Dwa obrazy Polski
Powierzenie Donaldowi Tuskowi przewodnictwa Rady Europejskiej spowodowało zrozumiały wzrost zainteresowania Polską. Obraz naszego kraju w oczach zagranicznych polityków, politologów i publicystów jest pozytywny. Publicyści tygodnika "The Economist" stwierdzają, że "wspomagana przez dużą ilość pieniędzy z UE Polska stała się ekonomicznym i politycznym modelem dla reszty klubu, rosnąc prawie o 50 proc. w ciągu dekady i w znacznym stopniu unikając osuwania się w populizm i autorytaryzm, co innym się przytrafiało".
Wzrost w kontekście europejskiej stagnacji to zjawisko napawające optymizmem. Ale owoce tego wzrostu częściowo wypływają poza Polskę, m.in. w postaci wielomiliardowych dywidend. Oczywiście jest to zgodne z prawem. Jednakże owe dywidendy zostały osiągnięte w znacznym stopniu dzięki niskim płacom pracowników.
W statystykach międzynarodowych zwracają uwagę nasze wysokie wskaźniki przedsiębiorczości. Problem w tym, że bardzo wielu drobnych przedsiębiorców to po prostu osoby pracujące na umowach śmieciowych.
Korzystnie wyglądają też nasze dane statystyczne dotyczące eksportu, chociaż stosunkowo mało jest polskich marek i polskich nowoczesnych produktów. Dużą pozycję w eksporcie stanowią dostawy kooperacyjne dla firm niemieckich. Na nasze szczęście wiele z tych firm ma mocną pozycję na rynkach międzynarodowych. Gdyby było inaczej, mielibyśmy duży kłopot. Nasze części i podzespoły trudno byłoby sprzedać innemu odbiorcy.
Pomyślnie kształtuje się wreszcie nasz rynek wewnętrzny. Polki i Polacy kupują. Ale często za pieniądze nadesłane przez bliskie osoby, które udały się na emigrację zarobkową.
Życzliwi obserwatorzy oglądający Polskę z zewnątrz analizują optymistyczne statystyki, z uznaniem mówią i piszą o nowoczesnej infrastrukturze, o zmieniającej się panoramie Warszawy i innych miast, o polskiej klasie średniej kupującej domy i mieszkania, samochody i modne ubiory oraz wyjeżdżającej na urlopy do egzotycznych krajów. My, obserwatorzy wewnętrzni z troską patrzymy na szamotanie się małych i średnich przedsiębiorców z zatorami płatniczymi i z trudnym dostępem do kredytu bankowego, z ciągłymi kontrolami i złą wolą wielu urzędników w wielu urzędach. Martwi nas to, że mobilność wielu mieszkańców wsi i małych miast jest ograniczona. Skąd się to bierze?
Przedstawiciele PKP informują nas o nieopłacalności połączeń kolejowych z małymi miastami. Mieszkańcy tych miast skarżą się, że kolej zagląda do nich raz lub dwa razy w tygodniu. Zupełnie jak w XIX wieku. Tymczasem mieszkańcy małych wysepek wokół Wielkiej Brytanii i Skandynawii swobodnie podróżują dzięki połączeniom lotniczym i morskim. Jest to możliwe przez finansowanie tych połączeń w ramach zamówień publicznych.
Niepokojące jest utrzymywanie się od 1989 roku grup społecznych żyjących w warunkach skrajnej biedy. Niektóre z tych grup to pozostałości po terapii szokowej. Nie bez znaczenia było to, że politycy w ważnych sprawach podejmowali wówczas nieodpowiedzialne decyzje. "Jak wspomina główny ekspert MFW Michael Bruno - pisał prof. Tadeusz Kowalik - z trzech przedstawionych przez zespół MFW i Banku Światowego wariantów programu wszyscy członkowie rządu jednogłośnie wybrali wariant najradykalniejszy. Taki był bowiem nastrój, co zdziwiło owych ekspertów, bo w innych krajach znacznie węższe programy, stabilizacyjne tylko, a nie zmieniające ustrój, są z reguły przedmiotem długich i uciążliwych targów".
Nestor opozycji politycznej z czasów PRL Aleksander Małachowski w dosadny sposób scharakteryzował ówczesną sytuację: "Byliśmy trochę jak barany prowadzone na rzeź i łatwo ulegaliśmy obietnicom polityków mających decydujący głos w praktycznym wcielaniu w życie szkodliwych rozwiązań".
Wielkim przemianom historycznym towarzyszą wielkie nadzieje i trudne do uniknięcia wielkie błędy. Skutki tych ostatnich nie powinny być jednak zbyt długotrwałe.
Jednym z priorytetów naszego państwa powinno być zlikwidowanie skrajnego ubóstwa. Czas nagli. Tymczasem w niektórych wypowiedziach polityków i niektórych komentarzach prasowych można odczuć powiew propagandy sukcesu. Satysfakcja z tego, co nasz kraj osiągnął, i optymistyczne oceny z zewnątrz nie powinny skłaniać do patrzenia na naszą rzeczywistość z pozycji sytych i zadowolonych.
Wielkim przemianom towarzyszą wielkie nadzieje i trudne do uniknięcia wielkie błędy
@RY1@i02/2014/252/i02.2014.252.000001000.803.jpg@RY2@
Andrzej Wilk nauczyciel akademicki
Andrzej Wilk
nauczyciel akademicki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu