Samorządy jak bracia Huntowie
W Polsce chyba mało kto wie, jaką rolę na amerykańskich rynkach odegrali niejacy bracia Huntowie. Otóż niebagatelną. Udało im się doprowadzić do tego, że załamanie notowań na rynku srebra doprowadziło do załamania na rynku... bydła. Wytłumaczenie tej zaskakującej reakcji łańcuchowej z 1980 r. okazuje się banalnie proste: bracia Huntowie byli bardzo mocno zaangażowani w srebrze. W momencie gdy ten kruszec zaczął dołować, musieli się ratować. A mieli co ratować: opcje, kontrakty futures i tak dalej - to potrzebowało wzmocnienia zabezpieczeń i dopływu świeżej gotówki. A że Huntowie byli też mocni na rynku bydła, z tego właśnie zaczęli wyprzedawać. I ten rynek pięknie zanurkował.
Braci Huntów przywołuje Richard M. Bookstaber w swojej książce "Jak stworzyliśmy demona", w której opisuje mechanizmy, jakie doprowadziły do kryzysu finansowego z 2008 r. Nie jest to łatwa lektura, ale niesłychanie ciekawa dzięki tezom stawianym przez Bookstabera. A potrafił go zastanowić np. program satyryczny, gdzie parodiowano doniesienia z Wall Street. "Na Wall Street dziś nie zawarto żadnej transakcji. Wszyscy już kupili to, co chcieli" - natrząsali się komicy. Właściwie dlaczego tak nie jest? Dlaczego na giełdach codziennie obraca się gigantycznymi kwotami? Czy czynnikiem decydującym są wyłącznie informacje ze spółek i nagła potrzeba realizacji niewielkich czasem zysków? Nie - odpowiada Bookstaber. Nigdy nawet istotne informacje ze spółek nie odpowiadają skali obrotu na giełdzie. Jednym z motorów generowania tego obrotu jest potrzeba gotówki. W uproszczeniu mówiąc, w przypadku dużych korporacji o pieniądze mogą upomnieć się działy, które np. nagle muszą budować duże zabezpieczenia. Albo ratować się z tych czy innych powodów, jak to było w przypadku braci Huntów. W odniesieniu do zwykłych ludzi - o wyprzedaży akcji czy jednostek potrafi zdecydować pomysł kupna nowego samochodu. I to konstruuje poziom obrotów i cen na rynkach. Oczywiście sytuacja pogarsza się w sposób dramatyczny, gdy popyt nie odpowiada podaży.
O książce Bookstabera i jego dywagacjach dotyczących rynków kapitałowych i wyrafinowanych instrumentów finansowych przypomniałem sobie, myśląc o ich odwrotnościach, czyli dość niewyrafinowanych zależnościach dotyczących finansów. A mamy tutaj, nad Wisłą, całkiem sporo przypadków, które po prostu wołają o pomstę do nieba. I to takich, które biją w nas wszystkich.
Przykład pierwszy z brzegu - samorządy. Nie trzeba odniesień do Wall Street, by jakoś się połapać, że zadłużanie się samorządów podyktowane koniecznością wkładu własnego przy korzystaniu ze środków unijnych może skończyć się źle. I właśnie kończy się źle: niespotykanym zadłużeniem i podniesieniem cen usług wszelakich. Myślę, że poza inwestycjami naprawdę potrzebnymi będziemy mieli po tym boomie trochę ciekawych pamiątek w postaci np. makabrycznie drogich w utrzymaniu centrów sportowych czy wypasionych pojazdów komunikacji miejskiej, za przejazd którymi trzeba będzie płacić coraz więcej.
Oczywiście samorządy mogłyby stać się braćmi Huntami i w celach ratunkowych zacząć się wyprzedawać. Tylko pojawia się problem - z czego? Na rynku nieruchomości szału nie ma, a np. do sprzedaży miejskich spółek jakoś brakuje woli politycznej. Jeszcze jako tako trzyma się i oby się trzymał rynek obligacji miejskich.
Co z tego wynika? Samorządy są trochę jak bracia Huntowie i gracze giełdowi jednocześnie. Muszą ratować swoją finansową skórę, a przecież opłat dla ludzi nie można podwyższać w nieskończoność. Na rynku niespecjalnie jest popyt na to, co mogą sprzedać. Tutaj dużej gotówki nie będzie. A to, idąc tropem myśli Bookstabera, musi oznaczać ostry kryzys, w tym przypadku zadłużenia. I pozostaje tylko jedno życzenie. Aby akurat w tym miejscu amerykański badacz rynków finansowych się pomylił.
@RY1@i02/2013/013/i02.2013.013.00000280d.802.jpg@RY2@
Marcin Piasecki, wydawca DGP
Marcin Piasecki
wydawca DGP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu