zastrzeżenie miałoby znaczenie i tak tylko w okresie, kiedy mamy do czynienia z dzieckiem w ogóle - sama konwencja mówi tu o górnej granicy 18 lat. W przypadku osiągnięcia dorosłości to zastrzeżenie przestałoby moim zdaniem i tak już działać, bo trudno uznać, że dorosłego człowieka można chronić dla jego dobra przed dotyczącą go obiektywną prawdą.
Przypadek niemiecki dotyczy oczywiście innej jeszcze sytuacji, bo chodzi tu o anonimowego dawcę plemników, który rodzicem nie chciał przecież być, ale widać wyraźnie na tym przykładzie, jak w ten piętrowy układ krzyżujących się interesów świata dorosłych wdziera się dziecko odzyskujące głos. A przecież to ono jest tu najważniejsze - przynajmniej tak deklarujemy, często, jak się okazuje, niczym hipokryci.
Nie sądźmy, że nasza chata ciągle z kraja i problemy zachodniego społeczeństwa długo jeszcze nie będą nas dotyczyć. W Europie Zachodniej próbuje się to i owo w tej materii jednak regulować - u nas nadal wolna amerykanka.
Po wyroku Sarah P. mówiła: - Czuję się, jakbym nie była kompletna. Wyobrażam sobie, że gdy dotrę do ojca, będzie to jak znalezienie mojej drugiej połowy.
Niech wystarczy to nam za memento.
@RY1@i02/2013/029/i02.2013.029.00000040a.802.jpg@RY2@
Jerzy Stępień prawnik, były prezes Trybunału Konstytucyjnego
Jerzy Stępień
prawnik, były prezes Trybunału Konstytucyjnego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu