Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Nie naśladować Don Kichota

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Polska, lata 60. Wiatraki są często spotykanym elementem krajobrazu. Stoją na wyniosłościach w pobliżu wsi i niekiedy skrzypieniem przypominają, że siłą wiatru można zamienić ziarno w mąkę. Po ćwierćwieczu pojedyncze egzemplarze można już spotkać tylko w skansenach. Gdzieniegdzie połamane śmigła, zmurszałe deski czy resztki kół zębatych przypominają, że z wiatru można było przez wieki czerpać pożytki.

Renesans zainteresowania energią wiatrową zbiega się z wejściem Polski do Unii Europejskiej. Środki pomocowe, nowe technologie, szansa na zyski dla gmin przywróciły wiatraki polskiemu krajobrazowi. Nie są to jednak sielskie, drewniane obiekty, tylko mało przyjazne betonowe wieże z metalowymi śmigłami. Dlatego poza tymi, którym przynoszą zyski, mają sporo przeciwników. Często działających irracjonalnie jak Don Kichot. Nierzadko jednak mających rację. Bo hałas i wibracje czy zmieniony krajobraz mogą sąsiadom dawać się we znaki i obniżać wartość ich nieruchomości.

Dlatego szykując kolejne inwestycje, warto pamiętać, że poza niewątpliwymi zyskami wynikającymi z inwestowania w to źródło są i straty. O te w przyrodzie zadbała UE, tworząc obszary Natura 2000 i obwarowując je odpowiednimi restrykcjami. O ludzi muszą zadbać samorządy. Ale do tego powinny mieć odpowiednie instrumenty - przede wszystkim sporządzone przez profesjonalistów plany zagospodarowania przestrzennego i dobre informacje dotyczące możliwości energetyki wiatrowej w danym rejonie. Także fundusze, nie tylko na same inwestycje, ale i na przeniesienie jednego czy kilku gospodarstw, tak aby uniknąć konfliktów, w sytuacji gdy zyskowną farmę należy zlokalizować w ich sąsiedztwie. Trzeba działać tak, żeby wytrącić oręż lokalnym Don Kichotom.

Poza kontrowersyjnymi wiatrakami jest jeszcze wiele innych sposobów pozyskiwania czystej energii znacznie mniej agresywnie wpisujących się w przestrzeń. Są to choćby kolektory słoneczne coraz częściej spotykane na dachach budynków użyteczności publicznej i na prywatnych domach. To także prąd ze słońca czyli fotowoltaika. Czerpią go nie tylko nad Morzem Śródziemnym - ale i tuż za naszą zachodnią granicą. To także wciąż słabo wykorzystany biogaz, biogazownie podobnie jak wiatraki budzą bowiem spore opory sąsiadów.

Do mnie jednak najbardziej przemawia to, co kryje sie pod hasłem białych certyfikatów, czyli oszczędzanie energii. Oszczędne budynki - począwszy od samej bryły obiektu po szczelne okna i ocieplone dachy oraz ekonomiczny system zużycia energii wewnątrz. To też nowoczesne lodówki i oświetlenie LED, których zakup jest wciąż zbyt drogi, by mogły być powszechnie stosowane. Również w samorządach warto się zastanowić, co zrobić i po jakie wsparcie sięgnąć, by bardziej rozpropagować działania w oszczędzanie energii.

@RY1@i02/2013/026/i02.2013.026.088000100.802.jpg@RY2@

Zofia Jóźwiak, redaktor prowadzący

Zofia Jóźwiak

redaktor prowadzący

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.