Kto powie, że jest kryzys
Czytając projekt ustawy antykryzysowej, myślałem, że pracodawcy na stałe zyskają określone formy wspierania zatrudnienia w czasie dekoniunktury. Kiedy wczytałem się w szczegóły, mój entuzjazm wyhamował.
Okazuje się bowiem, że o uruchomieniu pieniędzy będzie decydował rząd. Niestety nie wiadomo na podstawie jakich kryteriów będzie to robił. Projekt zawiera jedynie ogólne stwierdzenie, że premier podejmie decyzję na wniosek ministra pracy w przypadku spowolnienia gospodarczego lub kryzysu. Nie wiadomo, czym decydenci będą je mierzyć. Jakie wskaźniki będą kluczowe dla stwierdzenia kryzysu - czy będzie to stopa bezrobocia, spadek PKB, czy może fala petycji przedsiębiorców lub wysyp strajków i protestów społecznych. Łatwo przypomnieć sobie dyskusje sprzed kilku lat, gdy rząd zapewniał, że nie ma kryzysu, podczas gdy ekonomiści udowadniali, że ten już jest w przedpokoju.
Dobrze by było, gdyby prawo antykryzysowe uruchamiało się automatycznie po przekroczeniu pewnych wskaźników, może kilku łącznie, może oddzielnie. Ważne, aby pomoc dla przedsiębiorców nie zależała od czyjegoś widzimisię połączonego z polityczną kalkulacją.
Skoro autorzy projektu są w stanie wyraźnie określić, o ile muszą spaść obroty firmy, by ta mogła korzystać z dopłat do wynagrodzeń, to możliwe jest to także w stosunku do gospodarki. Jest to tym bardziej uzasadnione, gdy przypomnimy sobie chęć ministra finansów do przeznaczania dodatkowych pieniędzy z Funduszu Pracy na walkę z bezrobociem. Może się okazać, że równie "entuzjastycznie" będzie wykładał pieniądze na pomoc antykryzysową.
@RY1@i02/2013/018/i02.2013.018.183000500.802.jpg@RY2@
Tomasz Zalewski dziennikarz działu praca
Tomasz Zalewski
dziennikarz działu praca
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu