Klif inwestycyjny
W środę 2 stycznia Stary Kontynent był już pogrążony w mroku, gdy zza oceanu nadeszła pokrzepiająca wieść: Amerykanie dogadali się w sprawie klifu fiskalnego. Trudno o lepsze rozpoczęcie roku. Na giełdach pojawił się powiew optymizmu. Przynajmniej na razie USA uniknęły finansowego samobójstwa, co uderzyłoby obuchem w całą światową gospodarkę.
Właśnie: na razie. Bo jak się temu amerykańskiemu porozumieniu bliżej przyjrzeć, to na jaw wychodzi brutalna prawda, że w USA tak naprawdę nie rozwiązano żadnego problemu, a polityczna wojna o podatki i cięcia budżetowe z nową siłą wybuchnie już za kilka tygodni. Przyznam, że w tej całej historii, już po zawarciu niby-porozumienia, uderzyły mnie komentarze zwykłych ludzi. Nie było w nich zbyt głębokiego oddechu ulgi, pojawiła się za to całkiem solidna porcja wściekłości. Oczywiście na polityków w Waszyngtonie, którzy w ostatniej możliwej chwili, prowizorycznie, na kolanie, decydują o kwestiach tak ważnych jak podatki i wydatki państwa. Trudno odmówić temu słuszności, nawiasem mówiąc, widać tutaj jak na dłoni skłonność do szaleństw każdej klasy politycznej, nie tylko tej znad Wisły.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.