Taki ja, taki ty może w związku być
Parafrazując słowa niezwykle popularnej przed laty piosenki Arki Noego, każdy będzie mógł należeć do organizacji związkowej. Tego chcą działacze z Solidarności i OPZZ
W obliczu kryzysu ruchu związkowego nie powinno dziwić poszukiwanie przez działaczy nowych członków i dążenie do rozszerzenia prawa koalicji, czyli możliwości przystępowania do związków tych osób, które nie są zatrudnione na podstawie umowy o pracę. Według ostatnich danych CBOS przynależność do związków zawodowych deklaruje bowiem jedynie 10 proc. pracowników i jest to najgorszy wynik od lat 90. Oznacza to, że trzy centrale związkowe reprezentują 1,5 mln zatrudnionych. Dla porównania moja organizacja - Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej - zrzesza 10 tys. firm, w których pracuje 5 mln osób.
Zastanówmy się nad tym, co to w ogóle oznacza, że każdy, a nie tylko etatowiec, miałby mieć prawo do założenia związku zawodowego czy też wstąpienia do niego. Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie sytuacji, w której do związków należeliby np. wróżbici, komicy czy celebryci - znani tylko z tego, że są znani. Nie mam nic przeciwko temu, aby te osoby się zrzeszały i tworzyły grupy nacisku bądź wsparcia, ale żeby od razu przyznawać im prawo do etatów związkowych czy strajków? Mówiąc językiem młodzieży, nie widzę tego. Nie wspominając już o innych przywilejach wynikających z ustawy o związkach zawodowych, w tym na przykład o prawie do warunków lokalowo-technicznych.
Niewykluczone jest też to, że osoby te zechcą walczyć o swoje prawa i wyjdą na ulice - tylko nie bardzo wiadomo, przeciwko komu miałyby one strajkować. Skoro bowiem pracodawcy w tym przypadku nie ma - to może przeciwko jakiejś innej grupie społecznej? A jeśli wróg nie jest skonkretyzowany, zawsze można uderzyć w państwo. Wizja ulicznych protestów, skłóconego społeczeństwa i niewydolnego państwa napawa mnie przerażeniem. Jednak zwolennicy propozycji rozszerzenia prawa koalicji nie dostrzegają chyba tego zagrożenia.
Zakładając nawet bardziej pokojowy przebieg tej walki o swoje prawa, dalej nie wiadomo, z kim ci - powiedzmy - nowi związkowcy mieliby prowadzić ewentualne negocjacje dotyczące warunków ich pracy czy też zawierać układy zbiorowe pracy. Bo to właśnie stanowi przecież cały sens istnienia związków zawodowych. W przypadku wróżbitów - może z klientami? Naprawdę nie wiem. Trudno mi jest to sobie wszystko wyobrazić, ale być może nie mam takiej wyobraźni jak moi koledzy związkowcy.
Co więcej, rozszerzenie prawa koalicji skutkowałoby powstaniem kolejnej uprzywilejowanej grupy społecznej, która zapewne chciałaby ugrać coś dla siebie - co oznacza ryzyko tego, że te nowe związki zawodowe zostaną wciągnięte do rozgrywek politycznych. Więcej manipulacji i politycznych obietnic to również nie jest zbyt optymistyczna wizja przyszłości.
@RY1@i02/2014/248/i02.2014.248.183003200.802.jpg@RY2@
Andrzej Malinowski prezydent Pracodawców RP
Andrzej Malinowski
prezydent Pracodawców RP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu